Głupota i mądrość (21)

Samotność

Samotność jest groźna, gdy mijają dni, tygodnie i nikt nie zapuka do drzwi mieszkania i nikt nie zatelefonuje. To znak zamkniętego serca tego, kto czeka. Przechodzi przez życie i nie potrafi wyjść do innych. Kiedy go potrzebowali, on się nie zgłosił. Jak był młody i silny, nie potrzebował niczego i nikogo. Ale kiedy sił zabrakło, z racji choroby lub podeszłego wieku, nie było nikogo, aby się nim zainteresował. Ta samotność boli. Dziś samotnych przybywa. Bywa, że są to ludzie w pełni sił, a jednak bez towarzystwa, bez środowiska dobrych kolegów i koleżanek. Często jest to owoc ran otrzymanych w rodzinnym domu, gdzie zabrakło miłości do dziecka, i nie udało się z nim nawiązać kontaktu. Bywa, że zabrakło przygotowania dziecka do spotkania ze światem takim, jaki on jest. To uniemożliwia wejścia w kontakty z ludźmi. Dziś często jest to zmęczenie pracą zawodową. Ona blokuje czas i nie ma możliwości wyjścia do innych. Kohelet znał smak samotności i przed nią przestrzega:
I inną jeszcze widziałem marność pod słońcem: oto jest ktoś sam jeden, a nie ma drugiego, i syna nawet ni brata nie ma żadnego – a nie ma końca wszelkiej jego pracy, i oko jego nie syci się bogactwem: „Dla kogóż to się trudzę i duszy swej odmawiam rozkoszy?”. To również jest marność i przykre zajęcie (Koh 4,7n).
Praca człowieka dla innych posiada o wiele głębszy sens niż tylko dla siebie. Życie dla innych ma znacznie większą orbitę niż tylko dla siebie. Egoista kręci się wyłącznie wokół własnej osi. Ten, kto żyje dla innych należy do układów planet, jakimi są inni ludzie. Jeśli jest nastawiony na dobro innych, wówczas wokół niego kręcą się inni, to jest taki „układ słoneczny”. On swym sercem i energią ogrzewa – jak słońce – innych. Każda dobra rodzina jest takim układem słonecznym. Czasem jest on planowany tylko na jedno dziecko, a więc na jedną planetę. To znak ciasnoty myślenia i braku mądrości. Życie jest pełne niespodzianek, dziecko umiera i układ planetarny rodzinnych serc znika. Bywają rodziny liczące wiele dzieci i ich układy mają wiele planet. Tragedia jednej z nich nie niszczy układu, lecz ubogaca w przeżycia tajemnic cierpienia i śmierci, które należą do życia.
Jeśli człowiek nie jest tak twórczy, aby zakładać rodzinę, wchodzi w układy z innymi, bo wie, że wówczas wchodzi w orbity wzajemnych odniesień, które są o wiele bardziej twórcze niż kręcenie się wokół swej osi. On nie zachoruje na samotność.
Kohelet odsłania, prostymi słowami, wartość spotkania z innymi, mając na uwadze sytuacje trudne. Łatwiej je przeżyć w środowisku dobrych kolegów i koleżanek niż w samotności:
Lepiej jest dwom niż jednemu, gdyż mają dobry zysk ze swej pracy. Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego. Lecz samotnemu biada, gdy upadnie, a nie ma drugiego, który by go podniósł. Również, gdy dwóch śpi razem, nawzajem się grzeją; jeden natomiast jakże się zagrzeje? A jeśli napadnie ich jeden, to dwóch przeciwko niemu stanie; a powróz potrójny niełatwo się zerwie. Lepszy młodzieniec ubogi, lecz mądry, od króla starego, ale głupiego, co już nie umie korzystać z rad (Koh 4,9–13).
Razem łatwiej pracować. Razem łatwiej przeżywać własne potknięcia, bo można liczyć na pomocnika. Razem łatwiej nawet w skrajnej biedzie, gdy zabraknie ogrzewania. Doświadczali tego więźniowie obozów koncentracyjnych. Ogrzewali się wzajemnie. Razem o wiele bezpieczniej w spotkaniu z tymi, którzy atakują. Co dwu, to nie jeden. Różnicę, jaką dostrzega autor natchniony między samotnym a takim, który ma towarzyszy, ilustruje zestawieniem sznura i powroza. Sznur jest sam, powróz jest z kilku sznurów. Siła powroza jest o wiele większa niż sznura.
Trzeba sprawdzić ilu mamy towarzyszy i jak cenimy ich w swoim życiu. Kolega, na którego można liczyć, to skarb wielkiej wartości. Czy szkoła jest dziś miejscem dorastania i poszukiwania dobrych kolegów? Oni są o wiele cenniejsi niż wielka wiedza. W programach szkolnych skreślono wychowanie młodych do przyjaźni. To jeden z wielkich błędów.

ks. Edward Staniek

Comments are closed.