Ze świętymi za pan brat

Św. Godelewa z Gistel – męczennica

Okrutniku, zamordowałeś świętą!

Wspomnienie: 6 lipca
Żyła w latach: ok. 1045–1070
Patronka trudnych, przeżywających kryzys małżeństw; wzywana w przypadkach gorączki i bólów gardła, problemów rodzinnych.

W tej tragicznej małżeńskiej historii oprócz Godelewy – dobrej, wiernej i pokornej żony – pojawiają się też: okrutny mąż, zła, zawistna teściowa i ojciec, dla którego ważniejsze od szczęścia córki okazały się być dobra materialne. Godelewa (polska wersja tego germańsko-flamandzkiego imienia to Bogumiła), najmłodsza z trzech córek Oginy i Hemfrieda, pana na włościach Wierre-Effroy, przyszła na świat w okolicach Boulogne-sur-Mer (na terenie dzisiejszej płn-wsch. Francji). Była bardzo urodziwa, czarnooka i czarnowłosa i od dzieciństwa bardzo pobożna. Kiedy osiągnęła wiek odpowiedni do zamążpójścia, ojciec wybrał dla niej najbogatszego ze starających się o jej rękę młodzieńców – szlachcica Bertulfa z Gistel (Zachodnia Flandria, teren dzisiejszej Belgii), za którym osobiście wstawił się zwierzchnik Hemfrieda – książę Boulogne Eustachy II. Niestety, Bertulf był człowiekiem złym i zepsutym, za nic mającym Boże przykazania i wiarę. Pod względem charakteru diametralnie różnił się od swojej wybranki. Nadszedł dzień ślubu. Młodzi pobrali się, ale już podczas weselnej uroczystości miłość młodego małżonka zmieniła się w odrazę, a nawet nienawiść do młodej żony. Co było tego przyczyną? – dokładnie nie wiadomo. Niewykluczone, że ktoś rzucił na Bogu ducha winną Godelewę fałszywe oskarżenie. A może Bertulf znienawidził żonę, gdyż była – jak na jego gust – zbyt pobożna (przed zamążpójściem Godelewa wybierała się bowiem do klasztoru)? Fakt jest faktem – małżeństwo zostało zawarte, ale nie dopełnione. Bertulf zabrał wprawdzie żonę do swojego wielkiego zamczyska, lecz zamiast ją miłować, boleśnie dał jej odczuć, że budzi w nim odrazę. Co więcej – żeby w ogóle jej nie oglądać – powrócił do rodziców, zostawiając ją w zamku samą. Zachowanie męża głęboko zraniło delikatną i pobożną Godelewę. Na dodatek niegodziwego syna wspierała niechętna jej, a kochająca swojego synalka „mamuśka” – teściowa Godelewy (być może to właśnie jej intryga była przyczyną odsunięcia się Bertulfa od Godelewy). „Czemuś nam tę wronę sprowadził z daleka? Mogłeś przecież wybrać sobie we własnym kraju lepszą i urodziwszą pannę” – wytykała Bertulfowi. Jak można było się spodziewać, przytyki te nie łagodziły sytuacji, ale jeszcze bardziej potęgowały nienawiść młodzieńca. ***Opuszczona przez męża, upokorzona i wzgardzona dziewczyna tylko w Bogu mogła znaleźć powiernika swoich trosk. Modliła się i wzdychała, ale nie rozpaczała. Wiara dała jej siłę potrzebną do zniesienia wszystkich doznawanych cierpień. Pod nieobecność małżonka Godelewa rządziła gospodarstwem z wielką łagodnością, żyjąc skromnie i bogobojnie. Niestety Bertulf – podburzany przez teściową – nie zostawił jej w spokoju. Rozsiewał wstrętne plotki na jej temat i pozbawił żonę możliwości rządzenia domem, wysyłając doń ochmistrza. Przykazał mu też, by obchodził się z Godelewą surowo, kazał jej przenieść się do mniejszego pokoju i pozwalał jeść jedynie chleb i pić jedynie wodę. Nowy zarządca zastosował się do rozkazu Bertulfa. ***Ciężki czas nastał dla biednej dziewczyny. Jeszcze bardziej zbliżyła się wtedy do Boga. „Modlitwa stała się wyłączną i jedyną jej rozkoszą. Suchy chleb jadała z wdzięcznością, dając połowę ubogim; na więcej jej bowiem nie stało. Żadna skarga nie wychodziła z ust jej; z szacunkiem tylko i poszanowaniem wspominała męża i teściową, całymi godzinami klęczała przed wizerunkiem Ukrzyżowanego, błagając go o łaskę i przebaczenie dla winowajców” – czytamy w XIX-wiecznej hagiografii. Jednym słowem, odpłacała dobrem za doznane zło. Bertulf uświadomił sobie wkrótce, że w ten sposób nie pozbędzie się niechcianej żony – kazał zatem o połowę zmniejszyć przyznawaną jej porcję chleba i zaczął jej jeszcze bardziej dokuczać, pastwiąc się nad nią