Ze świętymi za pan brat

Św. Blandyna – męczennica

fot. arch.Uwieńczona
koroną nieskazitelności

Wspomnienie: 2 czerwca
Żyła w: II w.

+++ Blandyna była piękną, małą i słabowitą, ale niezwykle dzielną kobietą. Jako niewolnica wraz ze swoją panią mieszkała w Galii – w Lyonie (Lugdunum), który znajdował się w II w. pod władzą Rzymian. Blandyna pochodziła prawdopodobnie – jak większość zamieszkujących to miasto chrześcijan, którym przewodził biskup Potynus – z greckojęzycznego Wschodu. Przyszło jej żyć w wyjątkowo trudnym dla Cesarstwa Rzymskiego okresie. Pod panowaniem Marka Aureliusza i Lucjusza Werusa toczono ciągłe wojny, a cesarstwo nawiedziło wiele klęsk żywiołowych – plaga szarańczy, epidemia dżumy, pożary, głód itp. Oczywiście odpowiedzialnością za wszystkie te klęski pogańska tłuszcza obarczała zazwyczaj chrześcijan.
+++ Nie inaczej stało się w Lyonie, gdzie miejscowy trybun – podburzony przez tłum i pogańskich kapłanów – nakazał aresztować wszystkich wyznawców Chrystusa. Początkowo sądzono ich przed sądem miejskim, ale nie miał on mocy podejmowania wiążących decyzji. Te mógł podjąć cesarski namiestnik, który wolał jednak odwołać się do samego cesarza. Cesarz tych chrześcijan, którzy byli Rzymianami kazał ściąć, niewolników i przedstawicieli innych nacji rzucić „ad bestias” (dzikim zwierzętom), a tych, którzy zaparli się wiary nakazał uwolnić. Ci, którzy zostali skazani na śmierć „ad bestias”, uczestniczyli w krwawych igrzyskach w czasie pogańskich świąt.

***

+++ Opis męczeństwa chrześcijan – „niewolników Chrystusowych” – z Lyonu i Wienny (Vienne) jest jednym z najcenniejszych wczesnochrześcijańskich świadectw. List ten (przytoczony przez Euzebiusza z Cezarei w jego „Historii kościelnej”) datowany jest na rok 177. Opisuje różnorakie postawy – od tych, którzy pełni odwagi i wiary bez żadnych wątpliwości, a nawet z radością idą na śmierć, do tych, którzy początkowo się załamują, wyrzekając się wiary, a nawet zeznając nieprawdę przeciwko swoim współbraciom i współsiostrom, a którzy po pewnym czasie – pod wpływem ich bohaterstwa i miłosierdzia – powracają do Chrystusa i giną wraz z nimi, do tych, „w których nigdy nie było najmniejszego śladu wiary, którzy nigdy nie szanowali szaty godowej, ani nie myśleli o bojaźni Bożej, którzy raczej już całym życiem bluźnili religii, jednym słowem: synowie zatracenia”. Warto nadmienić, że chrześcijan oskarżano m.in. o kanibalizm (o urządzanie tzw. uczt tiestejskich, podczas których… zabijano oblepione ciastem niemowlęta, a następnie lizano ich krew i je spożywano), a także o życie w związkach kazirodczych i orgie seksualne. Oczywiście oskarżenia te nie miały żadnego związku z rzeczywistością.

***

+++ Św. Blandyna znalazła się w gronie tych chrześcijan, którzy twierdzili że „cierpienia obecnego czasu są niczym wobec przyszłej chwały, która ma się w nich objawić”. Ludzie ci „przede wszystkim (…) znieśli bohatersko niezliczone krzywdy ze strony całego ludu: krzyki, bicie, włóczenie, grabież, kamienowanie, więzienie, jednym słowem wszystko z czym zazwyczaj motłoch rozwścieczony występuje przeciwko swym wrogom i nieprzyjacielom”. Przez Blandynę – jak czytamy w świadectwie – „pokazał Chrystus, że to co się ludziom wydaje mizerne, niepozorne i nikczemne, to właśnie Bóg uważa za godne wielkiej chwały, bo płonie ku Niemu miłością przejawiającą się w mocy, a nie chełpiącą się w zwodniczej ułudzie”.
+++ „Wszyscy byliśmy pełni obawy, a jej panią co do ciała, która również razem z męczennikami stawała do boju, ogarnął niepokój, że Blandyna nie będzie mogła zdobyć się na wyznanie [wiary] z powodu ciała swego słabości. Było w niej jednak tyle mocy, że oprawcom siły ustawały i wyczerpanie ogarniało tych, co ją po kolei katowali od rana do wieczora, tak że sami się uznawali za pokonanych, bo już zgoła nie wiedzieli, jakie jej jeszcze zadać męczarnie, i dziwili się, że życie z niej nie uleciało. Całe jej ciało bowiem było porozdzierane i pootwierane. Oprawcy oświadczali, że już jeden rodzaj tortury mógł ją życia pozbawić, a cóż dopiero tyle i tak wielkich katuszy. Tymczasem błogosławiona męczennica, jak dzielny szermierz, z wyznawania nowe czerpała siły. Jej wzmocnieniem, odpoczynkiem i znieczuleniem znoszonych cierpień były słowa: Jestem chrześcijanką i nic się u nas zdrożnego nie dzieje (…)”.

