Historia we wspomnieniach

By nie poddawać się pokusienowej Targowicy

28 maja 1981 roku zmarł Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. W jego pogrzebie uczestniczyło kilkaset tysięcy wiernych. Odszedł w momencie szczególnie dramatycznym dla Polski. W dwa tygodnie po zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II oraz w apogeum solidarnościowej odnowy, nad którą zbierały się coraz czarniejsze chmury. Prymas Tysiąclecia, sześć dni przed śmiercią, żegnając się z Konferencją Biskupów powiedział: „Jeśli zostawiam wam jakiś program, to jest nim Maryja”. Pół godziny po podaniu przez radio informacji o śmierci ks. kard. Wyszyńskiego, w warszawskich kościołach rozbrzmiały dzwony. Na bramie prymasowskiej rezydencji przy ul. Miodowej wywieszono flagi spowite kirem. Wieczorem trumnę przeniesiono do kościoła seminaryjnego, gdzie uroczystej Mszy św. przewodniczył ks. kard. Franciszek Macharski. W homilii ks. bp Bronisław Dąbrowski powiedział, iż „odszedł od nas arcypasterz zaliczany do największych prymasów w dziejach Ojczyzny. Uratował wolność Kościoła i duszę narodu. I jeśli dziś Polska jest Polską – to zasługa właśnie Jego, Prymasa, który postępował zgodnie z dewizą Soli Deo per Mariam – Samemu Bogu przez Maryję”. Poniżej przedstawiamy kilka fragmentów homilii Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, dotyczących kwestii narodu…

+++ …O, nie da się łatwo odpowiedzieć na pytanie, co to jest naród. I chociaż przykładałoby się do tego pojęcia miarkę socjologiczną, jak to się dziś niekiedy czyni, jeszcze odpowiedź nie będzie pełna. Aby dać dobrą odpowiedź, trzeba żyć w narodzie, trzeba żyć narodem, z narodu i dla narodu! Trzeba mieć poczucie przedziwnej wspólnoty duchowej, która wyrywa z naszej osobowości wszystko, co jest najbardziej indywidualne i własne, gotowa rzucić to na służbę swym braciom. Choćby ostatnią kroplę krwi! Choćby… „z kurzem krwi bratniej!”.
+++ Należy o tym pamiętać, aby się nie dziwić ofiarnym duchom tych, którzy ubroczyli własną krwią – na szczęście, własną krwią! – drogi miast, ulic i zagonów polskich, we wszystkich powstaniach. Aż z krwi, którą użyźniano polskie zagony, wyrosła wolność w Ojczyźnie, której tak gorąco pragnęliśmy. (…)
+++ O, nie samym chlebem żyje człowiek, i nie samym chlebem żyje naród, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych. I chociaż dłonie przyłożone są do pługa, to jednak człowiek musi pamiętać, że gdy nogi jego brodzą w ziemi rodzimej, głowa wznosi się wysoko, a serce wyrywa się do czegoś jeszcze więcej… Najbardziej smutnymi narodami są te, którym postawiono za ideał li tylko dążenia i cele materialne. Najbardziej zubożonymi i niewolniczo przytrzymanymi za skrzydła ducha są takie narody, które postawiły sobie zbyt wąski ideał. Jest to przeciwne naturze człowieka, która jest bardzo wszechstronna; jest to przeciwne duchowi człowieka, któremu skrzydła wyrastają… (…)
+++ Gdy człowiek czy naród czuje się na jakimkolwiek odcinku związany i skrępowany, gdy czuje, że nie ma już wolności opinii i zdania, wolności kultury i pracy, ale wszystko wzięte jest w jakieś łańcuchy i klamry, wszystko skrępowane jak stalowymi gorsetami, wtedy nie potrzeba kompleksów. Wystarczy być tylko przyzwoitym człowiekiem, mieć poczucie honoru i osobistej godności, aby się przeciwko takiej niewoli burzyć, szukając środków i sposobów wydobycia się z niej.
+++

