Ważne dla Polski

+++ Skalę strat, jakie poniosło państwo polskie 10 kwietnia 2010 r., można śmiało porównać do nieszczęścia, jakie niedawno zatrzęsło – dosłownie – potęgą Japonii.

Smoleńskie tsunami

+++ 08Mimo upływu roku od katastrofy smoleńskiej, wciąż nie uświadamiamy sobie rangi i rozmiaru konsekwencji wewnętrznych i międzynarodowych, jakie ponosi i jeszcze poniesie Polska w wyniku tragedii smoleńskiej.

+++ Rok temu, chociaż Polska nie znajdowała się w stanie wojny, straciliśmy w jednej chwili prezydenta państwa, całe dowództwo armii, biskupów polowych dwóch obrządków, wielu parlamentarzystów, prezesów Narodowego Banku Polskiego oraz Instytutu Pamięci Narodowej, rzecznika praw obywatelskich, kierownika Urzędu ds. Kombatantów, szefów Kancelarii Prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Poza elitą polityczną, wojskową i przedstawicielami duchowieństwa, zginęła czołówka działaczy społecznych zaangażowanych w walkę z narzuconym Polsce przed niemal 70 laty kłamstwem katyńskim.

Strach przed przebudzeniem narodu

+++ Przez tydzień od tragedii z 10 kwietnia – do dnia pogrzebu Pary Prezydenckiej w podziemiach katedry wawelskiej – Polska i Polacy sprawiali wrażenie, jakby przebudzili się z dusznego snu. Tysiące naszych rodaków, którzy wylegli na ulice Warszawy, Krakowa oraz innych miast w Polsce i wszędzie tam, gdzie znajdują się skupiska Polaków na całym świecie, dały świadectwo troski o państwo, solidarności z cierpiącymi bliskimi smoleńskich ofiar. Ponadto stała się rzecz nieprzewidziana przez te środowiska, które chcą kształtować opinię publiczną w naszym kraju. Mimo kilkuletniej kampanii wyszydzania Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki, Pierwszej Damy, obniżania rangi prezydentury i jej dokonań przez tych, którzy dzisiaj domagają się szacunku dla nowo kreowanej głowy państwa, Polacy zamanifestowali przywiązanie, szacunek i, nie waham się użyć tego słowa, miłość do Pary Prezydenckiej.
Dni między 10 a 18 kwietnia 2010 r. stały się czasem narodowego przebudzenia, refleksji, a dla wielu również pokuty – publicznego czy choćby przed samym sobą przyznania i wyrażenia żalu za to, że ulegało się propagandzie permanentnego zniesławiania Lecha Kaczyńskiego.
+++ Tego było jednak za wiele dla mediów i tych polityków oraz osób publicznych, którym nie w smak było jakiekolwiek narodowe przebudzenie. Gdzieś w gabinetach władzy, która nagle szerokim strumieniem wlała się w wyciągnięte do niej ręce, podjęte zostały decyzje, których skutki będziemy odczuwać jeszcze długo. Kampanię niszczenia Lecha Kaczyńskiego postanowiono kontynuować, chociaż tragicznie zmarły Prezydent już spoczął w grobie.

Walka z umarłymi

+++ Rozpętana została walka o zatarcie pamięci, względnie o narzucenie złej pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Podjęli ją ci, co wcześniej kpili z zamiaru Prezydenta, który postanowił z narodową delegacją uczcić pamięć zamordowanych 70 lat wcześniej polskich oficerów i głośno domagać się od spadkobierców zbrodniczego państwa uznania sowieckiej winy. W takich kategoriach należy widzieć decyzję polskich władz o oddaniu dochodzenia w sprawie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia stronie rosyjskiej, która, co oczywiste, stała się w ten sposób sędzią również we własnej sprawie.
Setki tysięcy podpisów Polaków popierających niezależne, międzynarodowe śledztwo, przekazanych marszałkowi sejmu i premierowi na nic się, jak dotąd, zdały. Polskie władze uparcie tkwiły i nadal trwają przy stanowisku, że Rosjanie zachowają obiektywizm i rzetelnie poprowadzą dochodzenie, chociaż wszelkie znaki świadczyły o tym, że Moskwa wykorzysta taką okazję, jak to zresztą zawsze czyniła w swej historii, do wzmocnienia własnej pozycji międzynarodowej i upokorzenia tych, których jej zdaniem upokorzyć trzeba.
+++ Gnijące resztki świadomie niszczonego przez Rosjan wraku samolotu i znajdowane przez odwiedzających miejsce tragedii szczątki ludzkie nie mąciły spokoju rządzących w Polsce. Nie wywołały refleksji, za którą powinna pójść zmiana postępowania. Przeciwnie, władza okopała się na swoich pozycjach “rozkwitu stosunków polsko-rosyjskich”. Jak obecnie już wiemy, nawet nieprawdziwy i cyniczny raport komitetu MAK, który obciążał odpowiedzialnością za katastrofę wyłącznie polskich lotników, mimo dostępnych dowodów świadczących co najmniej o złamaniu procedur przez rosyjską obsługę lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem, nie przerwał chocholego tańca w wykonaniu polskich władz. Jest zupełnie jasne, że raport polskiej komisji badania wypadków lotniczych, pod kierunkiem ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera, nie będzie nic wart, bo Warszawa wciąż nie dysponuje wrakiem samolotu, ani czarnymi skrzynkami z pokładu Tu-154M, ani nawet oryginalnymi zapisami przetrzymywanych w Rosji rejestratorów lotu.
+++ Rocznica tragedii smoleńskiej uświadamia nam nie tylko katastrofę państwa polskiego, które okazało się niezdolne nawet do zapewnienia bezpieczeństwa swojemu najwyższemu przywódcy, ale też nie jest w stanie twardo wystąpić w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci elity narodu. Upokorzenia serwowane nam przez Rosjan, rządzący w Polsce tłumaczą “odmienną wrażliwością” partnerów i wzywają do zachowania spokoju oraz umiaru w sądach.

