Droga ku wolności

O Polskę – moralne przedmurze Europy

Słowa Jasnogórskiego Ślubowania z 1956 roku się nie przedawniły (...) stoimy na progu nowej ich aktualności. Są aktualne w nowych warunkach – i w nowy sposób. (...) Trzeba nam stale wracać do tego ślubowania, tak jak dawniej pokolenia wracały do Ślubów Jana Kazimierza. Trzeba nam stale na nowo ponawiać rachunek sumienia z tych wszystkich zobowiązań, które w nich się zawierają. Są one podstawowe, dotyczą życia narodu, budują na prawie Bożym, które jest zarazem prawem wpisanym w ludzkie sumienie. Prawo to odczytują zarówno wierzący, jak i niewierzący. Nie co innego też, tylko to moralne prawo winno stanowić rzetelną podstawę ustroju i państwa, i życia społeczeństwa. Poszanowanie wolności ludzkich sumień to nie co innego, jak poszanowanie tego prawa, bez którego sumienia są chore i społeczeństwo nie może być zdrowe. bł. Jan Paweł II, 26 sierpnia 1990 roku

„Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny. Dokonało się dziś wielkie dzieło. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu” – pisał w klasztornej celi w Komańczy, więziony od trzech lat, Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński, 26 sierpnia 1956 roku. Tego dnia na Jasnej Górze, na nieobecnego Prymasa Polski oczekiwał pusty tron z wiązanką kwiatów, a milionowa rzesza wiernych, z udziałem 1500 kapłanów, składała napisane przez niego Jasnogórskie Śluby Narodu, których tekst przemycono z Komańczy. „Te słowa będą mówiły za mnie do ludzi. A ja będę mówić tylko do Ciebie – za nich. Modliłem się o największą chwałę Twoją na dziś. Chciałem ją zdobyć za cenę mej nieobecności” – notował Prymas Polski. Śluby Jasnogórskie pozostają jego testamentem, który nadal czeka na wypełnienie.
Nieprzebrane rzesze powtarzały za kolejnymi wezwaniami: „Królowo Polski: Przyrzekamy”, odnawiając tym samym królewskie śluby, złożone 300 lat wcześniej przez polskiego króla Jana Kazimierza we Lwowie, w czasie potopu szwedzkiego. Tłumy były tak ogromne, że w klasztornej kronice nazwano to nowym oblężeniem Jasnej Góry. Ludzie stali ściśnięci pod Szczytem, w parku i Alei Najświętszej Maryi Panny, wypełniając ją na 1,5 kilometra oraz innych przyległych uliczkach. Po zakończeniu uroczystości do przeora o. Jerzego Tomzińskiego podszedł ks. bp Zygmunt Choromański. Ukląkł przed zakonnikiem i powiedział: „Słuchaj, przepraszam, to jest cud. Ja nie wierzyłem”.
W tym czasie więzionego w Komańczy Prymasa odwiedziła Maria Okońska, jedna z „ósemek”, najbliższych współpracowniczek ks. kard. Wyszyńskiego. Założycielka Instytutu Prymasowskiego wspominała: „Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud. I dodał: Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół. A inny Niemiec powiedział: Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu”.

„Spod obcych sił i niedoli społecznej”

Już podczas uwięzienia Prymas zastanawiał się nad koncepcją przygotowań do obchodów Milenium Chrztu Polski, przypadających w 1966 roku. Był przekonany, iż wobec komunistycznego zniewolenia, Naród musi podjąć ogromny wysiłek odnowy moralnej i skupić się wokół Kościoła katolickiego oraz duchowej stolicy Polaków – Jasnej Góry, gdyż tylko tak będzie mógł przetrwać ten trudny czas. Ks. kard. Wyszyński wiedział, iż konieczna jest wieloletnia praca, aby wyrosło „nowych ludzi plemię”. W takie myślenie wpisywała się następnie nauka Ojca Świętego Jana Pawła II, wołającego dziesiątki lat później o „ludzi sumienia”.
U końca pierwszego, najbardziej dramatycznego, krwawego i naznaczonego terrorem okresu zmagań z komunistycznym zniewoleniem, Polacy mieli otrzymać „duchowy chleb i pochodnię – Jasnogórskie Śluby Narodu”, które miały dać im siłę na kolejne lata zmagań z ateistycznym systemem. „Zapaliliśmy wam pochodnię: Jasnogórskie Śluby! Nie stawiamy ich pod korcem ale na świeczniku, na miejscu wysokim, czyniąc je programem całej pracy duszpasterskiej Kościoła w Ojczyźnie naszej aż do Milenium, aby wszyscy, z każdego miejsca i ze wszystkich stron, mogli zobaczyć ich światło” – tłumaczył Prymas Tysiąclecia.
Tymczasem, genezę – jednego z najważniejszych dzieł Prymasa Tysiąclecia – wyjaśniał on w liście do przeora Jasnej Góry ojca Jerzego Tomzińskiego: „Myśl o odnowieniu Kazimierzowych Ślubów w ich trzechsetlecie zrodziła się w mej duszy w Prudniku. W pobliżu Głogówka, gdzie król i prymas przed 300 laty myśleli nad tym, jak uwolnić naród z podwójnej niewoli: najazdu obcych sił i niedoli społecznej. Gdy z kolei mnie przewieziono tym samym niemal szlakiem z Prudnika na południowy wschód, do czwartego miejsca mego odosobnienia, w góry, jechałem z myślą: musi powstać nowy akt ślubowań odnowionych! I powstał właśnie tam, na południowym wschodzie, wśród gór, tam został napisany i stamtąd przekazany na Jasną Górę”.
Już po uwolnieniu Prymas Wyszyński, podczas uroczystości ku czci św. Wojciecha 23 kwietnia 1957 roku, mówił: „W naszych Ślubowaniach, które nawiązują do Ślubów Królewskich, w Ślubowaniach całego Narodu mówimy, że chcemy stworzyć pomnik żywy, trwalszy od brązu. Będzie nim nasze życie chrześcijańskie. Zasady nowych Ślubów pragniemy wykuć nie w brązie, ale w żywych sercach, myślach, w woli i na dłoniach, aby Polska była chrześcijańska nie tylko z imienia, ale z wyznania, z wiary, z życia i czynu. By każdy z nas był chrześcijaninem nawet w drgnieniu swego serca, poruszeniu myśli i porywie woli”.

