Ze świętymi za pan brat

Sługa Boży Miguel Manara – wyznawca

Służyłem Babilonowi…

fot. http: //www.santa-caridad.esŻył w latach: 1627–1679Data śmierci: 9 maja

+++ „Nie pracowałem dni sześciu, nie dopełniłem dzieła żadnego / zaś siódmego dnia bluźniłem, plwając na ludzi i Boga. Nie czciłem ojca mego, ani matki mojej: / Mój ojciec przeklął mię, a matka z boleści umarła. / Kłamałem. Rzekłem stokroć miłuję, gdy w sercu miałem zły śmiech / ale kłamca może odwołać to, co rzekł, / a ja, – jakoż odwołam, com uczynił? Kradłem. Kradłem niewinność. Ale skruszony złoczyńca powraca / a ja, ja zwrócić krzywdy mej nie mogę. / Zabijałem. I ofiary moje są czarne grzechem moim wobec Boga /a ich rozpusta mię kala. / Pożądałem domu bliźniego mego. Nawet / podłożyłem ogień pod dom bliźniego mego. / A to był dom, którego nie odbudować murarzom! / Uczyniłem to wszystko, uczyniłem to wszystko mój ojcze. / A wówczas, na zawrocie złej drogi mojej zjawiła się kobieta. / Była cicha, jako sen wody i piękna, jako miód w plastrze jaśnieje, / niewinna, jako uśmiech maluczkich. / I poczęła mi mówić o Bogu i nauczyła modlitwy. / Wieczorem powtarzałem za nią pacierz, jak dziecko. / Girolama imię tej kobiety, mój ojcze. / Girolama Carillo de Mendoza imię żony mojej, mój ojcze” – tak, według, żyjącego na przełomie XIX i XX w., poety i dramaturga, brzmiała spowiedź tytułowego bohatera misterium „Miguel Manara”. Poeta twórczo rozwinął samooskarżenie Manary zawarte w jego testamencie: „Służyłem Babilonowi i jego księciu diabłu tysięcznymi ohydami, pychą, nieczystością, przekleństwami, skandalami, rabunkami, życiem, którego grzechy i nikczemności nie mają końca” a także napis, jaki nakazał on umieścić na swoim grobie: „Tu leżą kości i prochy najgorszego z ludzi, jacy byli na tym świecie. Módlcie się za niego do Boga”.
+++ Nie taki jednak był ów hiszpański „diabeł” straszny, jak sam siebie „malował”. Jego dramatyczne wyznanie (i wypływająca zeń „czarna legenda”) – jak pisze polski biograf Manary – ks. Andrzej Witko „nie znajduje potwierdzenia w zeznaniach świadków procesu informacyjnego odnośnie życia i cnót Manary, którzy podkreślali jego religijność, szczególne nabożeństwo do Matki Bożej i Eucharystii, czystość oraz postawę miłosierdzia”. „Tego nauczyli go rodzice – pisze dalej ks. Witko – a zwłaszcza matka, która przekazała swemu synowi gruntowną edukację religijną. Już w wieku młodzieńczym codziennie miał on odmawiać Różaniec, często też towarzyszył ojcu w rozdzielaniu chleba ubogim”.

***

+++ Miguel Manara Vicentelo de Leca y Colona przyszedł na świat w Sewilli, w bardzo zamożnej szlacheckiej rodzinie. Był dziewiątym spośród dziesięciorga dzieci Tomasa i Jeronimy. Jego ojciec był „spedytorem Indii”. W tej – słynącej z pobożności i miłosierdzia – rodzinie niezwykle częstym gościem była… śmierć. We wczesnym dzieciństwie zmarło czworo dzieci, gdy Miguel miał sześć lat odeszła do wieczności jego czternastoletnia siostra, a siedem lat później – miesiąc po miesiącu – dwaj starsi bracia. Miguel miał 21 lat, kiedy żywot zakończył jego ojciec. Młody szlachcic został głową rodziny, która z 12 osób „stopniała” do czterech – jego, matki i dwóch sióstr. Wszedł wtedy w posiadanie ogromnego majątku, a na dodatek od 13 już lat był członkiem elitarnego zakonu militarnego Calatravy. Być może wtedy „woda sodowa” uderzyła mu nieco do głowy. Ale długo nie „szumiał”, bo kilka zaledwie miesięcy po śmierci ojca poślubił młodą szlachciankę z Granady – wspomnianą w utworze Miłosza „Girolamę”, czyli Jeronimę Marię Antonię Carillo de Mendoza y Castrillo. W 1651 r. król mianował Manarę prowincjałem Świętego Bractwa i jednym z alkadów większych (burmistrzów) Sewilli. W 1661 r. dotknęło go kolejne nieszczęście – po 13 latach małżeństwa, w wieku 33 lat zmarła jego ukochana żona. Jej śmierć zapoczątkowała dramatyczny zwrot w życiu mężczyzny. Odbył „duchowe rekolekcje” i spowiedź z całego życia w klasztorze karmelitów bosych, a potem zaczął zachowywać się tak „jak gdyby żył w zakonie kontemplacyjnym”.

