Historia we wspomnieniach

“Niech Wam Bóg przebaczy”

+++ Hieronim Dekutowski „Zapora” (pierwszy z lewej) i Zdzisław Broński „Uskok” w lipcu 1947 roku) (fot. arch. IPN)Poniżej przedstawiamy fragment “Pamiętnika” Zdzisława Brońskiego “Uskoka” (1912–1949), uczestnika walk z Niemcami we wrześniu 1939 roku, zakończonych dla niego niewolą, z której zbiegł. Pod okupacją niemiecką walczył w Armii Krajowej, m.in. w 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Po wkroczeniu wojsk sowieckich kontynuował walkę w strukturach Obwodu Zrzeszenia “Wolność i Niepodległość” Lubartów, podlegając bezpośrednio jednemu z najsłynniejszych dowódców antykomunistycznego podziemia na Lubelszczyźnie, cichociemnemu płk. Hieronimowi Dekutowskiemu “Zaporze” (1915–1947). Zdzisław Broński “Uskok” był kawalerem Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Pamiętnik, który pisał w latach 1941–1949 roku, dostał się w ręce Urzędu Bezpieczeństwa – po jego śmierci – zaś opublikowany został przez Instytut Pamięci Narodowej w 2004 roku. Zdzisław Broński “Uskok”, “Pamiętnik (1941 – maj 1949)”, wstęp, redakcja naukowa i opracowanie dokumentów Sławomir Poleszak, edycja tekstu Andrzej T. Filipek, Maciej Sobieraj, Warszawa 2004, s. 219–228. Zamieszczony fragment opisuje represje, jakie komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa stosował wobec ludności wiejskiej podejrzanej o wspieranie podziemia niepodległościowego, co niczym nie różniło się od metod z czasu okupacji niemieckiej. Jednocześnie jest ilustracją żarliwej wiary prostych ludzi, tak tragicznie doświadczanych.

+++ 3 IV [19]48 r. Otrzymałem meldunek o stosowaniu przez UB nowych metod służących do gnębienia “faszystów”. Oto w Wielką Niedzielę, w Charlężu zdemolowano dwa gospodarstwa. Pod pretekstem dokonania rewizji “za bronią i bandytami”, porozwalano całkowicie piece, kuchnie i kominy, zerwano podłogi i sufity oraz powyrywano z ramami okna i drzwi, podziurawiono dachy. Meble porozbijano tak, by stały się niezdatne do użytku, a wszystkie naczynia kuchenne i domowe doszczętnie potłuczono i zwalono w mieszkaniu w wielką kupę gruzu. W owym gruzie znalazły się także artykuły spożywcze: mąka, kasza, jaja, cukier, tłuszcze, chleb, sól, itd. oraz odzież, pościel, wszelkie papiery, fotografie i obrazy religijne. Po dokonaniu tego dzieła zniszczenia sporządzono protokół o przeprowadzonej “rewizji”, podczas której nic podejrzanego nie znaleziono. Protokół musieli podpisać gospodarze. Czy mogli nie podpisać? A cóż by im dało wzbranianie się? Przede wszystkim nie pytano, czy mają jakieś zastrzeżenia, a zresztą… Dochodzić sprawiedliwości w stosunku do UB, to znaczy znaleźć się w roli jagnięcia, które przed wilczym trybunałem chciało się bronić od napaści wilków. Przerażonym domownikom – na zapytanie, co mają ze sobą zrobić! – odpowiedziano: “Możecie się utopić. Tutaj dla was miejsca nie ma”. Rzeczywiście, ci ludzie muszą gdzieś emigrować. Ubejcy z łatwością będą rozwalać to, co oni z trudem wybudują. I może ktoś powie, że to nie zmierza do kołchozów? Na podkreślenie zasługuje fakt, że zajście to miało miejsce w dzień wielkiego święta religijnego. Czy może ktoś powie, że to nie jest wymysłem mózgu żydowskiego?
+++ 7 IV [19]48 r. Moja kochana rodzina ma przeze mnie masę utrapienia! Nie wiem, jak ocenić stopień mojej winy w tym wypadku, ale fakt ten przysparza mi zmartwienia i niejednokrotnie odczuwam niemalże wyrzuty sumienia. Ma to miejsce w chwilach słabości i zwątpienia, które udziela mi się od ludzi. Bo walka trwa już całe lata, kosztuje wiele ofiar i trudów. A kiedy przyjdzie zwycięstwo? I czy w ogóle przyjdzie?