***

+++ Blandyna – tak jak inni chrześcijanie – doświadczyła zamknięcia w ciemnicy i „w miejscu nad wyraz wstrętnym”, „rozciągania nóg w dybach” oraz wszelkich innych katuszy. Wraz z innymi chrześcijanami, którzy nie byli Rzymianami, zaprowadzono ją „do amfiteatru na pastwę dzikich zwierząt i na publiczne widowisko dla nieludzkich pogan”. Zawieszono ją „na palu i oddano na pastwę puszczonych na nią dzikich zwierząt. Gdy ją tak bojownicy widzieli wiszącą, jak gdyby na krzyżu, i gdy słyszeli jak się głośno modliła, nabierali większej odwagi, bo wśród walki oglądali na żywe oczy w swej siostrze Tego, który za nich został ukrzyżowany, by w wiernych swoich wpoić przekonanie, iż każdy, kto cierpi dla chwały Chrystusowej, ma zapewnione wiekuiste obcowanie z Bogiem żywym. Gdy jej wówczas żadne zwierzę nie tknęło, zdjęto ją z pala i znowu wrzucono do więzienia. Została zachowana na inną walkę, by jeszcze w liczniejszych bojach odnieść zwycięstwo, i tak na węża zdradliwego ściągnąć nieubłagany wyrok potępienia, by być otuchą dla braci, ona mała, słaba i wzgardzona, przyobleczona w Chrystusa, wielkiego i niezmożonego Bojownika, pogromcę Przeciwnika w tak wielu zapasach, uwieńczona koroną nieskazitelności”.

***

+++ „Po tym wszystkim [m.in. po poderżnięciu gardeł zachęcającym chrześcijan do wytrwania w wierze Attalosa i Aleksandra] ostatniego dnia zapasów, wprowadzono znowu Blandynę, a z nią razem Pontikosa, chłopię najwyżej piętnastoletnie. Przyprowadzano ich zresztą codziennie, by patrzeli na męki drugich. Przymuszano ich tedy do przysięgi na bożki, a ponieważ byli niezłomni i okazywali tylko pogardę, tłum uniósł się przeciwko nim taką wściekłością, [że już] nie miał litości dla wieku chłopięcia, ani względu na płeć niewieścią. Wydano ich na wszystkie katusze i przeprowadzono przez cały krąg męczarni, by ich kolejno zmusić do przysięgi, lecz mimo wszystko oprawcy nie mogli tego dopiąć. Otóż Pontikos, krzepiony przez siostrę tak, że nawet poganie spostrzegli, że była jego pociechą i mocą, zniósł mężnie wszystkie katusze i oddał ducha swego.
+++ Błogosławiona Blandyna wreszcie, ze wszystkich ostatnia, jak matka przezacna, która wlała otuchę dzieciom swoim i zwycięstwem opromienione do Króla je wysłała przed sobą, przecierpiała wszystkie walki swych dzieci i skwapliwie wreszcie do nich pobiegła, pełna radości i wesela z tej swojej podróży, jak gdyby ją wołano na ucztę weselną, a nie rzucano na pastwę dzikich zwierząt. Przeszła przez biczowanie, przez bestie, przez kratę rozpaloną, a wreszcie włożono ją do sieci i podrzucono bykowi. Zwierzę miotało nią dość długo, ona zaś nawet nie czuła, co się z nią dzieje, bo żyła nadzieją i pewnością dóbr przyrzeczonych i rozmawiała z Chrystusem. Wreszcie ją zarżnięto, a nawet sami poganie przyznawali, że żadna z ich niewiast nigdy tyle tak strasznych nie wycierpiała męczarni”.

***

+++ Bezbożnicy znęcali się nie tylko nad chrześcijanami, ale także nad ich zwłokami – pilnowano by ich nie pogrzebano, by pożarły je psy. „Zwłoki męczenników zostały tedy zupełnie zhańbione, i przez sześć dni leżały pod gołym niebem, potem je spalono, a popioły bezbożnicy wrzucili do rzeki Rodanu płynącej w pobliżu, by nie pozostały po nich na ziemi nawet najmniejsze szczątki. Tak zrobili, jak gdyby mogli pokonać Boga, a męczenników pozbawić odrodzenia”.

Hagiographus

Comments are closed.