Historia we wspomnieniach

PPR-u kłopoty z „kibolami”

Chcąc odłożyć wybory parlamentarne, komuniści przeprowadzili 30 czerwca 1946 roku tzw. referendum ludowe, wzywając do głosowania 3 x „tak”, a jego wyniki sfałszowali przy pomocy, przybyłej specjalnie w tym celu z Moskwy, sowieckiej grupy „specjalistów” na czele z Aaronem Pałkinem. W Krakowie udało się ujawnić te prawdziwe, w których na pierwsze pytanie odpowiedziało „nie” – 83,5 proc. krakowian, a 30 proc. głosowało 3 x nie, do czego wzywały ugrupowania narodowe. „Groźną i niebezpieczną jest odpowiedź »nie«, jaka padła w starożytnym bastionie kultury polskiej, jaką dał co trzeci mieszkaniec Krakowa. Kartki z napisem trzy razy nie, których w Krakowie naliczono aż 30 proc., są dokumentem hańby i zdrady narodowej. To hitlerowskie nein wypisane jest piętnem zdrady i hańby na czole każdego co trzeciego mieszkańca Krakowa” – krzyczał Władysław Gomułka, kierujący komunistyczną Polską Partią Robotniczą (PPR). Poniżej drukujemy fragment wspomnień przywódcy Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) Stanisława Mikołajczyka pt. „Zniewolenie Polski”. Przywódca ludowców podjął próbę legalnej, politycznej konfrontacji z komunistami, skupiając wokół PSL miliony Polaków.

Uczestnicy I Kongresu Polskiego Stronnictwa Ludowego (fot. arch.)