Odrodzenie Narodu i przemiana serc

Prymas nie poprzestał na jednorazowym akcie ślubów. Był to dopiero początek wielkiej pracy, aż do Milenium. Jeszcze w Komańczy, między 15 a 29 sierpnia 1956 roku, przygotował plan Wielkiej Nowenny, który wręczył biskupom Klepaczowi i Choromańskiemu, kiedy 29 sierpnia przybyli do więzionego Prymasa. Tak jak zwykle prosi się Boga o jakąś łaskę w dziewięciodniowej nowennie, tak Naród polski miał prosić o zachowanie wiary, zwycięstwo i wolność Kościoła, przez Wielką Nowennę dziewięcioletnią, trwającą do 1966 roku – do Tysiąclecia Chrześcijaństwa. Każdy rok Wielkiej Nowenny poświęcony był kolejnym przyrzeczeniom Ślubów Jasnogórskich. „Musimy (…) być w pełni świadomi tego, co stało się na Jasnej Górze, i tego, co się ma stać w naszych parafiach w maju przyszłego roku, jak również tego, do czego dążymy: gruntownej przemiany ducha Narodu przed Milenium” – pisał Prymas w „Apelu do duchowieństwa”.
Jasnogórskie Śluby zapoczątkowały wielki program religijnej i moralnej odnowy, mającej przygotować naród do Milenijnego Aktu Oddania Matce Bożej w 1966 roku. Jak podkreślał Prymas Tysiąclecia: „Zryw 26 sierpnia 1956 roku. Śluby Jasnogórskie, Wielka Nowenna to natchnienie Matki Najświętszej, jakby Jej macierzyńska dłoń wyciągnięta na ratunek swym dzieciom. Wyszła na Jasnogórskie wały w swym Cudownym Obrazie, przyjęła przyrzeczenia swych dzieci i teraz dalej prowadzi dzieło. To Ona prowadzi dzieło moralnego odrodzenia Narodu i przemiany serc”.
Prymas zamierzał bowiem oddać cały naród w niewolę za wolność Kościoła w Polsce i na całym świecie, co było zupełnie nową ideą. Dotychczas praktykowano jedynie osobiste oddanie się Matce Bożej w niewolę, tak jak to czynili wcześniej m.in. św. Ludwik Grignon de Montfort, św. Maksymilian Kolbe i sam ks. kard. Wyszyński w Stoczku Warmińskim, 8 grudnia 1953 roku. „Mamy tu do czynienia z nawiązaniem do historycznej roli Polski jako przedmurza chrześcijaństwa w Europie. Niegdyś chodziło o przedmurze w walce orężnej, gdy król Jan III Sobieski bronił Wiednia przed nawałą turecką. Teraz chodziło o przedmurze w sensie moralnym, o przedmurze kultury europejskiej wyrosłej z gleby grecko-rzymskiej i treści chrześcijaństwa” – pisał biograf ks. kardynała Wyszyńskiego, Andrzej Micewski.
Akt milenijnego oddania w niewolę Maryi miał być zwieńczeniem długiej, dziewięcioletniej drogi, rozpoczętej odnowieniem ślubów królewskich – już nie tylko samego króla, ale całego wierzącego narodu – i wielkiej nowenny. Był to plan duchownej pracy nad odnową religijną i moralną narodu.

Comments are closed.