Wędrówki po Kresach

W Gagauzji też mieszkają Polacy

+++ fot. Marek A. KoprowskiMiejscem, w którym Ludmiła Wolewicz zazwyczaj umawia się z gośćmi z Polski jest cerkiew w Komracie. Znajduje się ona przy głównej ulicy miasta i jest jedyną w stolicy Gagauzji – autonomicznego rejonu wchodzącego w skład Mołdawii. Leży on 150 km na południe od Kiszyniowa, zamieszkuje go 165 tys. mieszkańców, administracyjnie składa się z 3 rejonów i 23 gmin. Choć formalnie jest utworzony dla poszanowania praw narodowych Gagauzów, stanowi prawdziwy tygiel kultur i narodów, które obecnie – po walcu sowietyzacji – zaczynają odzyskiwać swoją tożsamość. W sumie zamieszkuje go 156 narodowości. Są wśród nich także Polacy, a Ludmiła Wolewicz jest prezesem ich stowarzyszenia. Mieszka niedaleko cerkwi, w domku (który pełni też funkcję biura towarzystwa) przy jednej z bocznych uliczek. Pani Ludmiła to dzielna, kipiąca energią kobieta – córka Polaka i Gagauzki. Jest przedstawicielką pokolenia najnowszej polskiej emigracji w Mołdawii. Rodzina jej nieżyjącego już ojca pochodzi z Białorusi. Gdy z jej terenów, czyli dawnych Kresów Rzeczypospolitej, przeprowadzono repatriację ludności polskiej, prawie wszyscy wyjechali do Polski. Ojciec pani Ludmiły nie mógł tego uczynić, ponieważ wcześniej został powołany do sowieckiego wojska. Służbę wojskową odbywał w Mołdawii, gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Wielka miłość spowodowała, że postanowił pozostać na ziemi między Dniestrem a Prutem i tu założyć rodzinę.
+++ Pani Ludmiła nieprzypadkowo została liderem polskiej organizacji. W jej domu zawsze panowała polska atmosfera. Wyszła za mąż za Polaka, Sławomira Wolewicza, rezygnując jednocześnie z panieńskiego nazwiska Andrzejewska. Z ich dwójki dzieci, córka ukończyła uniwersytet w Kiszyniowie, ale także uczelnię w Lublinie. Miała możliwość pozostania w Polsce, lecz wróciła do Gagauzji, gdzie czekał na nią ukochany. Nie zmarnowała jednak studiów w kraju przodków ojca i w Komracie także pracuje na rzecz odrodzenia polskości. Syn studiuje we Wrocławiu informatykę i deklaruje, że zrobi wszystko, żeby w tym mieście pozostać. Polskie odrodzenie w Gagauzji zaczęło się stosunkowo późno – dopiero wtedy, gdy polskie środowiska w Bielcach, Styrczy czy Kiszyniowie znacznie już okrzepły. Polakom z Gagauzji udało się jednak nadrobić zaległości.
+++ – Gdy w 2004 r. w Komracie powstało “Stowarzyszenie Polaków Gagauzji”, niewiele osób wierzyło w sens jego działalności – mówi jego prezeska Ludmiła Wolewicz. – Na początku istotnie było nas bardzo mało, bo zaledwie pięć rodzin. Dziś, po pięciu latach, nasze towarzystwo liczy już dwustu członków i nie ma tygodnia, żeby ktoś nie przyszedł i nie zainteresował się naszymi poczynaniami, nie chciał wstąpić w nasze szeregi. Ludzie po prostu zobaczyli, że coś robimy. Od razu sprowadziliśmy do Komratu nauczycielkę języka polskiego, która bardzo nas wspomogła i zrobiła ogromnie dużo dla odrodzenia i propagowania polskości w stolicy Gagauzji. Sygnałem dla wszystkich, że idziemy do przodu było wysłanie na studia do Polski pierwszego dziecka z Komratu…
+++ Dzięki Stowarzyszeniu w Komracie kilkaset osób nauczyło się języka przodków. Obecnie np. w siedmiu grupach języka polskiego uczy się 75 osób. Nie wszyscy bynajmniej to uczniowie szkół średnich czy podstawowych, którzy chcieliby w przyszłości starać się o możliwość studiowania w Polsce. Wielu z nich to ludzie starsi. Najbardziej wiekowym z nich jest 67-letni pan Krzyżanowski, który u kresu swoich dni postanowił nauczyć się języka ojców. Czyni to już czwarty rok, wykazując dużą determinację. Największym sukcesem stowarzyszenia wydaje się jednak dokonanie przebudzenia w świadomości narodowej mieszkających w Gagauzji Polaków, często już dawno zrusyfikowanych, którzy zapomnieli o swoich korzeniach.