Projekt Białoruś

+++ Władza, która w wyniku smoleńskiej tragedii wpadła w ręce obozu, który jej nie zdobył poprzez demokratyczne wybory, została skrzętnie zagospodarowana i wykorzystana do ograniczenia możliwości działania opozycji. Decyzje o zmianie ordynacji wyborczej do Senatu, ograniczeniu dotacji dla partii politycznych i wprowadzenie zakazu emisji w telewizjach materiałów promocyjnych partii politycznych, przy jednoczesnym zagospodarowaniu przez jedną partię wszystkich instrumentów władzy politycznej w państwie, ma prowadzić do zminimalizowania szans na przejęcie rządów przez obóz krytyczny wobec władzy.
+++ Jednocześnie władza stała się na tyle pewna swojej pozycji, że zrezygnowała z rządzenia i zajmuje się krytyką oraz zwalczaniem opozycji, biorąc przykład z władz Białorusi. Premier z dumą ogłosił wycofanie z Sejmu większości wcześniej zapowiadanych projektów ustaw. W mediach sprzyjających władzy nie mówi się o zaniedbaniach, błędach czy porażkach rządu, ale odmienia się przez wszystkie przypadki imię i nazwisko “Jarosław Kaczyński”, zarzucając mu rzekomy grzech śmiertelny: “antysystemowość”, kwestionowanie porządku Trzeciej RP. Ma to spowodować w opinii publicznej przekonanie, że rosnące kolejki do lekarzy specjalistów, klęska programu budowy autostrad i dróg ekspresowych, które miały być gotowe przed Euro 2012, a nie będą, znikające pieniądze z kont emerytalnych – zawłaszczone przez rząd w celu zatkania dziury w budżecie państwa, a wreszcie paraliż obumierających kolei, to z pewnością wina przywódcy opozycji.
+++ Jest jeszcze kwestia rozpętanej wojny z symboliką religijną w życiu publicznym. Najpierw jeden z bliskich współpracowników premiera i nowego prezydenta wyraził obrzydzenie z powodu przyjęcia religijnej formy żałoby i pogrzebów ofiar smoleńskich. Potem sam Bronisław Komorowski postanowił ukrócić modlitwy pod krzyżem, ustawionym przed Pałacem Prezydenckim w dniach żałoby przez harcerzy. Byliśmy zatem świadkami najpierw nieudanej próby “porwania” krzyża, potem jego “aresztowania” w kaplicy pałacowej, a następnie cichego “podrzucenia” krzyża do kościoła akademickiego, gdzie został zawieszony bez żadnej informacji, skąd pochodzi i czego jest symbolem.

Państwo bez ambicji

+++ Hucznie zapowiadaną wcześniej prezydencję w Unii Europejskiej, przez ambitne państwa wykorzystywaną zwykle do wprowadzenia własnych pomysłów i programów na forum wspólnoty 27 państw, szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych chce wykorzystać do “sprawnego” administrowania. Redukuje pozycję Polski do rangi państw “kieszonkowych”, bo to one wcześniej koncentrowały się na tym, by niczego nie zepsuć, zamiast wprowadzać ambitne projekty. Trudno się temu zresztą dziwić, bo dewizą Radosława Sikorskiego od początku kierowania polską polityką zagraniczną jest chęć “płynięcia w głównym nurcie polityki europejskiej”, czyli wykonywanie uzgodnień Berlina i Paryża, które wcześniej omawiają sprawę z Moskwą.
+++ Jest też nowy prezydent, który deklaruje wsparcie dla rządu. Dlatego, w odróżnieniu od tragicznie zmarłego Poprzednika, nie stawia na budowę regionalnego sojuszu w Europie Środkowej, ale reaktywuje format “Trójkąta Weimarskiego”, czyli spotkania przywódców Polski, Francji i Niemiec. W efekcie pierwszego takiego spotkania w Wilanowie dowiedzieliśmy się, że Bronisław Komorowski prezentuje oryginalne, jak na gospodarza, maniery. Najpierw kazał moknąć na deszczu prezydentowi Francji, potem pierwszy zasiadł w fotelu, gdy pani kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy wciąż stali. Po zakończeniu spotkania przywódca Francji wyraził uznanie Bronisławowi Komorowskiemu za “odważne podejście” do Rosji i chęć pogłębienia współpracy z Moskwą. Strony ustaliły, że na kolejne spotkanie zaproszą prezydenta Miedwiediewa.
+++ Jeśli pierwszy rok po katastrofie smoleńskiej przyniósł tyle strat i tragicznych konsekwencji dla Polski w wymiarze wewnętrznym i międzynarodowym, to strach myśleć, do czego jeszcze może dojść. Pozostaje zapytać, czy Polacy wolą trwać w błogim przekonaniu, że jest dobrze, czy też w końcu ujrzą, jak jest naprawdę i postanowią coś zmienić. Oby nie za późno, bo nie będzie co zbierać.

Łukasz Kudlicki

Comments are closed.