Powołanie

Życie moje musi iść drogą Maryjną

Pomnik Prymasa Wyszyńskiego przed katedrą w Łomży, gdzie w latach 1915–1917 uczęszczał do Gimnazjum im. Piotra Skargi

„W domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego jedna jest czarna, a druga – biała. (…) Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy [w Wilnie]. Razem się potem schodzili w nadbużańskiej wiosce, gdzie urodziłem się i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek” – wspominał swe dziecięce lata późniejszy Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński.
Z domu rodzinnego w Zuzeli nad Bugiem – „na styku Podlasia z Mazowszem” – wyniósł żarliwą pobożność, wzorem nie tylko rodziców, ale i sąsiadów. „Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać, żadną miarą, niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą”. Ten

fot. Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kard. Wyszyńskiego w Warszawie

świat, w którym dorastał, nauczył młodego Stefana – który w wieku dziewięciu lat stracił matkę – głębokiej wiary, szczególnej czci do Matki Bożej, szacunku do ludzkiej pracy, miłości do Ojczyzny. W wieku dziesięciu lat dostał od ojca, zakazaną w zaborze rosyjskim, książkę ukazującą historię Polski w 24 obrazkach. „Wcześnie poznałem (…) dzieje naszego Narodu ciągnące się przez tysiąc lat, aż do dziś dnia, wszczepiające się w krew, w myśli i serce człowieka, nie dające się od niego oderwać”.

Soli Deo per Mariam

W tym czasie zaczęło w nim dojrzewać także powołanie do kapłaństwa. „Uważałem, że to jest jedyna droga dla mnie, nie może być innej”. Dlatego już w wieku 16 lat przeniósł się do Liceum św. Piusa X we Włocławku, będącego zarazem Niższym Seminarium Duchownym, tam też wstąpił do Wyższego Seminarium. W swoje 23. urodziny przyjął święcenia kapłańskie  w kaplicy katedralnej Matki Bożej, bazyliki włocławskiej. Stało się to możliwe dzięki uzdrowieniu z ciężkiej choroby przed cudownym obrazem Matki Bożej w Licheniu. Wygląd kandydata na kapłana nie wzbudził zaufania zakrystiana, który powiedział do przyszłego Prymasa Polski: „Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń”.
Mszę świętą prymicyjną ksiądz Wyszyński odprawił przed cudownym obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze:  „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej, jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii”. Za swoje zawołanie przyjął dewizę Soli Deo per Mariam (samemu Bogu przez Maryję).
W następnych latach, poza licznymi obowiązkami duszpasterskimi, rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych, gdzie uzyskał stopień doktora. Tam też poznał księdza Władysława Korniłowicza, swojego duchowego ojca: „Nosiłem się z zamiarem wstąpienia do zakonu paulinów i poświęcenia się pracy wśród pielgrzymów. Ojciec Korniłowicz, mój kierownik duchowy, oświadczył mi, że to nie jest moja droga. Ale nie przestałem myśleć, że życie moje musi jednak iść drogą maryjną, jakkolwiek by płynęło” – wspominał.
Poświęcił się także pracy społecznej, m.in. wśród robotników, ratując ich przed zejściem na manowce bolszewizmu. Poznał dokładnie jego zgubne zasady (m.in. napisał „Wpływ bolszewizmu na inteligencję polską”). W latach trzydziestych liczba inicjatyw, w które był zaangażowany, jest imponująca. Aktywnie działał w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych, prowadził działalność oświatową, kierował Sodalicją Mariańską, był redaktorem naczelnym „Ateneum Kapłańskiego”, członkiem Rady Społecznej przy Prymasie Polski, publikował dziesiątki artykułów.
Po wybuchu II wojny światowej Diecezja Włocławska poniosła najliczniejsze straty wśród duchowieństwa – połowa jej kapłanów, na czele z bł. ks. bp. Michałem Kozalem, została wymordowana przez Niemców. Właśnie ks. bp Kozal nakazał ks. Wyszyńskiemu opuszczenie Włocławka. Zdążył wyjechać i ukryć się nim przyszło po niego gestapo. Przebywał m.in. na Lubelszczyźnie, gdzie opiekował się niewidomymi dziećmi, prowadził tajne nauczanie. Następnie został kapelanem Zakładu dla Niewidomych w Laskach pod Warszawą. Był także kapelanem Armii Krajowej. Po zakończeniu wojny wrócił do Włocławka, gdzie został rektorem Wyższego Seminarium Duchownego, zakładał także tygodnik „Ład Boży”.
W święto Zwiastowania Pańskiego 1946 roku ksiądz Wyszyński dowiedział się od kardynała Augusta Hlonda, że papież Pius XII mianował go biskupem, ordynariuszem lubelskim. Dwa lata później, 12 listopada 1948 roku, w uroczystość Pięciu Polskich Braci Męczenników, został arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim i  Prymasem Polski. „Nie czułem się przygotowany do tak odpowiedzialnej pracy, zwłaszcza w dwóch archidiecezjach, i to odległych, mających odmienne właściwości, z którymi trzeba się było liczyć. Do takiej pracy niewątpliwie potrzebna była światłość. Nie mówię, że to jest mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie, mówił: Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”.

Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce…

Podczas ingresu powiedział: „Nie jestem ci ja ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem ani reformatorem. Natomiast jestem ojcem waszym duchowym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa. Posłannictwo moje jest kapłańskie, pasterskie, apostolskie, wyrosłe z odwiecznych Bożych myśli, ze zbawczej woli Ojca, dzielącego się radośnie szczęściem swoim z człowiekiem. Zadaniem moim jest: chrzcić, bierzmować, konsekrować, święcić, ofiarować, nauczać i sądzić. Niosę wam światło Chrystusowe i wołam do wszystkich – do was, kapłani, i do was, domownicy wiary: pomóżcie mi wydźwignąć w dom nasz pochodnię Bożą i umieścić na wysokim miejscu, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu, aby rozświeciła mroki i zakątki umysłów i serc, aby Naród, który jeszcze w ciemności siedzi, ujrzał światłość wielką”.
W swej pierwszej podróży udał się na Jasną Górę, po czym – w tym najtrudniejszym i najbardziej krwawym czasie komunistycznej niewoli – rozpoczął pełnienie swej prymasowskiej posługi. Broniąc Kościoła i narodu szedł również na kompromisy, aby ratować resztki jego deptanych praw. W 1953 roku wraz z Episkopatem wydał słynny list, który stał się jednym z powodów jego uwięzienia.
„Kościół będzie bronić wolności kapłaństwa, nawet za cenę krwi. Gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: Nie wolno! (Non possumus)”. Przewidując, że może stracić wolność mówił: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Tego dowiódł w czasie swego trzyletniego uwięzienia i przez następne kilkadziesiąt lat swej prymasowskiej posługi.

Comments are closed.