+++ – Obecnie szacujemy, że co szósty mieszkaniec Komratu ma polskie korzenie – twierdzi prezes Wolewicz. – Komrat zaś to przecież nie cała Gagauzja. Polacy żyją na całym jej terenie. W naszym stowarzyszeniu mamy członków, których przodkowie osiedlili się w Gagauzji po Powstaniu Styczniowym. Należy do nas np. pan Nowak, który, badając genealogię swojej rodziny, znalazł, iż jego przodek osiedlił się w Gagauzji w 1864 r. z żoną i ośmioma synami. Ci założyli swoje rodziny, które także były wielodzietne, co sprawiło, że rodzina Nowaków znacznie się rozrosła. Dziś w Komracie bardzo dużo ludzi nosi nazwisko Nowak, choć uważa się za Gagauzów. Wielu Polaków z rodziny Nowaków nie mogąc znaleźć sobie Polek, żeniło się z Gagauzkami i przyjmowało ich opcję narodową. Obecnie niektórzy wracają do korzeni, szukają przodków. Jeszcze w końcu lat sześćdziesiątych ub. w. w Komracie mieszkała pani Zosia, mająca bardzo dużą polską bibliotekę. W niedzielę zawsze zbierali się u niej miejscowi Polacy. Chyba od czasu do czasu była tam także odprawiana Msza św., ale ja już tego nie pamiętam, byłam wtedy dzieckiem i nie na wszystkie spotkania byłam przez rodziców zabierana. Pani Zosia, niestety, już dawno nie żyje. Mieszkanie, które zajmowała, dostała inna rodzina, która jej biblioteką paliła w piecu, więc nic z księgozbioru nie ocalało. Działalność stowarzyszenia w Komracie pobudziła do działania Polaków w innych miastach Gagauzji. Odradzaniu się polskości w Komracie sprzyja niewątpliwie życzliwa atmosfera ze strony władz Gagauzji. Lekcje języka polskiego stowarzyszenie prowadzi w pracowni urządzonej w Liceum Mołdawskim, które dla jej potrzeb udostępniło jedno z pomieszczeń, gdzie pierwotnie znajdowała się biblioteka.
+++ – Strona polska znakomicie wyposażyła nasz gabinet językowy, w rezultacie jest on najlepszy w całej Gagauzji – podkreśla Ludmiła Wolewicz. – Gdy ambasador odwiedził liceum i zobaczył, że jego uczniowie wciąż mają prymitywną toaletę na podwórku, zdobył środki na zbudowanie nowoczesnych sanitariatów wewnątrz budynku. Obecnie z panią dyrektor Swietłaną Stojanową myślimy o następnych projektach służących tej placówce. Współpraca układa się nam znakomicie, traktuje ona pracownię języka polskiego i współdziałanie z naszym stowarzyszeniem jako wizytówkę swojej placówki. Jeżeli do Gagauzji przyjeżdżają jakieś delegacje, zawsze odwiedzają jej liceum, by zobaczyć pracownię i występ naszego zespołu – liczy on czterdzieści osób i od trzech lat jest najlepszy wśród polskich zespołów w Mołdawii. Prowadzi go moja córka, która w Lublinie ukończyła profesjonalne studia z zakresu tańca i etnografii. Wszyscy oglądający jego występy nie mogą się nadziwić, że w Gagauzji jest tej klasy polski zespół i, że w ogóle są w niej Polacy. Bardzo dobre stosunki mamy też z prezydentem Gagauzji Michaiłem Farmuzau. Jest to bardzo mądry człowiek, odnoszący się do Polaków z ogromnym szacunkiem i życzliwością. Odrodzeniu polskości w Gagauzji sprzyja też niewątpliwie funkcjonowanie w Komracie parafii. Nie dysponuje ona jeszcze świątynią, ale gromadząc wiernych na modlitwie w wynajętych pomieszczeniach wspomaga ich integrację. Parafię założył ks. Stanisław Kucharek, Polak pochodzący z rumuńskiej Bukowiny. Na wieść o tym, że jego rodacy założyli w Komracie stowarzyszenie, które aktywnie działa, postanowił objąć ich opieką duszpasterską. Dwa razy w miesiącu dojeżdża do Komratu, żeby odprawić dla Polaków Mszę św. Praktyka ta utrwaliła się, choć ksiądz Kucharek opuścił już Mołdawię, a opiekę nad Polakami w Gagauzji przejął rumuński ksiądz, dojeżdżający z parafii koło Kiszyniowa. Jesteśmy z jego posługi bardzo zadowoleni, podobnie jak wcześniej z posługi ks. Kucharka, którego do dziś z wdzięcznością wspominamy. Choć jest on Węgrem, mieszkającym w Rumunii, kiedy zaczął do nas przyjeżdżać, przystąpił do nauki języka polskiego i Mszę św. odprawia dla nas po polsku. Towarzyszą mu zawsze dwie polskie siostry zakonne, z którymi mamy dobry kontakt.
+++ Pani Ludmiła ma nadzieję, że działalność stowarzyszenia przyczyni się do tego, iż korzystając ze sprzyjającej atmosfery, jeszcze więcej zamieszkujących Gagauzję Polaków, wróci do swych korzeni. Uważa, że wszyscy powinni poznać historię swoich rodzin, cieszy się też, że wśród członków stowarzyszenia są starsi ludzie, którzy dają młodym przykład.

Tekst i foto:
Marek A. Koprowski

 

Comments are closed.