***

+++ Dzięki swojej przedsiębiorczości i niespożytej energii, nieustępliwości i środkom finansowym, które posiadał – odnowił i wprowadził „w największy okres splendoru i chwały” sewilskie Bractwo Miłosierdzia – La Caridad (wstąpił do niego w 1662 r., a już rok później został jego przełożonym; zredagował też nową regułę). Konfraternia początkowo zajmowała się jedynie grzebaniem straconych skazańców oraz biedaków, a jego członkami była sewilska elita. Manara rozszerzył działalność Bractwa tworząc przytułek, infirmerię, a później inicjując budowę wielkiego szpitala La Santa Caridad dla biednych i żebraków (pielęgnowano w nim ponad 500 biedaków i pielgrzymów oraz 20 nieuleczalnie chorych, których nie chciały przyjąć inne placówki), grupę sanitariuszy mających za zadanie przenoszenie chorych i opuszczonych do szpitala, pobożne stowarzyszenie Braci Pokuty, przychodnię lekarską dla biedaków, zorganizował również formację religijną dla podopiecznych. Resztę życia poświęcił również rozbudowie siedziby Bractwa oraz budowie kościoła La Caridad, według stworzonej przez samego siebie koncepcji wystroju, do realizacji której zaangażował najwybitniejszych sewilskich artystów, m.in. Bartolome Estebana Murillo. Bractwo Miłosierdzia stało się wkrótce centrum życia religijnego Sewilli, a sam Manara „wielkim sewilskim jałmużnikiem”. Hojnie wspierał datkami finansowymi biednych (wspomagał też tych, którzy wstydzili się prosić o pomoc oraz potrzebujące dziewczęta), karmił głodnych (bywało, że wydawał dwadzieścia tysięcy racji żywnościowych za jednym razem!). Dwa razy z Bractwem angażował się w prowadzone przez jednego z jezuitów misje, które zaowocowały nawróceniem i ochrzczeniem wielu sewilskich Maurów.

W morzu trosk bogacz żyje zatopiony; Biednego zawsze niedostatek dusi; Władcę pochlebstwo tumani i kusi; Żywota smutkiem pasterz przygnieciony. Żołnierz choć tryumfu syty, zatrwożony; Uczony w świeckim pożytek znać musi; Mędrcy zapobiegliwi wielce, ale głusi; Niemota żyje, w służbie niespełniony. I duchownemu życie jest więzieniem; A robotnika mozół pracy kosi; Lecz śmierć każdego ugości obficie. Czym śmierć jest? Od zmysłów wyzwoleniem. Wszak żyć to jakby cierpką śmierć kto znosił; Umierać zaś najsłodsze zyskać życie. sonet Miguela Manary, wykuty na kamiennej tablicy

***

+++ fot. http: //www.santa-caridad.esWażnym elementem duchowości Manary – który porzucając pałac zamieszkał ostatecznie w skromnej celi w przytułku, oddając się nie tylko dziełom miłosierdzia, ale także modlitwie i ascezie – były rozmyślania o śmierci. Dał im wyraz w ikonografii znajdującej się w kościele – m.in. w słynnych „hieroglifach śmierci” Juana de Valdesa Leala i w swoim największym dziele – „Rozprawie o prawdzie”. W „Rozprawie” Manara pisał o śmierci, straszliwym Sądzie Ostatecznym, dwóch drogach, z których jedna wiedzie do zbawienia, a druga do potępienia, a także o środkach prowadzących do szczęśliwości wiecznej – odrzuceniu świata i pełnieniu dzieł miłosierdzia. Miguel doznawał ponoć objawień dotyczących wspomnianych tematów, a jego modlitwie towarzyszyły ekstazy. „Miał śnić też – pisze ks. Witko – o konkretnych sumach potrzebnych do realizacji dzieł miłosierdzia, które w sposób niepojęty wkrótce otrzymywał”. Przypisuje się mu uzdrowienia, cudowne rozmnożenie pszenicy i pieniędzy.

***

+++ Sewilski jałmużnik zmarł w opinii świętości w wieku 52 lat, po wielu latach cierpień, spowodowanych bólami wnętrzności i wysokimi gorączkami. Pochowano go tak jak chciał – bez trumny, w gołej ziemi, boso i odzianego jedynie w płaszcz kawalera zakonu Calatravy. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny.

Hagiographusoprac. w oparciu o: „Kultura artystyczna siedemnastowiecznej Sewilli.
A Don Miguel Manara i jego dzieło”, red. A. Witko,Wydawnictwo „AA”, Kraków

Comments are closed.