fizycznie i psychicznie. Godelewa nie wytrzymała takiego traktowania – uciekła z zamku i wróciła do domu rodziców. Ojciec poszedł wówczas do biskupa Baldwina z Noyon-Tournai oraz do księcia Flandrii i przedstawił im całą sprawę. Wezwano następnie Bertulfa i grożąc mu różnymi karami nakazano, aby lepiej obchodził się z żoną. Szlachcic okazał skruchę i przyrzekł poprawę, a Godelewa – mając nadzieję na odmianę swego ciężkiego losu – powróciła do zamku. Skrucha i poprawa jej męża okazała się być jedynie pozą. Obłudnik jedynie udawał pojednanie – w skrytości serca postanawiając pozbyć się Godelewy raz na zawsze – zabić ją. Wkrótce przystąpił do realizacji swojego szatańskiego planu. Aby nie ściągnąć na siebie jakichkolwiek podejrzeń, zaczął odgrywać rolę dobrego i troskliwego męża – odwiedzał Godelewę w zamku, publicznie chwalił jej zacność i pobożność. Krytycznego dnia, żegnając się czule z żoną, oświadczył jej, że pilne sprawy każą mu natychmiast udać się do Brugii. Następnej nocy przed drzwiami komnaty, w której mimo późnej pory wciąż modliła się Godelewa, stanęło dwóch mężczyzn. Zapukali, a na pytanie „kto tam?” – oświadczyli, że mają przekazać jej polecenie od Bertulfa. Mówili prawdę – przysłał ich Bertulf. Kiedy Godelewa otworzyła drzwi, jeden z nich zatkał jej usta chustką, a drugi zarzucił jedwabny sznur na jej szyję. Nie broniła się zbyt długo. Oprawcy rzucili jej zwłoki na łoże i – nie niepokojeni przez nikogo – uciekli. Rano powracający z rzekomej „służbowej podróży” Bertulf – tak jak było wcześniej zaplanowane – odnalazł martwe ciało żony. Płakał i rozpaczał, jak najlepszy aktor. Oczywiście nikt nie był w stanie udowodnić mu, że to on zabił żonę – miał przecież alibi. I choć podejrzewano, że to Bertulf wynajął zbrodniarzy, żeby rozprawili się z Godelewą, pozostał bezkarny. (Według innej wersji Bertulf zabrał żonę w podróż do Brugii, a nasłani mordercy udusili ją w czasie drogi jej własnym szalem; jeszcze inna wersja głosi – i ta chyba jest najbardziej prawdopodobna – że pod nieobecność Bertulfa nasłani przez niego oprawcy wyprowadzili Godelewę w nocy z zamku, a udusiwszy utopili w stawie lub studni, pozorując naturalną śmierć). ***Ale oprócz sprawiedliwości ziemskiej istnieje również sprawiedliwość Boska. I jej niezwykły trybunał, jakim jest sumienie. Kiedy nad grobem pobożnej, kochanej przez okolicznych mieszkańców Godelewy zaczęły się dziać cuda, duszę Bertulfa zaczęły trawić coraz większe wyrzuty sumienia. „Okrutniku, zamordowałeś świętą, która była twoją żoną” – nie dawał mu spokoju jakiś – nie wiadomo skąd pochodzący – głos. ***Chcąc zagłuszyć sumienie, Bertulf ponownie się ożenił. Nie zaznał jednak zbyt wiele małżeńskiego szczęścia. Jego druga żona po trzynastu latach zmarła, pod jego opieką pozostawiając jedyny owoc ich związku – niewidomą córkę. Dziecko to wiele słyszało o pierwszej żonie swego ojca, bowiem przy jej grobie wciąż działy się cuda. Mimo kategorycznego zakazu Bertulfa pewnego dnia kazała się zanieść na jej grób. Modliła się o odzyskanie wzroku i łaskę tę wyprosiła. Powróciła do zamku i rozradowana opowiedziała o tym ojcu. Serce zatwardziałego grzesznika stopniało jak wosk. Zanosząc się od płaczu, pobiegł czym prędzej do grobu Godelewy, błagając ją o przebaczenie i prosząc Boga, by wskazał mu najlepszą formę pokuty za popełnioną zbrodnię. Po swoim nawróceniu Bertulf cały swój majątek przekazał córce, polecając jej wybudować nad grobem zmarłej Świętej żeński klasztor benedyktyński (do którego później wstąpiła). Sam udał się po rozgrzeszenie do Rzymu, a stamtąd podjął podróż do Ziemi Świętej. Po powrocie do Flandrii osiadł w klasztorze benedyktynów w St-Winoc-Bergues, gdzie spędził resztę życia umartwiając się, modląc i pokutując. W 1084 r. ciało uznanej za świętą Godelewy zostało ekshumowane, a jej relikwie można dziś znaleźć w wielu belgijskich kościołach. Każdego roku w niedzielę poprzedzającą wspomnienie Godelewy w Gistel odbywa się procesja ku jej czci.

Hagiographus

Comments are closed.