Jan Paweł II - Papież wielkiej modlitwy

Przestrzelony pas sutanny podarowany przez Ojca Świętego (fot. M. Nowak / BP JG)        Z własnej obserwacji mogłem się przekonać, że Ojciec Święty Jan Paweł II jest człowiekiem wielkiej i wytrwałej modlitwy, a zarazem wymownym świadkiem i znakiem czasu. Miałem możność obserwować z bliska jego rozmodlenie, ilekroć jako Pasterz Kościoła Krakowskiego przybywał z posługą dla pielgrzymów na Jasną Górę. Każdą wolną chwilę spędzał wówczas na osobistej modlitwie, zwłaszcza przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej. Nieraz dyskretnie zapytał także: Gdzie tu macie stacje najbliższej "Drogi Krzyżowej"? Pragnął ją odprawić, zwłaszcza w przerwach na odbywanych tu sesjach czy konferencjach plenarnych Episkopatu Polski. Ilekroć miałem okazję znaleźć się bliżej Jego Osoby, to zawsze byłem zauroczony wyjątkowością Jego modlitwy. Odczuwało się intuicyjnie, że Papież, gdy się modli, to wchodzi jakby w inny świat i naprawdę rozmawia z Niewidzialnym.
        Następca św. Piotra przypomniał mi swoim wyjątkowym skupieniem i zarazem zewnętrzną postawą, że w Jego modlitwie najważniejszy jest Bóg i Jego sprawy. Ten Papież, niezmordowany w swej nadzwyczajnej pracowitości, jest przede wszystkim człowiekiem wielkiej modlitwy i to ma szczególną wymowę.
Częstochowa 1983 r.         Przygotowując się do Jego Pielgrzymki na Jasną Górę, mieliśmy zawsze na uwadze, aby stworzyć Mu odpowiednie warunki dostępu zarówno do naszej zakonnej kaplicy, jak również do kaplicy Matki Bożej. Z racji zachowania bezpieczeństwa i ustawicznej kontroli służb watykańskich i polskich, nie było to łatwe. Ojciec Święty potrafił wejść w takie relacje z tymi służbami, że pozwalały
mu nawet na długą modlitwę osobistą w kaplicy Matki Bożej.
        Nigdy nie zapomnę wyjątkowego Apelu Jasnogórskiego 19 czerwca 1983 roku, w którym na zakończenie rozważań Jan Paweł II wspomniał o zamachu na Jego życie w dniu 13 maja 1981 roku na Placu św. Piotra. Powiedział wówczas: "Zeszłego roku (1982) w dniu 13 maja byłem w Fatimie, aby dziękować i zawierzać. Dziś pragnę tu, na Jasnej Górze, pozostawić, jako wotum, widomy znak tego wydarzenia, przestrzelony pas sutanny".
        Po Apelu Jasnogórskim, Jan Paweł II w swoich apartamentach -z wielkim, osobistym wzruszeniem -przekazał na moje ręce ten przestrzelony pas od papieskiej sutanny, który był umieszczony w specjalnym futerale. Na futerale widoczny był duży herb papieski.
        Przekazując ten niezwykły dar - wotum naznaczone krwią - ponownie zaznaczył, że już wprawdzie podczas pielgrzymki do Fatimy dziękował Maryi za uratowanie życia, ale czuje też duchową potrzebę pozostawienia na Jasnej Górze znaku tragicznego wydarzenia, bo przecież tutaj też zawierzał siebie, Ojczyznę, Kościół i świat Matce Bożej. Przy tej okazji wyraził życzenie, aby tego wotum na razie nie pokazywać publicznie. Ponadto dodał: "Niech on tu zostanie!".
fot. G. Gałązka        Wzruszenie Ojca Świętego udzieliło się również ks. prałatowi Stanisławowi Dziwiszowi, który zapłakał i odszedł. Natomiast Ojciec Święty wyraził chęć udania się na osobistą modlitwę do kaplicy Matki Bożej. Zapewniłem wówczas Ojca Świętego, że może przejść bezpiecznie do tej kaplicy, bo tam nie ma już nikogo. Osobiście Mu towarzyszyłem, niosąc z szacunkiem w swoich rękach przekazane wotum, które po przyjściu do kaplicy Cudownego Obrazu złożyłem na ołtarzu przed Obrazem Matki Bożej. Jan Paweł II uklęknął na klęcz-niku przed Cudownym Obrazem Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi i w tej pozycji pozostał na modlitwie osobistej około dwóch godzin, tj. od 22.00 do 24.00. Była to dla mnie najwspanialsza lekcja i zarazem przykład, jak trzeba się modlić. Przecież Ojciec Święty był wyjątkowo zmęczony, bo w ciągu dnia wygłosił dziewięć katechez i spotkał się z wieloma grupami. Ponadto był po operacji i zamachu na jego życie, a więc powinien odpocząć, bo czekał go kolejny, intensywny dzień pracy. Tak modlić się może człowiek niezwykłej wiary i gorącej miłości względem Boga i Maryi. W jego modlitewnej postawie wyczuwało się wówczas jakieś niezwykłe zanurzenie w inną, Bożą rzeczywistość.
        Gdy zbliżała się już północ, do kaplicy przyszedł ks. kard. Franciszek Macharski - arcybiskup i metropolita krakowski, ale i on nie miał odwagi prosić Ojca Świętego, aby udał się na spoczynek. Dostrzegł to jednak sam Papież i rozpoczął odmawianie modlitwy liturgicznej na zakończenie dnia.
        Podczas wszystkich pielgrzymek na Jasną Górę widok rozmodlonego Papieża w kaplicy klasztoru, w późnych godzinach nocnych, budził u wszystkich moich współbraci pragnienie, wręcz głód modlitwy, nawet po tak bardzo "upracowanym" dniu -na różnych pełnionych dyżurach. Kolejne dni pracy rozpoczynał Ojciec Święty modlitwą już o godz. szóstej rano.
        Dla mnie osobiście, Jan Paweł II jest nie tylko świadkiem wiary, nadziei i miłości, ale wymownym wzorem człowieka niezwykłej modlitwy.

Józef St. Płatek OSPPE
były generał Zakonu Ojców Paulinów
Jasna Góra