Tydzień liturgiczny

DZIEWIĘTNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 8–13 VIII 2011

PONIEDZIAŁEK:
Pwt 10,12–22; Mt 17,22–27

Gdy Piotr wszedł do domu, Jezus uprzedził go mówiąc: „Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?”. Powiedział: „Od obcych”. Jezus mu rzekł: „A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie”.
Było dwunastu Apostołów, ale tylko za Piotra Jezus zapłacił podatek świątynny monetą, którą płacił za siebie. Tym samym postawił go tuż przy sobie, najbliżej siebie. Uprzywilejowany Piotr otrzymał potwierdzenie swego powołania. Co dopiero Apostoł wyznał, że Jezus jest Synem Boga, teraz jeszcze raz publicznie potwierdził to, niemal narażając się sługom świątyni stwierdzeniem, że syn nie płaci podatku. Piotr musi być pierwszy w odważnym wyznawaniu wiary w Jezusa. I my z nim.

WTOREK:
Oz 2,16b.17b.21–22; Mt 25,1–13

Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”.
Lampy symbolizują wiarę. Człowiek, który wierzy, odnajduje w swym sumieniu światło. Bywają jednak takie przygniatające sploty wydarzeń, że światła wiary zaczyna brakować. Co się stało? Brakło oliwy. Wiara, by świecić wystarczającym światłem, musi być karmiona modlitwą. Oliwa modlitwy podsyca płomień wiary. Nie wolno się dziwić, że gdy ktoś zaniedbując modlitwę, skarży się, iż to czy inne wymaganie Kościoła jest zbyt trudne. Po prostu brakło oliwy – modlitwy.

ŚRODA:
2 Kor 9,6–10; J 12,24–26

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Sługa idzie za swoim panem. Sługa Jezusa podąża tam, gdzie przebywał Mistrz. Fizycznie Jezus przebywał na ziemi palestyńskiej, lecz duchowo zawsze pozostawał w domu Ojca, bo Jego najgłębszym pragnieniem było pełnić Jego wolę. W rzeczywistości nie liczy się fizyczna przestrzeń. Decydująca o życiu jest przestrzeń duchowa, a tę tworzymy najpełniej, gdy nosimy w sercu pragnienie, by w naszym życiu spełniło się to, co zamierzył Bóg. A znakiem tego jest codzienna modlitwa w tej intencji.

CZWARTEK:
Joz 3,7–10a.11.13–17; Mt 18,21–19,1

Wtedy pan wezwał sługę przed siebie i rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?”. I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.
Przypowieść o niemiłosiernym słudze przypomina obowiązek odpowiadania miłosierdziem na otrzymane miłosierdzie. Jednym z obszarów miłosierdzia jest modlitwa. Tak naprawdę nie możemy dziś wiedzieć, ile dobra w naszym życiu powstało dzięki modlitwie innych. Tylko przez wiarę czujemy intuicyjnie, że modlitwa nieznanych osób, modlitwa Kościoła ciągle nam towarzyszy. Winniśmy więc starannie spłacać ten dług własną modlitwą za wszystkich swych dobroczyńców. Nie zaniedbujmy tego obowiązku.

PIĄTEK:
Joz 24,1–13; Mt 19,3–12

Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: „Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?”. On odpowiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”.
Nierozerwalność małżeństwa jest wielkim dobrem i zarazem bardzo wymagającym zadaniem. Bywa, że człowiek nie mając dość sił, by sięgnąć po coś cennego, wmawia sobie, że znalazł inne dobro, równie cenne. Stąd wielu doświadczając rozbicia w małżeństwie łudzi się, że znajduje później prawdziwą miłość. A przecież rozerwane małżeństwo jest zawsze znakiem bolesnej klęski. Bóg stając na straży nierozerwalności małżeństwa bynajmniej nie staje w poprzek ludzkiego pragnienia szczęścia. Więcej, wskazuje na wierność jako drogę do prawdziwego szczęścia.

SOBOTA:
Ef 1,3–6.11–12; J 19,25–27
ŚWIĘTO NMP KALWARYJSKIEJ

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.
Maryja na Kalwarii to Maryja uczestnicząca w męce swego Syna. Maryja współcierpiąca. Wychodząc na górę ukrzyżowania całym sercem niosła krzyż Jezusa i przeżywała Jego udręczenie. Dzień Maryi Kalwaryjskiej jest zaproszeniem, by za Jej przykładem rozpamiętywać mękę Syna Bożego. A to duchowe wędrowanie na drodze krzyżowej będzie dla nas szkołą prawdziwej miłości i odpowiedzialności ze swe czyny.

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.