Historia we wspomnieniach

Polska nie będzie już Polską, ale prowincją hołdowniczą państwa rosyjskiego

Jędrzej Kitowicz (fot. arch. )

W Grodnie 19 czerwca 1793 roku rozpoczął się ostatni Sejm Rzeczypospolitej, który obradował pod lufami rosyjskich armat i dyktando rosyjskiego ambasadora Jakuba Sieviersa. Uczestniczyli w nim jedynie sprzedajni posłowie i karierowicze. Sejm uznał II rozbiór Polski. Koniec Rzeczypospolitej był bliski. Poniżej przedstawiamy fragmenty (s. 571–571) „Pamiętników czyli Historii polskiej” Jędrzeja Kitowicza, opisującego te tragiczne dla Polski wydarzenia.

+++ Sejm ten zaczął się dnia 17 czerwca 1793 pod konfederacją, którego marszałkiem obrany jest jednostajnymi głosami (jako już przed wezwaniem Ducha Św. moskiewskim duchem wszechmocnym nastrojonymi) Stanisław Bieliński, cześnik koronny. Ten panicz, straciwszy na deboszu i wojażu substancją po stryju swoim, wielkim mężu Franciszku Bielińskim, marszałku w. koronnym, wpisał się dawno w regestr szulerów warszawskich i awanturników, spomiędzy których szukała Moskwa człowieka zdatnego do usług swoich i jego najlepszego z ludzi takiego gatunku osadziła, dlatego zawczasu przed sejmem do piastowania laski marszałkowskiej przeznaczyła; a że tak zawsze bywało i bywa, iż w gabinecie wprzód obierają marszałka, nim go na sejmie ogłosić mają, dlatego nie masz żadnego dziwu ani cudu, że wszystkie vota padły na Bielińskiego. Miała wprawdzie Moskwa do laski sejmowej oprócz tego więcej podobnych konkurentów. Starał się o tę służbę moskiewską dawny jej sługa wierny Adam Poniński, lecz iż został oszpecony dekretem sejmu warszawskiego, nie zdało jej się przyjmować łotra, publicznym piętnem infamii nacechowanego, niedawno wygnańca z kraju i tylko za jej instancją, a raczej rozkazem, płaszczem poczciwości okrytego, mając innych równych w determinacji Ponińskiemu, a przecie w barwie dobrej podczciwych ludzi. Starał się i Antoni Puławski, konfederacji targowickiej na miejsce Potockiego substytuowany marszałek, podczas konfederacji barskiej z potyczki pod Myszą w niewolę do Moskwy zabrany, a w tej niewoli łaskami moskiewskimi na sercu zniewolony i do niej przywiązany, tylko że lepszy pijak niż filut, więc i on nie zdał się Moskwie do tej roboty potrzebnym, gdzie trzeba składnie i rozumnie zarzynać na śmierć ojczyznę, a przy tej rzezi udawać, jakoby się ją ratowało, jakby jej to na zdrowie było. Tak jak ów cerulik, który urzynając choremu nogę, cieszy go, że będzie potem lepiej chodził. Takiego tedy marszałka sejmowego potrzebowała Moskwa i takiego znalazła w Bielińskim. Aleć i między posłami niemało znalazło się takich, którzy się podziałowi Polski na tym sejmie potwierdzonemu i autoryzowanemu niewiele sprzeciwiali; jedni przez rozum, drudzy przez pieniądze, co na jedno wychodzi.