fot. Zbiory Instytutu Prymasowskiego

Przyglądaliście się może kiedy ptakowi, jak tłucze się w klatce? Wszystko pierze z piersi swojej wyrywa… Zimny obserwator patrzący na to może powiedzieć – „głupi ptak!” Chociaż lepiej, aby po prostu otworzył drzwiczki i wypuścił „głupiego ptaka” na wolność. Nie wolno mówić – „głupi ptak”, trzeba raczej powiedzieć – on się rwie w światy! – I każdy, kto uczciwy, ułatwi mu to.
+++ Któż może się dziwić, że o klatkę w Polsce ustanowioną rozbijały się piersi „polskich ptaków”, aż pióra leciały, rany pozostawiające?! Wytłumaczcie ptakowi, aby się niepotrzebnie nie obijał o druty, bo ich nie przezwycięży…! Nawet ptakowi, który nie ma przecież rozumu ani rozeznania i powiązania swoich dążeń z dążeniami innych ptaków, tego nie „wytłumaczycie”. A chcielibyście to wytłumaczyć istocie rozumnej i wolnej? O, żadną miarą nie da się tego wytłumaczyć! Zamiast to czynić, lepiej klatkę otworzyć i dać możność skrzydłom, by rozwijały się w lotach, i piersiom – by potężniały, jak tego wymaga własne zadanie, przeznaczenie człowieka czy narodu…

kościół Świętego Krzyża,
Warszawa, 27 stycznia 1963 roku

***

+++ …Człowiek ma się wypowiadać swoją mową ojczystą. Już matka synów machabejskich, którzy ginęli za wiarę i prawa ojczyste, upominała ich, przemawiając do nich patria voce. Dużo pięknych rzeczy powiedziano o mowie ojczystej. Ja ciągle jestem pod wrażeniem Pieśni o Ojczyźnie Kornela Makuszyńskiego. Są tam trzy hymny: Do kobiety polskiej, Do szabli polskiej i Do słowa polskiego. Wyrazem naszego szacunku dla człowieka jest posługiwanie się mową ojczystą, przemawianie językiem czystym, pięknym, takim, który jak czerpak umie z myśli ludzkiej wziąć całą treść, by zamknąć ją w słowie. A co nie da się zamknąć w słowie, będzie się obficie przelewało, tworząc więź słów z myślą i duchem, ducha z miłością. Dopiero wtedy będzie to poezja, będzie to kultura, będzie to słowo pożywne jak pokarm. Takie właśnie słowo potrzebne jest współcześnie.
+++ Przeczytałem kiedyś jeden ze scenicznych utworów literackich i byłem przerażony jego brutalnością. Napisałem do autora. Pytałem go, co chce przekazać przez ten utwór naszej młodzieży? Odpowiedzi nie otrzymałem, zapewne sam nie wiedział. A my musimy wiedzieć, co chcemy przekazać, czym chcemy karmić nasze „niemowlęta”, idące w życie Narodu, w przyszłość, przygotowujące się na to miejsce, które my opuścimy. Ono jest dla nich i muszą je zająć, lecz muszą tam wejść odżywieni przez nasze pokolenie. Stąd wielka nasza odpowiedzialność za czyste i pożywne słowo. (…)
+++ Bodajże ważniejszą w tej chwili jest w Polsce obrona kultury narodowej, ojczystej, chrześcijańskiej, niż jakikolwiek inny program. Może na polskiej ziemi nie powstać wiele rzeczy, ta lub inna fabryka, i to jeszcze nie będzie największa strata. Gdybyśmy jednak byli narodem niemych, zalęknionych i trwożliwych, wtedy przestalibyśmy tworzyć dobra kultury, którymi ma żyć nasza dziatwa i młodzież, cała współczesność, przez którą idziemy ku przyszłości.
+++ Wiele mamy do przekazania przyszłym pokoleniom, ale to, co jest najdonioślejsze, to czysta duchowość naszego Narodu, który ma prawo do własnej, rodzimej, niezależnej kultury, do własnego języka, nie zniekształconego i nie przybrudzonego przez naloty śmieci. Musimy mieć ambicje, bo nie jesteśmy narodem śmieci. Jeden z wybitnych twórców polskiej kultury, gdy znalazł się w więzieniu za protest przeciwko określaniu naszego Narodu jako „narodu śmieci”, napisał na ścianie: „Śmiecie mówić, że my śmiecie? – My nie śmiemy, a wy – śmiecie”. My nie śmiemy i nie pozwolimy, aby ktokolwiek uważał Naród polski za naród bez swojej własnej mowy ojczystej, bez własnej twórczości, bez dziejów i bez kultury, na którą nas, jak widać – stać!