* * *

+++ 30 V [19]48 r. Ubejcy zdemolowali kilka gospodarstw na terenie gmin Ludwiń i Łęczna. Między innymi spotkało to rodzinę “Wiktora” i moją siostrę Siegiedową. Obie te rodziny będą już teraz ostatecznie zmuszone do opuszczenia swoich domów i swoich stron. Tragikomiczny przebieg miały te zajścia w tych dwóch miejscach:
+++ Święcona woda na diabła…
+++ Przed dom “faszystowski” zajeżdża ciężarówka z ubejcami. Dzieje się to w biały dzień, w małym miasteczku, wśród gęsto kręcącej się ludności. Byłoby rzeczą śmieszną pozorować rewizję za bandytami i bronią, gdyż taka rewizja miała miejsce w tym domu już kilkanaście razy, więc “kominiarze” (od rozwalania kominów) przystępują do dzieła bez ceregieli. Większość [z] nich jest porządnie wstawiona, nie wyłączając sprawującego komendę porucznika Gola z lubelskiego UB, notabene znanego z dawnych czasów złodzieja. Całkiem trzeźwy jest jeden “pan kominiarz”, bejlis [synonim zdrajcy i mordercy – JS] z kaprawymi oczami i garbatym nosem. Jest ubrany w elegancki uniform wojskowy, lecz nie ma żadnych odznak, on potrzebuje mieć w sobie coś tajemniczego. Bejlis ów ma pod pachą teczkę – potrzebuje być urzędowy – i mówi mało, ale gestami wydaje instrukcje Golowi. Hołota opadła dom i wtargnęła do środka. W domu znajdowała się tylko chora gospodyni w łóżku. Reszta domowników w porę się ulotniła.
+++ – Gdzie mąż, gdzie synowie? – wrzasnął Gol. Gospodyni była już do takich odwiedzin przyzwyczajona i dostatecznie nimi zmęczona, by reagować na nie jakimkolwiek żywszym uczuciem.
+++ – Mąż w Lublinie. O synach nic nie wiem. Już wam to tyle razy mówiłam. Chora jestem przez was! Dajcie mi spokój – odparła powoli kobieta i odwróciła twarz w inną stronę. Była bardzo pobożna i nawet w tej chwili w ręku trzymała różaniec. Nad jej łóżkiem był mały ołtarzyk z święconą wodą, kagankiem, krucyfiksem… Nie licząca jeszcze 50 lat kobieta była tak ciężko życiem ostatnich lat doświadczona i złamana, iż najlepsze ukojenie znajdowała w modlitwie, do pracy była już za słaba.
+++ – Chora, stara k…a! Ale jeszcze dziś by tańcowała za zwycięstwo faszystów. Hej, chłopcy. W kozły broń i przygotować się do rewizji! – zawarczał Gol.
+++ Ubejcy odłożyli broń, poczęli uzbrajać się w siekiery, drągi, haki, piły itp. Przybory znajdujące się pod ręką. Najpierw napadnięto na kaflowy piec, jeden z rycerzy ze słowami: “Wyłaź sku…synu z pieca!” – grzmotnął siekierą w kafle. Inni mu dopomogli i po chwili piec zdruzgotano, a mieszkanie wypełniało się tumanami kurzu i sadzy. “Okna!” – ryknął któryś. Zabrzęczały szyby, zatrzeszczały ramy i w miejscu okien pozostały obskurne otwory, przez które kurz wydobywał się na zewnątrz.
+++ Kobieta patrzyła na to z łóżka szeroko rozwartymi z przerażenia oczyma. Usta jej poruszały się nieznacznie, wydając ciche słowa: “Jezu, Jezu! Matko Boska! Koniec świata!”. Nie słyszała grubiańskich przekleństw i wyzwisk, którymi ją obrzucano. Wyzwisk tak wyrafinowanych, że znaczenia ich pojąć było trudno. Widziała tylko, że na podłodze, z której też kilka desek wyrąbano, rośnie jakiś okropnie smutny w swoim widoku stos. Na stos ten bestialskie ręce zrzucają w stanie już zniszczonym wszystko to, co pracą tylu długich lat uciułało się i nagromadziło przy domowym ognisku. Z brzękiem padają naczynia i zamieniają się w skorupy. Skorupy mieszają się z porwanymi fotografiami rodzinnymi i strzępami portretów jej męża i syna nieboszczyka. “O Jezu! Czy tym ludziom obce jest uczucie szacunku dla pamiątek drogich sercu, sercu matki?”. W oczach zaszkliły się jej łzy…
