Wokół tragedii smoleńskiej

Nie ma miejsca na prawdę w Smoleńsku. Czy znajdzie się takie miejsce w ojczyźnie ofiar katastrofy?

Walka o pamięć,
walka z pamięcią

+++ Jak Polska długa i szeroka, ale również na świecie, gdzie tylko mieszkają Polacy, jak grzyby po deszczu wyrastają tablice pamiątkowe i pomniki czczące ofiary katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku. Powstają społeczne komitety, które gromadzą fundusze na upamiętnienie ofiar tragedii, jaka nie przydarzyła się żadnemu państwu w czasie pokoju.

Dwa światy

+++ Coraz wyraźniej widać, że Polacy żyją w jednym państwie, na jednym terytorium, ale jakby w dwóch równoległych rzeczywistościach. Z jednej strony obserwujemy wyrażaną oddolnie, narastającą potrzebę oddania hołdu poległym w katastrofie: Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i pozostałym ofiarom smoleńskim. Odsłaniane i poświęcane są kolejne pomniki, głazy i tablice pamiątkowe ku czci wszystkich lub części ofiar, związanych z danym regionem. Z drugiej strony widać niezgodę i opór obecnych polskich władz, których przedstawiciele prowokują spostrzeżeniami, iż grób Pary Prezydenckiej na Wawelu i pomnik na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, to jest i tak zbyt wiele, wobec tego, co i komu przydarzyło się 10 kwietnia ubiegłego roku pod Smoleńskiem. Dla rządzących nie ma znaczenia, że prezydencki pochówek na Wawelu wyniknął z decyzji władzy kościelnej, a z kolei projekt pomnika na Powązkach został oprotestowany przez znaczną część rodzin ofiar jako nie uzgodniony z głównymi zainteresowanymi, wmuszony im na siłę przez władze samorządowe Warszawy, które w ten sposób chciały uzyskać wymówkę od dyskusji o postawieniu pomnika w rejonie Pałacu Prezydenckiego, do którego, jako miejsca pracy poległego Prezydenta, spontanicznie przylgnęły w dniach żałoby narodowej setki tysięcy Polaków.
+++ Im więcej pomników i tablic powstaje spontanicznie w Polsce i na świecie (wymieńmy odsłonięte w ostatnich tygodniach pomniki w stolicy Austrii Wiedniu, amerykańskim Chicago i australijskim Sydney), tym bardziej histerycznie reagują obecne polskie władze na wszelkie kolejne inicjatywy upamiętnienia ofiar największej polskiej tragedii po 1945 roku. W ostatnich dniach pomysłowością w tym zakresie błysnęła niezmordowana w wynajdywaniu wymówek prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, ostatnia nadzieja rządzącej Platformy Obywatelskiej na zapobieżenie powstaniu pomnika w stolicy. Tak zwany pomnik światła, który miał przy pomocy 96 reflektorów umieszczonych w bruku przed Pałacem Prezydenckim wysyłać w niebo strugi światła, symbolizujące znicze pamięci o każdej ze smoleńskich ofiar, pani prezydent Warszawy nazwała projektem nieświadomie nawiązującym do koncepcji nazistowskiego architekta z lat 30. w faszystowskich Niemczech. Był to, jak się okazuje, jedyny pomysł władz Warszawy na zamknięcie dyskusji o projekcie, który spełnia podstawowy wymóg służb konserwatorskich, bo „nie zakłóca przestrzeni architektonicznej” przed Pałacem Prezydenckim. Symbolicznym wydarzeniem dla obecnej sytuacji w Polsce stała się wędrówka płyty pamiątkowej, usuniętej przez Rosjan z głazu w miejscu katastrofy pod Smoleńskiem. Tablicę zdjętą prowokacyjnie w przeddzień wizyty w Smoleńsku prezydentowej Anny Komorowskiej rosyjskie służby przekazały polskiemu konsulowi, a ten odesłał ją do centrali Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. 