Historia we wspomnieniach

Jak przed wiekami świętowano

+++ fot. J. KubienaWielki Tydzień i Święta Wielkanocne – obok uroczystych nabożeństw, Mszy św., obrosły w Polsce także wieloma zwyczajami. Niektóre z nich jednak zanikły, inne trwają do dzisiaj, mając wielowiekową tradycję. Poniżej przytaczamy fragment dzieła Jana Stanisława Bystronia, “Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI–XVIII” (tom 2, Warszawa 1976, s. 57–61), w którym opisuje, jak wyglądała Wielkanoc kilkaset lat temu.

+++ W sobotę wieczór lub niedzielę rano odbywała się uroczyście Rezurekcja, przy wielkiej asyście tłumu, z muzyką, z jarzącymi świecami; dygnitarze miejscowi prowadzili procesjonalnie księdza pod baldachimem.
+++ Rezurekcja oznaczała początek wesołości i ucztowania świątecznego. Po nabożeństwie proboszcz przyjmował życzenia od obywatelstwa, a lud do dworu znosił wraz z życzeniami zwyczajowe podarki, najczęściej pisanki; młodzież wiejska chodziła od chaty do chaty, śpiewając odpowiednie pieśni z życzeniami pomyślności, za co otrzymywała poczęstunek lub datki. W niektórych okolicach dziedzic, przyjmując życzenia, zapraszał włościan na zabawę lub też po prostu na pijatykę; budowano więc huśtawki, stawiano słupy, na które młodzież się wdrapywała.
+++ Na Rusi po procesji rezurekcyjnej lud składał księdzu pisanki, jaskrawo barwione, mówiąc: Chrystos woskres; pop odpowiadał i całował oddawcę.

***

+++ Punktem kulminacyjnym uroczystości wielkanocnych było święcenie jadła, po którym zaczynała się wesoła uczta, przeciągająca się długo, otwarta dla wszystkich, jakby jakieś ogólne święto radości i zbratania. Nabożeństwo w ten dzień było uroczyste; w Wielką Niedzielę “najpodlejszy idzie do kościoła szuja”, jak pisze Potocki; przedtem zaś czy potem ksiądz święcił jadło we dworze, a we wsi obchodził chaty, albo też tylko zniesione przez włościan jadło razem święcił.

***

+++ Bywały co do tego rozmaite postanowienia władz kościelnych, ale zdaje się, że zwyczaj był silniejszy. Tak np. biskup płocki Załuski w r. 1733 bardzo wyraźnie ustanawia:
+++ Upowszechnił się zwyczaj święcenia pokarmów w Wielką Sobotę po domach, osób świeckich, który, aczkolwiek sam w sobie pobożny i chwalebny, dla nadużyć jednak cierpiany być nie może. Proboszczowie w dniu tym po złożeniu Chrystusa Pana w grobie zamiast poświęcić ogień i wodę, słuchać spowiedzi itp., wszystko to opuściwszy, biegają po wsiach i domach i często ledwie zdążą na jutrznię, a niekiedy niezdolni są nawet do odprawienia Mszy św. ze zgorszeniem ludu i zniewagą stanu duchownego. Dlatego też niech wyłożą wiernym, iż nie jest koniecznością wszystkie pokarmy poświęcać, lecz dosyć niektóre z nich, choćby tylko sam chleb, a ten z łatwością może być przyniesiony do drzwi kościelnych i tam błogosławiony. Z tym wszystkim, tam zwłaszcza gdzie jest kilku księży, można się udać do domów osób znakomitszych, szczególniej dobrodziejów kościoła…

O święceniu pisze charakterystycznie Ozdoba

+++ Kościoła katolickiego, wydana przez franciszkanina ks. Neweraniego w r. 1739:
Święcą baranka, przypominając prawdziwego Baranka Chrystusa i Jego triumf, dlatego też zwyczajnie chorągiewki na pieczonym baranku stawiają, święcą mięsiwa, którego się Żydom pożywać nie godziło, na dowód, żeśmy przez Chrystusa Pana z jarzma starego Zakonu uwolnieni i praw starozakonnych, zakazujących pożywania takiego mięsiwa, chować nie powinniśmy, święcą chrzan na znak tego, że gorzkość Męki Jezusowej tego dnia w słodycz się nam i radość zamieniła, i dlatego też przy tym masło święcą, które znaczy tę słodycz. Święcą na ostatek i jaja, na dowód tego, że jako kokosz dwojako niby kurczęta rodzi, raz niosąc owoc, drugi raz go wysiadując, tak przez Chrystusa dwa razy odrodzeni jesteśmy.
+++ Jadło świąteczne było rozmaite w różnych okolicach i różnych sferach, w każdym jednak razie winno było być obfite. Przeważały tu wędliny i ciasta; w niektórych domach w ogóle ognia w te dni nie rozpalano i jedynie zimnym mięsiwem się żywiono.

