Tydzień liturgiczny

SIEDEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 25–30 VII 2011

PONIEDZIAŁEK:
2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28

Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: „Czego pragniesz?”. Rzekła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie”. Odpowiadając, Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”.

Zasypujemy Boga różnymi prośbami. I zawsze jesteśmy przekonani o ich słuszności, pewni, że ich spełnienie jest najlepszym rozwiązaniem przeżywanych trudności. Prośba matki synów Zebedeusza pokazuje, że można prosić, nie zdając sobie sprawy, jakie będą konsekwencje. Zwykle bowiem dostrzegamy skutek najbliższy. Brakuje nam wyobraźni, by spostrzegać skutki dalsze. Dlatego warto zaufać Jezusowi, bo tylko On nieomylnie przewiduje, co będzie w przyszłości.

WTOREK:
Wj 33,7–11; 34,5–9.28; Mt 13,36–43

Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Jezus najwyraźniej mówi o możliwości bycia odrzuconym. I rzecz ta rozgrywa się przy końcu świata. Tu nie można mieć wątpliwości. Tymczasem, co rusz pojawiają się spekulacje co do zbawienia wszystkich, sugerujące że niepodobna, by dobry Bóg kogoś potępił. Wiara w brak potępienia to naiwna wiara w naturalną dobroć człowieka, z założeniem, że nie jest on zdolny służyć złu z premedytacją. Prawdziwa wiara to ufność pokładana w miłosierdziu Bożym. Ufajmy dobroci człowieka roztropnie, ale dobroci Boga bezgranicznie.

ŚRODA:
Wj 34,29–35; Mt 13,44–46

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.

Wydaje się, że propozycja Jezusa nie za bardzo przystaje do współczesnego myślenia. Troszczymy się o wiele spraw, w tym także o sprawy Boga i Kościoła. I wszystko jakoś ma swoje miejsce w naszym życiu, poukładane na miarę naszych możliwości. Tymczasem Jezus pragnie, by życie nasze było poukładane nie tylko „jakoś” i nie tylko na miarę naszych możliwości. Trzeba je układać według wzoru Bożego. Stwórca musi być na pierwszym miejscu. Od Niego musi pochodzić każda nasza myśl i każdy czyn.

CZWARTEK:
Wj 40,16–21.34–38; Mt 13,47–53

Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili.

Znów powraca myśl o ostatecznym rozliczeniu człowieka. Dobre i złe ryby. Ryby użyteczne i nie użyteczne. Dobrzy i źli ludzie. A który człowiek jest użyteczny? Ryby ocenia rybak. Człowieka oceni boski Rybak, Zbawiciel. Nie jest On skory do odrzucania. Przeciwnie, pragnie, by każdy stał się użyteczny dla królestwa Bożego, dla Boga. Wciąż musimy się uczyć, że egoizm nas zabija, bo jest trucizną serca. I wciąż musimy się przekonywać, że dając – otrzymujemy.

PIĄTEK:
1 J 4,7–16; J 11,19–27

Wielu Żydów przybyło do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”.

Ludzie potrafią okazać współczucie i pocieszyć przygniecionych utrapieniem. Ale skutecznie rozwiązać problem może tylko Jezus. Gdy przybył do swych przyjaciół, uczestniczy w bólu całej rodziny, by po chwili wskrzesić zmarłego. Musiało to zrobić ogromne wrażenie, lecz ważniejsze było wzbudzenie wiary. Z czasem Łazarz umarł. Wiara pozostała skarbem do końca życia. Prosząc Jezusa o różne rzeczy, najbardziej ceńmy łaskę wiary.

SOBOTA:
Kpł 25,1.8–17; Mt 14,1–12

Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”.

Bezmyślna przysięga, cyniczna prośba, wreszcie okrutne spełnienie. Tak następuje eskalacja zła. Choć wydaje się, że początek był niewinny. Nie był niewinny, bo myśl przysięgi zrodziła się pod wpływem chwili opanowanej przez zmysły. Nie było namysłu, nie było pytania o słuszność, brakło zupełnie względu na Boga. Zagrały namiętności: pożądanie, ambicja oraz chęć zemsty. Nie wolno naiwnie zakładać, że zmysłowe reakcje nie mają wpływu na nasze decyzje.

ks. Roman Sławeński

 

 

Comments are closed.