Ze świętymi za pan brat

fot. arch.Św. Urszula Ledóchowska
Słoneczny promyk świętej radości

Wspomnienie: 29 maja
Żyła w latach: 1865–1939

Patronka Sieradza

+++

Cudem beatyfikacyjnym było uzdrowienie w 1946 r. z niedokrwistości zanikowej ze skazą krwotoczną małopłytkową uszulanki SJK Danuty Magdaleny Pawlak. Siostra cierpiała na tę chorobę od 1938. W 1946 stan chorej był tak poważny, że spodziewano się jej rychłej śmierci. 6 lutego 1946 roku siostry zdecydowały rozpocząć nowennę do Serca Jezusowego za wstawiennictwem matki Urszuli Ledóchowskiej. Błagały Boga o uzdrowienie s. Danuty. Niezależnie od nich, w nocy z 5 na 6 lutego s. Danuta ujrzała we śnie matkę Urszulę, która poleciła jej odprawienie nowenny do Serca Jezusowego, przepowiadając kolejne etapy nagłego i definitywnego cofania się objawów chorobowych oraz całkowite odzyskanie sił w ostatnim dniu nowenny. Ostatniego dnia nowenny siostra była już całkowicie zdrowa! Uzdrowienie było nagłe, całkowite i trwałe. Drugi cud dotyczył cudownego uzdrowienia ręki mistrza ciesielskiego Jana Kołodziejskiego. Wydarzył się on również w 1946 r. Za cud kanonizacyjny uznano uratowanie przed śmiertelnym porażeniem prądem 14-letniego Daniela Gajewskiego. Wydarzenie miało miejsce w Ożarowie Mazowieckim w 1996 r. a od pewnej śmierci uratowała chłopca sama objawiająca się mu… matka Urszula.
Julia Ledóchowska – bo imię Urszula było jej imieniem zakonnym – przyszła na świat w Austrii, w głęboko wierzącej arystokratycznej rodzinie Polaka Antoniego Ledóchowskiego i Szwajcarki Józefiny Salis–Zizers. Zawsze wesołą i uśmiechniętą dziewczynkę nazywano „promykiem słonecznym”. Kiedy miała 18 lat jej rodzina powróciła z emigracji politycznej w Austrii, osiedlając się w Lipnicy Murowanej k. Bochni.
Julia była niezwykłą dziewczyną. Troszczyła się o biednych, pielęgnowała chorych, katechizowała; dzięki niej dwóch wiejskich chłopców zostało kapłanami. Wiara, którą wyniosła z domu rodzinnego, zaowocowała powołaniem. W 1886 r. wszechstronnie wykształcona Julia wstąpiła do klasztoru sióstr Urszulanek w Krakowie – zakonu, którego szczególnym charyzmatem było wychowywanie dziewcząt w duchu chrześcijańskim. Już jako zakonnica Urszula została nauczycielką i wychowawczynią, by w 1904 r. objąć funkcję przełożonej krakowskiej wspólnoty. Troszcząc się przede wszystkim o studiujące w Krakowie studentki, utworzyła dla nich pierwszy w Polsce internat oraz powołała do istnienia Sodalicję Mariańską.
W 1907 r. matka Urszula, pobłogosławiona na tę misję przez Piusa X, przybyła do Petersburga, by pokierować w tym mieście internatem dla dziewcząt przy gimnazjum św. Katarzyny. Trzy lata później – razem z towarzyszącymi jej siostrami założyła – w rosyjskiej, ale zamieszkiwanej głównie przez Finów Karelii, prywatne gimnazjum z internatem dla dziewcząt zwane Marientahti (Gwiazda Morza). Kiedy po wybuchu I wojny światowej władze carskie nakazały jej opuścić Rosję, udała się do Szwecji, zakładając pod Sztokholmem szkołę języków obcych dla dziewcząt, Sodalicję Mariańską dla szwedzkich kobiet, a także pierwszy szwedzki miesięcznik katolicki „Solgimtar” („Promyki słońca”). Misyjne drogi powiodły ją wkrótce do Danii, gdzie w Aalborg powołała do istnienia dom dziecka dla sierot po przybyłych do Danii polskich emigrantach zarobkowych.
+++ Była wielką polską patriotką. Organizowanie licznych placówek wychowawczych łączyła z pracą na rzecz zniewolonej Ojczyzny. Organizowała odczyty, zapoznając Duńczyków, Szwedów i Norwegów z historią oraz kulturą naszego kraju i ze wszystkich sił wspierała dążenia Polski do niepodległości. Po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości, matka Urszula wraz ze swoimi duńskimi sierotami powróciła do Polski. Pieniądze potrzebne na zakup pierwszego domu zgromadzenia w Pniewach k. Poznania przekazał jej… norweski konsul. Właśnie w Pniewach matka Urszula powołała do istnienia nowe Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. Jego charyzmatem stało się skromne życie połączone z pracą na rzecz ubogich oraz dzieci i młodzieży. Na przestrzeni kolejnych lat pod auspicjami „szarych urszulanek” w Polsce i na Kresach Wschodnich utworzone zostały 24 przedszkola i dziecińce, 14 świetlic, 9 domów dziecka, 7 burs i internatów, 2 internaty akademickie oraz 8 szkół różnego typu. Urszulanki szare prowadziły kuchnie dla ubogich, organizowały kursy zawodowe, zakładały czytelnie i biblioteki, wspomagały bezrobotnych. Działalność zgromadzenia została doceniona przez ówczesne władze RP, które przyznały matce Urszuli Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Niepodległości. Matka Urszula zmarła w Rzymie (gdzie założyła kolejny dom urszulanek) trzy miesiące przed wybuchem II wojny światowej – 29 maja 1939 r. Umierała w opinii świętości, a gdy w 2 lata po śmierci otwarto jej trumnę – jej ciało było w stanie nienaruszonym. Siedem lat później – za jej wstawiennictwem – wydarzyły się dwa pierwsze cuda. Matka Urszula została beatyfikowana przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 1983 r. 20 lat później w Rzymie została kanonizowana. Jej ciało znajduje się obecnie w Pniewach.

