Wokół tragedii smoleńskiej

Katyń, Smoleńsk, Wiedeń

Krzyż
+++ Przy ruchliwej ulicy Rennweg, przed kościołem Polskiej Misji Katolickiej w Wiedniu, stanął znak pamięci i miłości do Ojczyzny ufundowany przez Polaków żyjących w Austrii. – Zbrodnia katyńska i śmierć urzędującego prezydenta oraz członków narodowej delegacji do Katynia wołały do nas o taki widoczny symbol pamięci – mówią nasi rodacy z Wiednia.

+++ – Nagła i niespodziewana śmierć dwóch prezydentów naszej Ojczyzny i tylu innych przedstawicieli narodowej elity, wywołała szok u wielu mieszkających w Wiedniu Polaków – mówi ks. Zygmunt Waz ze Zgromadzenia Zmartwychwstańców, rektor Polskiej Misji Katolickiej w Austrii. – W naszym kościele mieliśmy okazję gościć wielu zacnych pasażerów przerwanego tragicznie lotu do Smoleńska. Jak dziś pamiętam, np. wizytę ks. biskupa Tadeusza Płoskiego – ordynariusza polowego Wojska Polskiego. Od pierwszych chwil po usłyszeniu wiadomości o katastrofie samolotu spotykałem się z naszymi rodakami, przepełnionymi bólem po stracie tylu prawych i oddanych Ojczyźnie Polaków, którzy zginęli w drodze do Katynia, gdzie pragnęli oddać hołd tysiącom bestialsko zamordowanych oficerów Wojska Polskiego. Symbolika tragedii z 10 kwietnia 2010 r. na nowo unaoczniła nam grozę Golgoty Wschodu i dopisała nowy, krwawy rozdział w relacjach Polaków z Rosjanami. Dlatego na naszym pomniku, poza polskim godłem państwowym i biało-czerwoną szachownicą, znakiem polskiego lotnictwa wojskowego, znalazły się tylko dwa słowa i dwie daty: „Katyń 1940” i „Smoleńsk 10 IV 2010 r.”. Resztę niech dopowiada umieszczona przy głazie tablica, która wyjaśnia po polsku, niemiecku i angielsku, co dla Polaków, ale i świata, oznaczają te dwie nazwy i daty. Niedyplomatyczny brakNa uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pomnika do Wiednia 10 maja 2011 roku, czyli 13 miesięcy po tragedii smoleńskiej, przybyli przedstawiciele bliskich ofiar katastrofy rządowego samolotu Tu-154M – Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej profesorze Januszu Kurtyce, Andrzej Melak, brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka, a także cioteczny brat Stefana Jan Waś. Ten zaszczyt przypadł również w udziale piszącemu te słowa, współpracownikowi i sekretarzowi Stefana Melaka, a przy tym wieloletniemu podwładnemu poległych pod Smoleńskiem: prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz ministrów Władysława Stasiaka i Aleksandra Szczygły. W Mszy świętej, odsłonięciu pomnika i spotkaniu z gośćmi z Polski wziął również udział konsul RP w Wiedniu Tadeusz Oliwiński z małżonką. W normalnej sytuacji nie powinno dziwić coś, co jest naturalnym odruchem oficjalnego przedstawiciela polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ale w dzisiejszych czasach, w których normalność jest dobrem wyjątkowo rzadkim, obecność konsula jest godna podkreślenia. Dla uzupełnienia warto jednak dodać, że ani ambasador, ani też żaden inny polski dyplomata nie pojawili się w kościele przy Rennwegu. To jest właśnie bolesny znak współczesności. Uroczystej, koncelebrowanej przez sześciu kapłanów Mszy świętej za Ojczyznę oraz ofiary Katynia i Smoleńska, która poprzedziła odsłonięcie pomnika, przewodniczył ksiądz rektor Zygmunt Waz. W homilii kapłan nawiązał do szczególnej atmosfery narodowej jedności, jaką wiedeńscy Polacy żyli w czasie pierwszych dni żałoby po śmierci 96 osób pod Smoleńskiem. Wspomniał Mszę św. z udziałem kilku tysięcy rodaków, odprawioną przez kardynała Krzysztofa Schoenborna w najbardziej okazałej wiedeńskiej świątyni, czyli w katedrze świętego Szczepana. – Katastrofa smoleńska uświadomiła nam na nowo wartość oraz cenę miłości, pamięci i Ojczyzny – mówił ksiądz rektor.