kościół Świętej Anny,
Warszawa, 30 kwietnia 1977 roku

***

+++ Dlatego człowiek odnosi się z ogromnym szacunkiem do swojej przeszłości, stara się ją poznać, ocenić, zrozumieć, uważa ją za swoje własne dziedzictwo, którego zdradzić nie wolno. Trzeba się tego dziedzictwa trzymać sercem i pazurami, jak trzymał się go ongiś Drzymała czy Reymontowski Boryna, umierający na swych zagonach; jak trzyma się żołnierz w okopie, lekarz przy łóżku konającego, kapłan wśród nędzy, siwiejący mąż nauki przy swoim biurku zawalonym papierami, górnik na dnie kopalni, hutnik, stoczniowiec, każdy uczciwy człowiek, kierujący się prawym sumieniem i dobrą wolą. W ten sposób, najmilsi, powstaje świadomość służby społecznej i kształtuje się więź wspólnoty narodowej – tak iż nikt nie czuje się wtedy kimś obcym w swojej Ojczyźnie. Wszystko nas interesuje, wszystko jest dla nas drogie i cenne.
+++ Jakże ważna jest świadomość, że jesteśmy na służbie temu narodowi, który przez całe wieki przygotowywał nam ojczystą ziemię, na której wypadło nam dzisiaj żyć. Jesteśmy z tym narodem związani, że nie zrywamy z nim wspólnoty. Owszem, mamy wolę zachowania bytu narodowego. Obrona suwerenności Ojczyzny jest dla nas nakazem moralnym. Nadto mamy wolę świadczenia wszystkimi dobrami naszego własnego życia i kultury osobistej, aby i po nas została cząstka wszczepiona w uprawę gleby ojczystej, której oddamy ostatecznie i nasze ciało, ażeby ziemia wywdzięczyła się nam kiedyś w dniu Zmartwychwstania. Gdy mamy taką świadomość, wtedy kierujemy się dobrem narodu. Możemy myśleć i mówić o dobru własnym – niewątpliwie, ale umiemy podporządkowywać je dobru wspólnemu. (…) Oto wskazanie i dla nas – wytrwać, żyć dla Ojczyzny, nabrać zaufania do niej i gotowości oddania jej wszystkiego z siebie. To jest najważniejszy nasz obowiązek wobec Ojczyzny. Potrzeba nam potężnej woli organizowania wszystkich sił rodzimych, ojczystych, by się nie oglądać na prawo i lewo, by nie poddawać się pokusie nowej Targowicy, skądkolwiek by ona miała przyjść. Jesteśmy u siebie, w swojej Ojczyźnie, gospodarzymy olbrzymimi dobrami, które naród posiada, mamy do nich zaufanie, chcemy, aby procentowały na naszej ziemi… Sumienie obywatelsko-polityczne nie powstaje gdzieś na skale, nie spada z nieba, ale wypracowuje się w osobie ludzkiej, w człowieku, w istocie rozumnej, wolnej i miłującej, wychowanej w rodzinie, posiadającej odpowiednie walory obywatelskie, społeczne, kulturalne, zawodowe oraz zrozumienie, że bonum reipublicae suprema lex esto – „dobro Rzeczypospolitej jest dobrem najwyższym”…

Archikatedra św. Jana,
Warszawa, 6 stycznia 1981 roku

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.