Historia we wspomnieniach

Moskiewski gwałt nad Polską niepodległą i suwerenną

21 czerwca 1945 roku w sali kolumnowej Domu Związków w Moskwie zapadł wyrok na szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Skazano m.in.: gen. Leopolda Okulickiego ostatniego dowódcę Armii Krajowej; wicepremiera Jana Stanisława Jankowskiego, Delegata Rządu na Kraj; Kazimierza Pużaka, przewodniczącego Rady Jedności Narodowej, a także czołowych działaczy podziemnych instytucji i partii politycznych, porwanych przez NKWD do Moskwy pod koniec marca 1945 roku. Proces urągał zasadom prawa cywilizowanego świata. Członkowie władz jednego państwa byli sądzeni na terytorium innego państwa według obowiązującego tam kodeksu karnego. Trzech uczestników procesu: gen. Okulicki, Jankowski i Jasiukiewicz, nie przeżyło wyroków i nigdy już ze Związku Sowieckiego nie wróciło. Poniżej przedstawiamy fragment wspomnień Adama Bienia (1899–1998), działacza Stronnictwa Ludowego, zastępcę przewodniczącego Krajowej Rady Ministrów, pt. „Bóg jest wyżej, dom jest dalej”.

+++

Adam Bień, fotografia z więzienia NKWD na Łubiance w Moskwie w 1945 roku

W drewnianej klatce, w ciasnej symbiozie z więziennymi strażnikami zasiada całe podstępnie pojmane kierownictwo naczelne Polski Walczącej, Rady Jedności Narodowej, Delegatury Rządu, Armii Krajowej, zjednoczonych stronnictw politycznych (…) W tej sali i w tej scenerii rozegra się sowiecko-rosyjski samosąd nad szesnastu pojmanymi w Polsce Polakami, którzy przewodzili walce o Polskę, całą, wolną, suwerenną, niezależną i ośmielili się przeciwstawić imperialistycznej, zaborczej polityce wielkorosyjskiej.
+++ (…) Łańcuch polityki rosyjskiej zrodził linię polityki polskiej, której na imię – „OPÓR”. Polacy nie chcą oddać Ziem Wschodnich Rosji, która nie ma do nich żadnego prawa. Polacy nie chcą w Polsce komunizmu, nie chcą rządów ludzi obcych, narzuconych przez wrogie mocarstwo. Polacy chcą Polski całej, wolnej, suwerennej, sprawiedliwej, demokratycznej, chrześcijańskiej. Taka jest polityka rządu londyńskiego i Delegatury w Kraju. Taka jest polityka żołnierzy i oficerów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, taka jest wola 95 proc. Polaków…
+++ Armia Czerwona, wkraczając do Polski, walczy nie tylko z Niemcami, i nie tylko o wspólne cele narodów zjednoczonych. Armia ta walczy również z Polakami o wszystkie wielkorosyjskie cele polakożercze. Przyjmuje pomoc Armii Krajowej w walce o Wilno czy inną miejscowość z Kresów Polski. Kiedy jednak Armia Krajowa wykrwawi się i ujawni, kiedy ujawni się miejscowy delegat Rządu – zostanie rozbrojony i uwięziony, jeżeli – nie zastrzelony… (…) Wszystkich niezależnych, każdego szczebla, polityków polskich, wszystkich aktywnych Polaków – więziono, eksterminowano, zabijano. Byli na pierwszej linii frontu. Bronili się i walczyli. (…) Porwani Polacy są obywatelami i wysokiego szczebla politykami polskimi. Mieszkali w Polsce i działali w Polsce. Działali na rzecz polskiej racji stanu. Tak działać mieli prawo, również po wkroczeniu Rosjan. Armia rosyjska nie ma tu nawet praw okupanta. Nie znalazła się przecież w kraju nieprzyjacielskim. Na obcym sobie terytorium nie ma prawa ingerować w wewnętrzne sprawy polskie, ani wywierać jakikolwiek nacisk na legalne władze polskie, które