Pytania przedstawiono w dość nieszkodliwej formie: l) Czy jesteś za zniesieniem Senatu? 2) Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego wprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki narodowej z zachowaniem ustawowych uprawień inicjatywy prywatnej? 3) Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej? Analizując te pytania w PSL wiedzieliśmy, że – w odniesieniu do pierwszego z nich – możemy zorganizować olbrzymią manifestację przeciw państwu policyjnemu. Dwa inne nie pozostawiały tak daleko idących możliwości wykazania naszych niezależnych poglądów. Bez względu bowiem na swe polityczne credo, olbrzymia większość Polaków opowiadała się za reformą rolną, nacjonalizacją podstawowych gałęzi przemysłu i utrzymaniem przedsiębiorstw prywatnych. Co zaś tyczy pytania trzeciego, to wszyscy Polacy pragnęli powrotu do Polski jej historycznych terytoriów i otrzymania kompensaty za utracone na Wschodzie 180 000 km2.***Zdecydowaliśmy się odpowiedzieć „nie” na pierwsze pytanie, by w ten sposób „zaprotestować przeciwko politycznemu terrorowi, rozwiązywaniu terenowych organizacji PSL, aresztowaniom, cenzurze i przeciwko samemu referendum, niezgodnemu z Konstytucją 1921 roku”. Zalecenie PSL brzmiało następująco: „Jeśli odpowiecie twierdząco na pierwsze pytanie, udzielicie votum zaufania stosowanym przez Rząd Tymczasowy policyjnym metodom działania”. Choć sprawowałem w tym rządzie funkcję wicepremiera, z całych sił pragnąłem jego upadku i ostatecznego załamania stosowanych przezeń tyrańskich metod działania. Gdy tylko poinformowaliśmy o zamiarze udzielenia negatywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie, kampania przeciw PSL nasiliła się w sposób znaczący. W „Gazecie Ludowej” zdjęto artykuły przedstawiające nasze stanowisko, a nakład dziennika ograniczono do 70 000 egzemplarzy – czyli jednej ósmej dotychczasowego – poprzez zmniejszenie przydziału papieru. Przed naszą warszawską siedzibą odbyły się komunistyczne demonstracje. Komuniści, zajmujący lokal położony piętro wyżej, zasłonili nasze okno spuszczonymi z góry tablicami, na których umieścili napis: „Trzy razy tak” i w ten sposób usiłowali sprawić wrażenie, iż to my udzielamy podobnych rad. W całym kraju uzbrojone grupy napadały na lokale naszej partii, w których odbywały się zebrania; nastąpiły masowe aresztowania, ludzie ginęli tylko dlatego, iż publicznie przypominali o złożonych w Jałcie gwarancjach zorganizowania w Polsce wolnych wyborów. Policja rekwirowała legitymacje partyjne ludzi zamordowanych i aresztowanych, wciskając je Polakom, którzy – w okresie okupacji – współpracowali z Niemcami, bądź podrzucała je przy ciałach zabitych bandytów. Kolaboranci, nad którymi komuniści sprawowali niczym nieograniczoną kontrolę, otrzymali rozkaz uczestniczenia w naszych zebraniach. Posługując się tak podstępnymi metodami, rząd zmierzał do stworzenia pretekstu umożliwiającego wydanie zakazu działania Stronnictwa, gdyż, zarówno w Jałcie jak i w Poczdamie, ustalono, że w powojennej Polsce jedynie ugrupowania „demokratyczne i antyfaszystowskie” uzyskać mogą zezwolenie na prowadzenie działalności. By położyć kres niesłusznym oskarżeniom o pronazistowski charakter naszej partii, poleciłem przesłanie do centralnej siedziby PSL wszystkich legitymacji członkowskich w celu ich weryfikacji i ponownego ostemplowania. W ten sposób pozbyliśmy się wszystkich prowokatorów. W przeddzień referendum piłkarska drużyna Jugosławii rozegrała w Warszawie mecz z ekipą polską. Blisko 25 000 widzów otrzymało wcześniej zapewnienie, że nie zostaną tam wygłoszone żadne przemówienia, a widowisko będzie nosić charakter wyłącznie sportowy. Komuniści nie mogli jednak oprzeć się pokusie. Opóźniając pierwszy gwizdek sędziego, minister Rzymowski w bardzo długim przemówieniu wezwał obecnych do udzielenia odpowiedzi twierdzącej na wszystkie trzy pytania. Następnie przemawiał Grubecki, przewodniczący komunistycznego towarzystwa polsko-jugosłowiańskiego. Lecz gdy trzeci mówca objawił zamiar dalszego przeciągania tego politycznego mitingu, tłum opluł go i zażądał rozpoczęcia meczu. Przybyłem na stadion wkrótce po pierwszym gwizdku sędziowskim i zająłem miejsce wśród widzów, w tym czasie trzeci komunistyczny mówca usiłował wygłosić przerwane uprzednio przemówienie. Ludzie zauważyli moją obecność i skandując moje imię zagłuszyli jego słowa. Ci, którzy znajdowali się po drugiej stronie stadionu przerwali kordon wojska i milicji, a następnie zaczęli biec w moim kierunku przez płytę boiska. Gdy policjanci zaczęli bić biegnących, tłum, do którego przyłączyli się inni widzowie, natarł na nich gwałtownie. Podziękowałem zebranym za okazaną mi sympatię, prosząc równocześnie o powrót na miejsca, co umożliwi normalny przebieg meczu. Moje słowa i towarzysząca im owacja zostały – przypadkowo – przekazane na całą Polskę, gdyż mecz transmitowany był przez radio. „Zaniedbanie” to spowodowało później zwolnienie reportera. Wydano wówczas zalecenia, by – o ile dojdzie w przyszłości do antykomunistycznych krzyków w zasięgu mikrofonów – zostały one wszystkie skierowane na skandujących swe slogany komunistów. Wkrótce po rozpoczęciu drugiej połowy meczu opuściłem stadion mijając po drodze ciężarówki wypełnione uzbrojonymi milicjantami. Nie zważając jednak na milicję, tłum kibiców piłkarskich sformował pochód, który – po zakończeniu meczu – przeszedł pod siedzibę naszej partii, organizując tam wielką demonstrację. Pewna liczba jej uczestników została aresztowana, a cenzura okroiła zamieszczony w „Gazecie Ludowej” reportaż poświęcony temu zdarzeniu. W dniu referendum komuniści udowodnili, iż w niemal doskonały sposób potrafią kierować przebiegiem głosowania. Mniej lub bardziej bezstronne komisje wyborcze – utworzone w wyniku mych usilnych nalegań dla nadzorowania przebiegu głosowania – zostały sterroryzowane przez Bezpieczeństwo. W wielu miejscach policja zabrała urny i zniszczyła wszystkie kartki zawierające przeczącą odpowiedź na pierwsze pytanie. Tysiące takich kartek, częściowo zniszczonych, pokazać potem mogłem korespondentom prasy zagranicznej. Komunistyczni członkowie komisji wyborczych w Krakowie tak przerazili się napływem wypełnianych zgodnie z naszym hasłem kartek wyborczych, że – w obawie przed konsekwencjami, jakie pociągnąć mogła tak daleko posunięta demonstracja niezależności poglądów – uciekli z sali, gdzie dokonywano obliczeń. Pozostali wykorzystali okazję, by zakończyć operację podliczania i przekazać – jeszcze przed powrotem komunistów – wyniki głosowania do Warszawy. Rezultaty te ukazały się następnie w oficjalnych komunikatach i stanowiły zjawisko niespotykane do tego stopnia, że wszystkie ośrodki propagandy określiły następnie Kraków miastem „reakcyjnym, które musi zostać ukarane”. W czternastu na szesnaście województw udało się odważnym członkom komisji zapewnić bezpieczeństwo części urn. Pochodziły one z 2 305 okręgów wyborczych i zawierały następujące odpowiedzi na pierwsze pytanie: Nie: 83,54%; Tak: 16,46%Dziesięć dni później rząd ogłosił „oficjalne wyniki”. Wedle nich odpowiedź na pierwsze pytanie kształtowała się następująco: Nie: 32%; Tak: 68%Pod groźbą natychmiastowego zakazu druku zmuszono nas do opublikowania w „Gazecie Ludowej” tych właśnie cyfr, a prawdziwe rezultaty zostały zamazane niebieskim ołówkiem cenzora. ***Natychmiast złożyliśmy protest u naczelnego komisarza referendum. Było to długie memorandum, zawierające popartą dowodami listę przypadków pogwałcenia prawa wyborczego, przykładów stosowania zbrodniczego przymusu, wrzucania do urn sfałszowanych kartek, aresztowań członków naszego Stronnictwa itd. Udowodniliśmy, że wyznaczonym przez nas komisarzom uniemożliwiono wykonywanie obowiązków i zażądaliśmy unieważnienia referendum. Ponieważ protest nasz pozostał bez odpowiedzi, zwołałem konferencję prasową, na którą przybyło dwunastu dziennikarzy angielskich i amerykańskich, jeden Rosjanin i jeden Francuz. ***Przekazałem zagranicznym korespondentom szczegółowe informacje dotyczące gróźb, terroru i konfiskat, listę ponad tysiąca członków partii aresztowanych tuż przed referendum, przykłady wskazujące, iż tajemnica wyborcza nie została dochowana, że z rąk głosujących wyrywano kartki z odpowiedzią przeczącą na pierwsze pytanie, że nagle zamykano lokale wyborcze (gdy zaczynało okazywać się, iż przebieg referendum jest dla rządu niepomyślny), że do głosowania dopuszczono osoby nieuprawnione i cudzoziemców; wymieniłem ponadto wiele innych nadużyć. Stanisław Mikołajczyk, „Zniewolenie Polski”,Warszawa 1984.

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.