13 maja Zuzanna Kurtyka i Magdalena Merta, które w listopadzie ubiegłego roku zainstalowały tablicę w Smoleńsku, odebrały ją z MSZ, po podpisaniu stosownego protokołu, w którym Zuzanna Kurtyka potwierdziła, że wykonaną z czarnego granitu tablicę odbiera w stanie nienaruszonym. Uczestnikami i świadkami tego wydarzenia byli inni bliscy ofiar – m.in. Ewa Kochanowska i Andrzej Melak. Na ulicy, przed gmachem MSZ zebrało się w tym czasie ponad tysiąc osób, które chciały wziąć udział w procesyjnym przeniesieniu tablicy ulicami Warszawy do bazyliki Świętego Krzyża. Pochód prowadzili motocykliści ze stowarzyszenia Rajd Katyński, którzy co roku odbywają na swoich maszynach pielgrzymkę do miejsc kaźni polskich oficerów, a przy okazji wiozą pomoc humanitarną i polskie książki dla naszych rodaków zamieszkałych w Rosji oraz na Ukrainie. Tablicy pokłoniły się sztandary warszawskich związkowców „Solidarności” i Komitetu Katyńskiego. Tym ostatnim kieruje brat poległego pod Smoleńskiem Stefana Melaka – Andrzej, który zaprojektował niechcianą przez Rosjan tablicę. W trakcie marszu do piechurów dołączali spontanicznie przechodnie. Trasa pochodu wiodła Aleją Szucha i Alejami Ujazdowskimi, przez Plac Trzech Krzyży, rondo de Gaulle’a, Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Przed bazyliką Świętego Krzyża, która na mocy dekretu ks. kardynała Kazimierza Nycza pełni funkcję Sanktuarium Katyńskiego, na pielgrzymów czekał spory tłum ludzi. Tablica została uroczyście wniesiona do kościoła i ustawiona w nawie głównej przed ołtarzem. Kapłan ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, gospodarzy świątyni, poprowadził uroczyste nabożeństwo. Po jego zakończeniu głos zabrali Zuzanna Kurtyka i Andrzej Melak. Wdowa po prezesie IPN mówiła o wartości, jaką dla narodu stanowi pamięć. – Przynieśliśmy do tego kościoła tablicę mówiącą prawdę o motywach, które przyświecały Prezydentowi i jego delegacji w drodze do Katynia. Oni chcieli oddać hołd ofiarom ludobójstwa – taka jest prawda i treść napisu na naszej tablicy nie daje polskiemu państwu żadnego powodu do wstydu – podkreśliła Zuzanna Kurtyka. – Okoliczności, w jakich tablica wróciła do Polski, obnażyły jak słabe jest nasze państwo, które nie umiało obronić jej obecności w Smoleńsku. Szczególnie że była ona obecna w miejscu katastrofy, jako jedyny znak hołdu dla ofiar i pamięci o nich, już od listopada. Przez ponad pięć miesięcy nikomu nie przeszkadzała. Została zdjęta dopiero w przeddzień rocznicy katastrofy. Dzisiaj jesteśmy świadkami sytuacji, w której pewne tablice znowu mogą znaleźć swoje miejsce wyłącznie w kościołach. Podobnie jak w dobie rozbiorów i w czasie komunizmu. To wstrząsające i dające do myślenia. Przewodniczący Komitetu Katyńskiego Andrzej Melak skupił się na kwestii walki o prawdę. Mówił, że Polacy od dziesięcioleci zmagają się z kłamstwem katyńskim. – Obecnie na naszych oczach powstaje kłamstwo smoleńskie. To musi nas mobilizować do pracy, do kolejnego wysiłku. Nasz nowy błogosławiony Jan Paweł II wzywał: „Nie lękajcie się!”. A błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko mówił: „Zło dobrem zwyciężaj!”. Musimy działać w myśl tych dwóch haseł. Jeśli wytrwamy, zwyciężymy – przekonywał Andrzej Melak. Zuzanna Kurtyka ogłosiła, że jej pragnieniem jest powrót usuniętej tablicy do Smoleńska. Jednak wobec zaistniałej sytuacji jej twórcy ze Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 rozmawiają z ojcami paulinami na temat umieszczenia tablicy, jako swoistej pamiątki narodowej i okolicznościowego wotum – w sanktuarium na Jasnej Górze. – Tam bije serce polskiego narodu – zaznaczył Andrzej Melak. Obecnie tablica ze Smoleńska jest wyeksponowana w Ołtarzu Ojczyzny świętokrzyskiej świątyni – zrekonstruowanym po wojennych zniszczeniach dopiero w tym roku.

Tekst i foto: Łukasz Kudlicki

Comments are closed.