***

…żyjemy dobrze i źle, wesoło i smutno, jak czyj humor i fortuna pozwala, bez bólu na ciele, choć nie na sercu: z wolnych Polaków przedzierzgnęliśmy się w niewolników, jedni moskiewskich, drudzy w pruskich; my zaś, którym dozwolono być jeszcze do jakiego czasu Polakami, mamy w nadgrodę ustąpionych krajów pozór wolności. Tak nam mówią, tak nam piszą nasi opiekuni, Moskwa z Prusakiem: Najjaśniejsza Rzeczpospolita, Najjaśniejszy Król, Najjaśniejsze zgromadzone na sejm Stany, i my sami inaczej się nie tytułujemy, tylko najjaśniejszym wolnym i niepodległym narodem, wolnym Polakiem. Nawet wtenczas, gdy jaśnie pan Sieviers, poseł moskiewski, gubernator sejmu, rozkazuje co po prostu tonem groźnym, na przykład: „Ostrzegam, ostatni raz upominam, tak chcę, tak być musi, inaczej być nie może” – nigdy nie opuścił dodać tych słów: „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”, „Najjaśniejszych sejmujących Stanów”; a do tego gdy nam to wbija w głowę, iż to wszystko, co się z nami teraz dzieje, zmierza jedynie do zbawienia naszego, do uszczęśliwienia Polski pozostałej, do uregulowania jak najmędrszego i jak najtrwalszego Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, wolnej i niepodległej. Tak sobie myślili posłowie pierwszego i drugiego gatunku, to jest idący za maksymami rozumu i pieniędzy. Zobaczmyż teraz trzeci gatunek posłów, punktem honoru uwiedzionych, co oraz będzie dalszą sejmowej historii materią. Gdy tak wyrażeni wyżej pierwszego i drugiego gatunku posłowie ulegali przemocy, znalazło się kilku posłów takich, którzy nie słuchając ani żadnych subtylizacji i politycznego rozumu, ani brzęku rubli i reichstalerów, jedynie tylko uważając na obowiązek swego charakteru, na głos serca krającego się od żalu nad nieszczęśliwą ginącą ojczyzną, w żaden sposób na żadne traktaty podziałowe pozwolić nie chcieli; wrzeszczeli, jak tylko mogli, całym duchem i gardłem: „Nie pozwalam”, nawet już po podpisanym przez innych z Moskwą traktacie podziałowym, jeszcze z swoim „nie pozwalam”, acz próżno, milczeć nie umieli. Brano ich w areszt, po kilka dni w własnych ich stancjach więzili, bynajmniej to ich cnoty i żarliwości nie studziło. Skoro za instancją całej Izby do jaśnie pana Sieviersa uczynioną zostali wypuszczeni, natychmiast z większą jeszcze zapalczywością do swego „nie pozwalam” powracali, ofiarując się na wszelkie prześladowania, utratę nawet fortun i samego życia przy swoich obowiązkach poczciwego charakteru. Z tych liczby najpryncypialniejsi byli: Krasnodębski, poseł liwski, Szydłowski, poseł płocki, Mikorski, poseł wyszogrodzki, Skarżyński, poseł łomżyński. A przeto godni są, ażeby ich imiona nie tylko w tym lichym moim dziele, ale we wszystkich kronikach polskich złotymi literami wypisane były. Ci byli pierwsi zawsze do opozycji każdemu bezprawiu, które na sejm wprowadził poseł moskiewski z pruskim, a że tych przykładem, chociaż nieszczerze, musieli i inni opierać się i sprzeciwiać, dlatego traktat moskiewski podziałowy wiele zabrał dni, a nawet i nocy niemało zarwał, niżeli dopiął swojego skutku. (…) Najprzód owych czterech posłów, jako pryncypałów wszelkiej opozycji, kazał [Sieviers] pobrać w ich stancjach, wpakować na wozy i wywieźć z Grodna do własnych domów. Mikorskiego, ponieważ nie miał nigdzie posesji, złożono w karczmie w miasteczku tego powiatu, z którego był posłem, zaleciwszy jak najmocniej każdemu z nich, aby się nie ważył powracać do Grodna póty, póki się sejm nie skończy, i upewniwszy na honor, na poczciwość i na te wszystkie pewności, które upewnić mogą, iż jeżeliby się który z nich pokazał w Grodnie w czasie trwającego sejmu, że