tu zastała, ani w jakikolwiek sposób wpływać na linię polityki Polaków. Sprzeczny z tymi prawami sowiecki akt oskarżenia jest więc wymownym aktem łamania niepodległości i suwerenności państwa polskiego. Patriotyczne organizacje polityczne Polaków, legalnie powołane do życia i działania w Polsce, w interesie polskiej racji stanu, nie stały się nielegalne z tego powodu, że cele ich nie podobają się Rosji. Organizacje te nie mają obowiązku informować obce mocarstwo o swej strukturze organizacyjnej, ani o swych siłach. Nie muszą też obcemu państwu oddawać swego uzbrojenia ani swych środków działania. Samo sprzeczne z tym żądanie jest aktem agresji. (…) Jest w treści aktu oskarżenia zarzut, że Polacy przygotowywali wystąpienie zbrojne, „w bloku z Niemcami” przeciw Rosji. Ten zarzut w stosunku do Polaków wygląda po prostu na szyderstwo. (…) Zarzut ten postawiony na dobitkę przez Rosję, wydaje się po prostu śmieszny. Cóż to zrobiła Rosja? Żadna „ideologia”, żadne w ogóle principium nie przeszkodziło Rosji przez całe pamiętne lato 1939 snuć delikatny flirt z Hitlerem, zakończony wreszcie szokującym spiskiem: paktem Ribbentrop-Mołotow z 23 VIII 1939 (rozbiór i unicestwienie Polski, unicestwienie Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii, okrojenie Rumunii, polityczna i gospodarcza współpraca Rosji z Niemcami w latach 1939–1941), co pozwoliło bezpiecznemu też od wschodu Hitlerowi rozgromić Norwegię, Holandię, Belgię, Francję, Anglię i opanować cały Zachód Europy. Zmontowanie tego bloku historia odnotowała i oceniła, ale nikt polityków sowieckich za to nie sądził… Przeciwnie: Roosevelt i Churchill, krótkowzroczni i niemrawi przedstawiciele demokratycznego, ale niedołężnego, świata zachodniego, na twarde żądanie Stalina, akceptowali historyczny ów spisek i ponownie, w Jałcie, darowali znowu generalissimusowi sowieckiemu to, co w roku 1939 już był otrzymał od Hitlera… Polska musiała więc przeżyć klęskę i hekatombę Września. Naród polski musiał przeżyć cierpienia i klęski sześcioletniej okupacji. Polski żołnierz-tułacz, za wolność własną, ale częściej – cudzą walczyć musiał w Polsce, Norwegii, Francji, Anglii, w Afryce, we Włoszech, w Rosji, w Niemczech, na lądzie, w powietrzu i na morzach, po to, tylko po to, żeby Generalissimus Stalin – polskie Ziemie Wschodnie otrzymać mógł nie z rąk krępującego teraz Hitlera, ale z rąk demokratycznych i sprawiedliwych Anglosasów, i żeby w dodatku, w interesie tegoż Stalina, dalsze miliony Polaków zmusić do opuszczenia odwiecznych ich siedzib na Wschodzie: ich domów, ich ziem, ich dóbr kulturalnych, ich krajobrazów, kościołów, ich cmentarzy z mogiłami pokoleń przodków… ***Dnia 21 czerwca 1945 o godzinie 4.30 sąd ogłosił wyrok, mocą którego skazano na karę pozbawienia wolności: Leopolda Okulickiego – na lat 10, Jana Stanisława Jankowskiego – na lat 8, Adama Bienia – na lat 5, Stanisława Jasiukowicza – na lat 5, Kazimierza Pużaka – na półtora roku, Kazimierza Bagińskiego – na jeden rok, Aleksandra Zwierzyńskiego – na osiem miesięcy, Eugeniusza Czarnowskiego – na sześć miesięcy, Stanisława Mierzwę – na cztery miesiące, Zbigniewa Stypułkowskiego – na cztery miesiące, Józefa Chacińskiego – na cztery miesiące, Franciszka Urbańskiego – na cztery miesiące; Stanisława