+++ W wielkanocną niedzielę, gdzie, wygnawszy śledzie,
+++ Mięsiwem wyściełamy boki przy obiedzie,
+++ Nie warzy ani kucharz wieczerzy dopieka:
+++ Bigosy zimne daje, sałaty i mleka.
+++ Kolacyją zowiemy taki stół bez dymu.

+++ Niezbędne były tu zawsze jaja, najczęściej malowane i czasem jeszcze wzorami ozdobione; święconym jajkiem dzielono się najpierw wśród domowników, potem z każdym przybyłym składając sobie wzajemnie życzenia.
+++ Mają wszyscy tego dnia – pisze Laboureur – baranka święconego na stole, sucho pieczonego, z plackami, pełnymi szafranu i rodzynków; kosztują po trosze wszystkiego, resztę zostawiają służącym, po czym stół, jak zwykle, bywa zastawiany.
+++ Najczęściej jednak stawiano na stole baranka wielkanocnego, misternie wyrobionego z masła. Z ciast na pierwszym miejscu stały okazałe baby wielkanocne; wróżono czasem z ich wyglądu.

***

+++ W poniedziałek wielkanocny oblewano się wzajemnie wodą: czynili to zrazu młodzieńcy w stosunku do dziewcząt, następnego zaś dnia panny oblewały kawalerów. “Była to swawola powszechna w całym kraju, tak między pospólstwem, jako też między dystyngowanymi”, pisze Kitowicz; formy tego dyngusu były rozmaite, od dyskretnego kropienia pachnącą wodą aż do wylewania całych wiader na głowę ofiary, a nawet i wrzucania do stawu czy rzeki.
+++ Gdy się rozswawoliła kompania – pisze dalej Kitowicz – panowie i dworzanie, panie, panny, nie czekając dnia swego, lali jedni drugich wszelkimi statkami, jakich dopaść mogli; hajducy i lokaje donosili cebrami wody, a kompania dystyngowana, czerpając od nich, goniła się i oblewała od stóp do głów, tak iż wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu. Stoły, stołki, kanapy, krzesła, łóżka, wszystko to było zmoczone, a podłogi jak stawy, wodą zalane. [... ] Największa była rozkosz przydybać jaką damę w łóżku, to już ta nieboga musiała pływać w wodzie między poduszkami i pierzynami, jak między bałwanami, przytrzymana albowiem od silnych mężczyzn, nie mogła się wyrwać z tego potopu, którego unikając, miały w pamięci damy w ten dzień wstawać jak najraniej albo też dobrze zatarasować pokoje sypialne.
Kobiety nie pozostawały dłużne i zazwyczaj zmawiały się w kilka, aby następnie sumiennie wymoczyć schwytanego mężczyznę. Nie zastanawiano się zazwyczaj nad genezą tego zwyczaju; jeden chyba ks. Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach uczenie wywodził początek zwyczaju od śmierci Wandy: “A że damy jej froncymeru, za panią żałując, wodą się polewały co rok, stąd w Polszcze zwyczaj polewania się na Wielkanoc wniesiony”.
+++ Oblewanie wodą uchodziło jednak za żart, na który można było sobie pozwolić jedynie w stosunku do równych.

***

+++ Poza tym jeszcze były inne tradycyjne obchody i zabawy; znana była krakowska Rękawka, w czasie której pisanki z góry zrzucano gawiedzi, która się o nie biła; młodzież obchodziła grupami domy, śpiewając pieśni o maiku i nowym lecie, obnosząc zieloną gałąź, przystrojoną wstążkami i świecidełkami, gdzie indziej znów obwoziła koguta, sztucznie z drzewa wyrobionego albo nawet i żywego, śpiewając pieśni wielkanocne. Zdarzały się też i przebierania, tak jak w czasie świąt godnich czy zapust.

Jan Stanisław Bystroń, “Dzieje obyczajów
w dawnej Polsce. Wiek XVI–XVIII”, Warszawa 1976

wybrał Jarosław Szarek

 

Comments are closed.