Tydzień liturgiczny

OSIEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 1–6 VIII 2011

PONIEDZIAŁEK:
Lb 11,4b–15; Mt 14,22–36

Jezus przemówił się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i  zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”.

Czy życie nas, wierzących nie stałoby się o wiele prostsze, gdyby Jezus stał obok nas i zdecydowanym głosem mówił, co należy czynić? Wszystko byłoby bardziej przejrzyste, mniej kłopotliwe. Czyżby? Piotr też widział Jezusa i wyraźnie słyszał Jego głos. I ruszył w drogę po wodzie. Cóż z tego, gdy wiary wystarczyło tylko na kilka kroków. A potem było już tylko rozpaczliwe wołanie o ratunek. Wniosek: zanim zaczniemy słuchać Boga, prośmy o wiarę.

WTOREK:
Lb 12,1–13; Mt 15,1–2.10–14

Do Jezusa przyszli z Jerozolimy faryzeusze i uczeni w Piśmie z zapytaniem: „Dlaczego twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych?”. Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem. Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: „Słuchajcie i chciejcie zrozumieć: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym”.

Niekiedy mówimy o grzechu społecznym, strukturalnym, o warunkach determinujących ludzkie zachowanie. A często za tym kryje się usprawiedliwienie złych czynów, przerzucanie odpowiedzialności na innych. Tymczasem nie negując złych zewnętrznych wpływów, Jezus podkreśla odpowiedzialność konkretnych ludzi. Wiele może wpływać na nas, ale przede wszystkim to od nas zależy, co z naszego serca wypłynie. I dlatego jesteśmy za to odpowiedzialni.

ŚRODA:
Lb 13,1–2a. 25–14,1.26–29.34–35
Mt 15,21–28

A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”.

Kobieta kananejska – ileż musiało być w niej determinacji, by przyjąć ostatnie miejsce, nawet nie przy stole, lecz pośród szczeniąt… Jak mogła się na to zgodzić? Zgodziła się, bo wierzyła głęboko i całym sercem. I bardzo kochała. Jeśli wiara i miłość wypełniają serce człowieka, wówczas zewnętrzne okoliczności tracą na znaczeniu; w szczególności przeszkody przestają się liczyć, bo dzięki wierze znajdziemy zawsze właściwą odpowiedź, a miłość poprowadzi nas dalej mimo piętrzących się barier.

CZWARTEK:
Lb 20,1–13; Mt 16,13–23

Gdy przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. A oni odpowiedzieli: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Jezus zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.

Czemu miał służyć ten krótki przegląd opinii publicznej sprowokowany przez Jezusa? Bynajmniej nie było to jedno z modnych dziś badań sondujących poglądy ludzi, by ostatecznie pozostawić rzecz bez odpowiedzi. Musiało paść to najważniejsze pytanie: co wy o tym myślicie? Lecz nie chodziło tu bynajmniej o jeszcze jedną opinię. Chodziło o prawdę o Jezusie. Człowiek wierzący nie może stać się kolekcjonerem zasłyszanych opinii. Winien słuchać głosu swego sumienia, gdzie przemawia Bóg, by móc, wbrew różnym poglądom, zawsze pozostawać przy prawdzie.

PIĄTEK:
Pwt 4,32–40; Mt 16,24–28

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Naśladowanie Jezusa kryje w sobie nakaz, by przyjąć swój krzyż. Trudno bez drżenia w głosie wypowiadać słowa o przyjęciu krzyża. A jednak Jezus taką drogę nam wskazał. Droga krzyża jest bowiem jednym z tych wskazań Jezusa, które świadczą o Jego głębokim realizmie. Zmarnowalibyśmy życie, chcąc unikać przeciwności. Lecz gdy oswoimy się z ich obecnością, odkryjemy, że mogą stać się budulcem, który pozwoli nam wejść wysoko, bardzo wysoko…

SOBOTA:
Dn 7,9–10.13–14; Mt 17,1–9
ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO

Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.

Jezus zabiera apostołów na wysoką górę. W taki oto niecodzienny sposób ukazuje im ich apostolskie powołanie. Jako Jego uczniowie winniśmy każdego dnia wchodzić na wysoką górę ducha, by widzieć jaśniej codzienne sprawy, by rozpoznać wyraźniej Jego obecność i usłyszeć Jego słowo. Przecież zadaniem apostołów jest wskazywać drogę innym. Nie można tego wykonać inaczej. Im wyżej duchowo stoi apostoł, tym jaśniej widzi, tym pewniej naucza, skuteczniej służy. I jeszcze jedno. Apostoł to nie tylko ksiądz…

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.