Michałowskiego, Kazimierza Kobylańskiego i Józefa Stemler-Dąbskiego uniewinniono. W procesie tym nie osądzono Antoniego Pajdaka, który, według relacji oficjalnej, w czasie procesu był chory. Jego los rozstrzygnął się później (…) Nadmienić tu trzeba, że w dniach procesu bawili w Moskwie Stanisław Mikołajczyk, Andrzej Witos, Władysław Kiernik i inni Polacy, zaproszeni do udziału w tworzeniu Tymczasowego Rządu Polskiego Jedności Narodowej. Powiedział nam to któryś z adwokatów występujących w naszym procesie. Zbieżność w czasie dwu owych „polskich” epizodów była na pewno wybiegiem polityki sowieckiej i atutem przeciw Mikołajczykowi oraz jego zwolennikom… Po ogłoszeniu wyroku, wczesnym jeszcze rankiem, rozdzielono osądzonych Polaków zaraz, niespodzianie i sprawnie. Był to moment, kiedy po raz ostatni widziałem generała Leopolda Okulickiego, w jego ciemnym, „wizytowym” garniturze (przygotowanym do wystąpienia na „konferencji”), jego twarz dużą i dobrotliwą, jego oczy uśmiechnięte, ale smutne… Jednakże, przypadkiem niezwykłym i nie zaplanowanym, dalsze jego losy czas jakiś akustycznie obserwowałem jeszcze, aż do pamiętnego dnia 24 grudnia roku 1946… Znowu jestem na Łubiance. Z celi 125 wróciłem do celi 57. Nie dzieje się już nic. Nie walczy się z nikim o nic. Żyję przytłoczony ciężarem rzeczywistości. Świat, słoneczny, ciepły, odległy – trwa. Polska, Polska jakaś, Polska już nie znana, wstaje z martwych, i obojętna, kroczy ku nowym przeznaczeniom. Jedenastu przyjaciół odzyskało wolność. Przede mną pięć lat czekania… W południe 26 czerwca 1945 (trzecia rocznica Pierwszej Komunii mojej Hani…) nad Moskwą rozszalała się groźna, choć krótka – burza: deszcz, grad, śnieg, pioruny. Jak urzeczony stałem w pobliżu okna, choć zakratowanego i osłoniętego „koszem” blaszanym, to jednak otwartego i pełnego odgłosów wolnej przyrody. Burza przeszła szybko i blask słońca zalśnił na koszu ociekającym wodą deszczową. Ogarnęła mnie fala nagłego optymizmu i zagwizdałem cicho akowską piosenkę „Serce w plecaku”. Skutek gwizdania był wstrząsający. Ktoś, po polsku, wyraźnie, choć półgłosem, powiedział: – Jaka piękna pogoda! – Kto mówi? Kto mówi? – Tu Kobra, tu Kobra! Kobra! To przecież pseudonim Okulickiego. Po powstaniu często się z nim spotykałem, bywał u mnie w domu i bardzośmy się zaprzyjaźnili. – Tu sędzia, tu sędzia! – odpowiadam pseudonimem, którego używałem w spotkaniach z Okulickim. Najpierw – ogromne zdziwienie: jakim cudem słyszymy się nawzajem? W trakcie rozmowy, szybkiej, chaotycznej i na pewno nieostrożnej, doszliśmy do wniosku, że nasze okna leżą w tym samym pionie, jedno bezpośrednio nad drugim i w tych kierunkach fale dźwiękowe płyną zapewne bez przeszkód, co przeoczyli chyba spece „łubiańskiej” izolacji… Przez cały tydzień prowadziliśmy potem „transpiętrowe”, absolutnie ponadplanowe rozmowy. Dzieliliśmy się naszą niedolą i nadziejami. Wspominaliśmy proces i jego przypuszczalne następstwa. Któregoś dnia Okulicki uprzedził, że spodziewa się przeniesienia do innej celi. Było to pod koniec czerwca albo na początku lipca. Przewidywania jego okazały się trafne: nigdy już potem głosu generała Okulickiego nie usłyszałem… Adam Bień, „Bóg jest wyżej,dom jest dalej”, Warszawa 1986.

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.