Smoleński obowiązek

+++ Po Mszy świętej do licznie zebranych Polaków przemówili Zuzanna Kurtyka i Andrzej Melak. Wdowa po prezesie IPN skoncentrowała się na wartości narodowej pamięci, do której jej mąż przykładał, jako historyk i szef Instytutu, szczególnie dużą wagę. – Od nas wszystkich dzisiaj zależy, czy nasze dzieci i kolejne pokolenia rodaków pozostaną wspólnotą kultury i tradycji. Dzisiaj decyduje się, czy zbiorowisko Polaków przetrwa jako naród. Stosunek do ofiary Katynia i Smoleńska jest jej zdaniem wyznacznikiem naszego zaangażowania w sprawę narodową. – Powołane przez nas oraz część bliskich poległych pod Smoleńskiem, Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 nie ma funduszy, ani też wpływu we władzach państwowych. Naszą siłą jest wspólne przekonanie, że wyjaśnienie okoliczności katastrofy rządowego samolotu z prezydentem państwa i tyloma przedstawicielami elity oraz utrwalenie tej tragedii w pamięci narodu nie jest niczyją prywatną sprawą, ale naszym wspólnym, polskim, zbiorowym obowiązkiem. Dla gości z Polski dużym zaskoczeniem była gorąca, patriotyczna atmosfera wśród wiedeńskich Polaków i wyrażana przez wielu z nich chęć poznania okoliczności katastrofy smoleńskiej. – W Wiedniu, do którego z Warszawy można w kilka godzin dojechać pociągiem, najlepiej widać, jak zbawienny jest rzadki kontakt z działającymi w Polsce głównymi mediami – powiedział Andrzej Melak. – Tutaj widzę, jak trafne jest hasło: „wyłącz telewizor, włącz myślenie”. Polacy w Wiedniu nie rozumieją jak nasze państwowe władze mogły zrezygnować z podmiotowego udziału w śledztwie smoleńskim i zdać się na łaskę i niełaskę Rosjan. Jak można tak deptać godność ofiar i godność Polski jako państwa i narodu. W kraju zdarza mi się słyszeć, że jesteśmy oszołomami, cały czas się czepiamy. W Wiedniu słyszę coś zupełnie przeciwnego: „Panie Andrzeju, niech pan nie pęka, niech pan wytrwa, bo dzięki takim osobom jak Zuzanna Kurtyka i pan jest szansa, że poznamy prawdę”. Wracam do Warszawy zbudowany atmosferą modlitwy i miłości do Polski, panującą we wspólnocie tworzonej przez Zgromadzenie Zmartwychwstańców w Wiedniu. Wracam do codziennej pracy, wzmocniony postawą rodaków, którzy z dala od rodzinnych domów chcą pamiętać, że są Polakami i mają wynikające z tego obowiązki polskie. Jestem zachwycony i wzruszony znaczącą posługą duszpasterską, jaką w Wiedniu pełnią zmartwychwstańcy. Już sam fakt, że na kilku odprawianych codziennie Mszach świętych zawsze jest dużo wiernych, świadczy o tym, że polski kościół pod wezwaniem Świętego Krzyża przy Rennwegu jest prawdziwym ośrodkiem życia duchowego naszych rodaków – przekonuje Andrzej Melak. – Marzy mi się, aby w warszawskiej bazylice Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie znajduje się kaplica katyńska stworzona z udziałem mojego brata, gromadziły się podobne rzesze Polaków. Szansą na to jest dekret wydany przez Metropolitę Warszawskiego ks. kardynała Kazimierza Nycza, który ustanowił Sanktuarium Katyńskie w tej stołecznej świątyni.

Polski znak

+++ Pomnik stanął przed kościołem, przy ruchliwej ulicy, jaką jest Rennweg. Od pierwszych chwil po odsłonięciu przystają przy nim przechodnie, którzy licznie wędrują tędy do pracy w ścisłym centrum stolicy Austrii. Dzięki tablicy z napisem w trzech językach, przekaz monumentu, masywnego bloku z piaskowca, jest szeroko dostępny. Taka też była idea, która przyświecała pomysłodawcom budowy. Już w początkowym etapie przygotowań odrzucili oni możliwość zawieszenia pamiątkowej tablicy wewnątrz kościoła. – Chcieliśmy, aby pomnik przemawiał do przechodniów – stwierdzają. Wraz z odsłoniętym w maju pomnikiem, Wiedeń zyskał nowy symbol związków z Polską i Polakami. Już nie tylko Kahlenberg z kościołem, w którym modlił się król Jan III Sobieski przed bitwą z Turkami w 1683 roku, świadczy o obecności Polaków nad Dunajem. Wiedeń jest miastem tętniącym życiem, w którym polskie życie pulsuje równie żywym rytmem. Brawo!

tekst i foto: Łukasz Kudlicki

Comments are closed.