znowu tymże traktem i sposobem, ale z większą przykrością do domu odesłany i tam do skończenia sejmu trzymany zostanie. Niechaj się nie kuszą nadaremnie dla potomnej sławy zostać niewolnikami Syberii albo postradać majątku lub życia, lub inne jakie wytrzymać prześladowanie; takowe honory, potykające samych tylko wielkich ludzi, żadnemu się z nich nie dostaną, gdyż jaśnie pan Sieviers w osobach ich nie widzi, tylko ludzi bezrozumnych, zagorzalców i wzruszaczów daremnego hałasu. Hałasu było co niemiara na sejmie o uwięzienie posłów; przez kilka dni na niczym zeszły sesje. Lecz gdy ten nic nie skutkował do ich powrotu i nowa otworzyła się scena, do niej umysły swoje skierowali Polacy, bo to, co nastąpiło, było przykrzejszym. Po takiej wyprawie posłów kazał Sieviers otoczyć wojskiem rosyjskim izbę sejmową, wyrychtować armaty prosto w tron królewski, oficerami moskiewskimi otoczyć króla, a pobok niego posadził komendanta, dawszy temu wszystkiemu pozór. (…) Darmo wołali posłowie o gwałt całej Izbie uczyniony, o zelżenie majestatu przez posadzenie komendanta obok z królem, o kalumnią na posłów, imieniem jakobinów przyodzianych. Posyłali do Sieviers po kilka razy, prosząc, aby wydał, dla wzięcia natychmiast kary, którzy to są jakobini, kto uknował zdradę na życie królewskie; dawali w zastaw głowy swoje za zdrowie królewskie, pozwalając się póty być trzymanymi w areszcie i brać do niego, kogo by chciał, jeżeli wie których być takowymi, ażeby wartę moskiewską i komendanta od boku królewskiego odjął, jako hańbę dla całego narodu w podejrzenie rzuconego, iż na łonie swoich poddanych król nie ma bezpieczeństwa. Król sam mówił, że mu się gwałt dzieje od tej obcej straży, iż nie może na nikim polegać bezpieczniej i nikomu z obcych powierzać zdrowia swego jak swoim rodakom. Prosili też i o przywrócenie porwanych z Grodna i wywiezionych posłów.Sieviers na ten swój postępek nie dał delegowanym ministrom żadnej eksplikacji; na posłów uwięzionych to tylko odpowiedział, że ich przywrócić do Izby nie może tak prędko, ponieważ są daleko już za Grodnem, a myśli interes koniecznie dziś skończyć; a choćby i potem żądani byli, tedyby ich nie mógł przypuścić do grona sejmujących, ogłosiwszy ich przez wydaną deklaracją za ludzi gwałtownych i zagorzalców. (…) ***…W kilka dni po dobitym traktacie pruskim Rzeczpospolita Polska zawarła alians z Moskwą obronny wzajemnie przeciwko wszystkim potencjom europejskim, które by się na Polskę lub Moskwę kiedyżkolwiek porwać odważyły. Ten to alians ma być najsubtelniejszą sztuką polityki polskiego dworu i moskiewskiego, nasieniem zaczepki swego czasu, za podaną okazją, króla pruskiego i wydarcia mu tego wszystkiego, co dawniej i teraz świeżo wydarł Polakom. Jeżeli się uda ta sztuka, Polska odzyska swoje dawne granice, bo i Moskwa zechce oddać to, co zabrała Polakom, gdy na tym nic nie straci, mając już panowanie nad całą Polską przez alians świeżo zawarty nabyte. Lecz Polska nie będzie już Polską właściwie, jak była, wolną, ale prowincją hołdowniczą państwa rosyjskiego, jako się to lepiej wyjaśnia z samego aliansu, który w porządku swoim po wypisanych wprzód traktatach zaraz następuje, bo zawsze Polska będzie pod zawisłością moskiewską; chyba wtenczas zostanie, jak była, wolną, jeżeli Moskale, pobratani z Polakami, zasmakowawszy w republikańskim rządzie, zrzucą z siebie despotyzm carów i uformują jedno państwo pod rządem jednej wolnej i nierozdzielnej Rzeczypospolitej, tak jak zrobiła Litwa za czasów Jagiellona. Jędrzej Kitowicz„Pamiętniki czyli Historia polska”, Warszawa 1971, str. 571–579.
wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.