+++ Właściwie przestała odróżniać już, co się dokoła niej dzieje. Łoskot siekier i pił burzących sufit i dach, trzask rozbijanych o ścianę słoi i butelek z zapasami spiżarnianymi, rąbanie drzwi, szaf z ubraniami, stołów i krzeseł – wszystko to zlewało się w jej uszach w jeden okropny chaos zniszczenia, który skurczem żalu za gardło chwytał. I w piersiach jakiś ból wywoływał…
+++ Bejlis z teczką pod pachą tylko od czasu do czasu zaglądał do wnętrza i porozumiewał się z Golem, po czym robiąc dyplomatyczną minę, paradował na oczach gawiedzi. Raz tylko rzucił bardzo złe spojrzenie na ludzi, gdy na widok walącego się na dach komina ktoś krzyknął w ulicy: “Niech żyje plan odbudowy kraju!”. “Reakcja” – pomyślał zapewne bejlis – obywatel Adam Rudnicki, z domu Abraham Rozenberg.
+++ W mieszkaniu tymczasem “kominiarze” nie próżnowali. Widok utrapionej kobiety i jej bolesne a pobożne westchnienia były tylko powodem do kpin i szyderstw “kominiarzy”.
+++ – Zabieraj, stara, swoje świętości i uciekaj z łóżka, bo cię razem z łóżkiem wywrócimy – przygadywali jej i zdawało się, że są bliscy wykonania tego zamiaru. Jeden zbliżył się do nocnej szafki stojącej przy łóżku i tak zamaszyście ją otworzył, że się wywróciła. Stojąca na szafce figurka Matki Boskiej z jakiegoś kruchego materiału, spadając uderzyła w połamane krzesło i rozprysła się w kawałeczki. Widok ten przejął zgrozą kobietę: “O Boże, to szatany!” – szepnęła i uniosła się na łóżku. Następnie sięgnęła do ołtarzyka i zdjęła krucyfiks oraz naczynie ze święconą wodą i palmą. Trzymając to wszystko, spuściła nogi na ziemię i stanęła przy łóżku. Naciągnięty przedtem długi szlafrok, rozpuszczone włosy i trzymane w rękach przedmioty nadawały jej na tle panującego wokół zniszczenia i kręcących się pobrudzonych zbirów jakiś niesamowity wygląd. “Kominiarze” przerwali zajęcie i z zainteresowaniem poczęli się jej przypatrywać, przypuszczając, że ma zamiar opuścić mieszkanie.
+++ – Nareszcie się namyśliłaś, stara cholero. Jazda stąd! – warknął któryś. Ale ona nie wyszła. Ustawiła święconą wodę na łóżku i ujęła w lewą rękę palmę, a w prawą krucyfiks, który z namaszczeniem ucałowała. Następnie ze słowami: “Niech Wam Bóg przebaczy…” poczęła powoli krucyfiksem robić wielki znak krzyża w stronę “kominiarzy”. “Kominiarze” zrobili straszne głupie miny i spuścili oczy w ziemię, nie wiedząc, co robić dalej. Sam Gol począł się nieznacznie wycofywać ku drzwiom. A gdy kobieta zanurzała powoli palmę w święconej wodzie, wszyscy dość chaotycznie wynieśli się z mieszkania. Coś ich wyniosło! Gol pogadał z Bejlisem i odjechali.
+++ Zdzisław Broński “Uskok”, “Pamiętnik (1941 – maj 1949)”, Warszawa 2004

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.