Rodzina

Fragment wspomnień ciotki św. Maksymiliana, siostry jego mamy, Anny Kubiak z domu Dąbrowskiej

Małżonkowie Franciszek Dąbrowski i Maria z Klinickich zamieszkiwali z dawien dawna w Zduńskiej Woli. Własności rolnej nie mieli i żyli z pracy rąk. Prowadzili chałupnicze warsztaty tkackie (…) Oboje małżonkowie byli ludźmi religijnymi. Żyli po Bożemu. Obowiązki religijne wykonywali wiernie. Mieli pięcioro dzieci i wpajali w nie zasady katolickie (…) [Ich] czwartym z kolei dzieckiem była Marianna, urodzona 25 lutego 1870 r. Piątym i najmłodszym była córka [pisząca te wspomnienia] Anna (…). Rodzice Marianny (…) mieszkali na przedmieściu Zduny. Dom był wynajęty i opłacali komorne (…) W domu urządzona była pracownia tkacka. Mieli trzy warsztaty tkackie, na których od wczesnego ranka do późna w nocy wyrabiano płótno. Na ścianach wisiały obrazy Pana Jezusa, Matki Bożej i świętych Pańskich. W rogu izby znajdował się nieduży ołtarzyk domowy z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, przed którym paliła się olejna lampka w środy, soboty i niedziele oraz we wszystkie święta Matki Bożej. [Najmłodsze córki] Marianna i Anna modliły się wspólnie. Zbierały się też i u koleżanek na modlitwy (…). Czytać i pisać dzieci uczyła matka. Do szkoły powszechnej w Zduńskiej Woli nie wszystkie dzieci mogły uczęszczać ze względu na wysoką opłatę. Dola tkaczy zduńskich była ciężka (…). [Marianna, późniejsza matka Świętego] miała w sobie ducha bogobojności i lubiła chodzić do kościoła. Na nabożeństwo majowe uczęszczała codziennie. Zdobyła domowe wykształcenie. Od dzieciństwa pracowała w domowym warsztacie tkackim. Chcąc pracę zaległą nadrobić, siedziała wieczorami przy warsztacie (…) Codziennie odmawiała różaniec na klęczkach. Wszyscy w rodzinie mieli różańce i szkaplerze Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny. Zwyczajnie odmawiano cały różaniec. Marianna była dziewczyną skromną i przykładną. Brała udział w weselach, ale zachowywała się przykładnie i bawiła się w granicach przyzwoitości i umiaru. Nieraz oświadczali się jej młodzieńcy, lecz nie chciała wyjść za mąż. Widocznie coś innego jej przyświecało. Z Juliuszem Kolbe, swym przyszłym mężem, zapoznała się przy kościele parafialnym w Zduńskiej Woli (…). Juliusz i Marianna Kolbowie po ślubie (…) zamieszkali w mieście [w Zduńskiej Woli], w wynajętym domu, przy ul. Browarnej 9. Tu przyszedł na świat najstarszy syn Franciszek (1892) i młodszy Rajmund – o. Maksymilian (1894). [W Zduńskiej Woli] Kolbowie prowadzili cztery warsztaty tkackie i mieli na utrzymaniu jednego czeladnika i dwóch terminatorów. Będąc jeszcze panną, przez pół roku pomagałam im w pracy tkackiej. Marianna Kolbowa zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowywaniem dzieci (…). W jej domu był zwyczaj, że codziennie oboje małżonkowie z czeladnikiem chodzili do kościoła, odległego o pół kilometra, na Mszę świętą na godzinę 8, a potem dopiero spożywali śniadanie. Czy latem czy zimą bez różnicy praktykowali ten zwyczaj. Juliusz Kolbe nie robił na warsztacie. Zajmował się przyjmowaniem materiałów od Żydów. Przynosił z miasta od fabrykantów żydowskich osnowę i wątek do warsztatów domowych, a potem gotowy materiał odnosił pracodawcom. Pracodawcę można było zmienić, gdyż praca i płaca nie były jednakowe. Nieraz sam fabrykant odmówił pracy (…). Poza pracą, związaną z dostawą materiału i odstawieniem towarów, Juliusz Kolbe uczył rzemiosła tkackiego, miał dozór nad warsztatami (…). W domu Kolbów życie było wzorowe. Małżonkowie dochowywali sobie wzajemnej wierności małżeńskiej, kochali się i nie było kłótni. Nikomu też z pracowników nie ubliżyli (…) Oboje (…) należeli do III Zakonu św. Franciszka. Codziennie rano i wieczorem odmawiali pacierz. Juliusz Kolbe nie palił papierosów i nie pił wódki (…) był rozmowny i wesołego usposobienia. Nigdy nie wyrządził nikomu najmniejszej krzywdy. W kościele i w domu klękał zawsze na oba kolana. Modlił się skupiony (…). Mieszkanie [w Zduńskiej Woli] było jednoizbowe: duża sala, a w niej warsztaty tkackie w jednym rogu, a w drugim kuchnia. Niewielka część sali była przegrodzona. Tam był pokoik Kolbów. W pokoiku znajdował się charakterystyczny ołtarzyk z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, krzyżyk stojący, posążki aniołów i lichtarze ze świecami. Lampka oliwna świeciła się przed ołtarzykiem w środy, soboty, niedziele oraz w uroczystości Matki Boskiej. Juliusz Kolbe odbywał piesze pielgrzymki do Częstochowy, które co roku wyruszały ze Zduńskiej Woli. Był Polakiem kochającym prawdziwie swoją ojczyznę. Cała praca i wszystkie jego zamiary skierowane były głównie na wychowanie i wykształcenie dzieci. Sam posiadał wykształcenie w zakresie szkoły powszechnej, podobnie jak jego żona Marianna. Dzieci uczyli pisać i czytać sami rodzice (…).

Comments are closed.