***

+++ Trzeba nadmienić, że wszyscy Ledóchowscy byli bardzo gorliwymi katolikami i wielkimi polskimi patriotami. Siostra Julii, bł. Maria Teresa założyła Sodalicję św. Piotra Klawera – zgromadzenie zajmujące się działalnością misyjną w Afryce. Jej bracia: Sługa Boży Włodzimierz – przełożonym generalnym zakonu Jezuitów, zaś Ignacy – generałem Wojska Polskiego, zgładzonym w 1945 r. w hitlerowskim obozie koncentracyjnym. Stryjem Julii był kard. Mieczysław Ledóchowski – abp gnieźnieńsko-poznański, Prymas Polski, obrońca polskości Wielkopolski, dziadkiem gen. Ignacy Ledóchowski – uczestnik powstania listopadowego i kampanii napoleońskiej.

***

+++

Czy wiesz, że… św. Urszula Ledóchowska zajęła czwarte miejsce w internetowym plebiscycie na „Polkę wszech czasów”, zorganizowanym w 2011 r. przez Muzeum Historii Polski i magazyn historyczny „Mówią wieki”. Wyprzedziły ją tylko Maria Skłodowska-Curie, gen. Elżbieta Zawacka i Irena Sendlerowa.
Urszula Ledóchowska uważała, że najlepszą drogą do Boga jest pełnienie uczynków miłosierdzia. „Kochajcie Pana Jezusa bardzo, bardzo – nie słowem, ale czynem, czynem miłości bliźniego, tej pokornej miłości, pełnej poświęcenia!” – nawoływała, namawiając do pracy na rzecz „szerzenia Królestwa Bożego” i do pomocy wszystkich świeckich: „Ci, którzy posiadają wiedzę, niech pracują dla potrzebujących nauki Chrystusowej. Ci, którzy posiadają majątek, niech wspierają tę najdroższą cząstkę Kościoła Chrystusowego – ubogich, wdowy, sieroty, chorych. Ci, którzy mają serce czułe dla bied ludzkich, niech niosą słowa pociechy nieszczęśliwym. Niech każdy według swej możności pracuje nad tym, by święciło się Imię Boże, by przyszło Królestwo Boże, by spełniała się zawsze i wszędzie wola Boża”.
+++ Była wielką czcicielką Eucharystii. W 1925 r. założyła pierwsze w Polsce koło Krucjaty Eucharystycznej. „Centrum około którego całe życie nasze powinno się obracać – to Komunia święta. W niej łączymy się jak najściślej z Jezusem, który chce być pokarmem słabej duszy naszej, by ją wzmocnić do walki o niebo” – przekonywała.
+++ Była również niezwykle pogodną osobą. Bez zbytniej przesady można ją nazwać „apostołką chrześcijańskiej radości”. Oto co pisała o radości i uśmiechu: „Czy ja mogę być apostołem? Co ja mogę zrobić dla dusz? Podaję wam tu apostolstwo, które od was nie domaga się ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, apostolstwo, które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu. (…) Do tego potrzeba hartu duszy, siły woli i złączenia z Bogiem. Śmiać się, kiedy dobrze się dzieje, kiedy życie twoje pełne radości, kiedyś otoczony sercami kochającymi – to nie sztuka, ale mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze, gdy słońce świeci albo gdy deszcz pada, w zdrowiu lub chorobie, w powodzeniu albo kiedy wszystko idzie na opak – to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa w Sercu Bożym czerpie tę ciągłą pogodę, że umiesz zapominać o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia. Idźcie w świat z uśmiechem na ustach, idźcie rozsiewać trochę szczęścia po tej łez dolinie, uśmiechając się do wszystkich, ale szczególnie do smutnych, do zniechęconych życiem, do upadających pod ciężarem krzyża, uśmiechając się do nich tym jasnym uśmiechem, który mówi o dobroci Bożej. Przypominajcie im, że choć czarne chmury zewsząd nagromadzone, to zawsze, podnosząc oczy do góry, czuje się cudny, choć mały skrawek błękitu, z którego Boże szczęście zsyła promyk wieczności, co goi rany, łagodzi smutek, nadzieją rozjaśnia życie doczesne, do Boga podnosi. Uśmiechajcie się, bądźcie słoneczkami, rozsyłającymi naokoło promyki ciepła, światła i Bożego szczęścia…”.

Hagiographus

Comments are closed.