Ludzie

Szczęśliwi mimo wszystko

Szczęśliwi małżonkowie (fot. arch. rodzinne)

Poznali się pięć lat temu na turnusie rehabilitacyjnym w Modlniczce koło Krakowa. Ewa była pełna obaw, Józek od razu, gdy ją zobaczył, postanowił: to będzie moja przyszła żona. Od dwu lat Ewa i Józef Żakowie są małżeństwem. Mieszkają w Myślenicach. Do pełni szczęścia brakuje im własnego dachu nad głową.

Zwykła historia młodego małżeństwa? Jest jednak jeden szczegół – Żakowie są osobami niepełnosprawnymi. Ewa z chorobą Heine-Medina, Józef choruje na astmę i ma problemy z dyskopatią. W październiku ub.r. byli gośćmi realizowanego przez Annę Dymną programu „Spotkajmy się”, poświęconego problemom osób niepełnosprawnych.

Dzieciństwo znaczone szpitalami

Ewa urodziła się w podtarnowskich Janikowicach, jako zdrowe dziecko. Jest najstarsza z pięciorga rodzeństwa. Kiedy miała 3 miesiące została zaszczepiona na Heine-Medina. Prawdopodobnie wówczas niewyleczona infekcja spowodowała, że został jej wszczepiony wirus tej choroby. Zaczęła chodzić, gdy miała 1,5 roku, ale jej mięśnie słabły. Gdy miała dwa i pół roku trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka. Jako czteroletnia dziewczynka poruszała się już tylko na kolanach. Wreszcie postawiono diagnozę: wirus Heinego-Medina uszkodził jej układ nerwowy. Odtąd jej życie znaczone było długimi pobytami w szpitalach i prewentoriach oraz krótkimi pobytami w domu.
– Bardzo tęskniłam za mamą i siostrami – zwierza się Ewa. – Jak miałam sześć lat, mama zawiozła mnie do Specjalistycznego Ośrodka Rehabilitacyjno-Ortopedycznego dla Dzieci i Młodzieży na Bystrem w Zakopanem [obecnie Klinika Ortopedii Collegium Medicum]. Tam robili mi operacje nóg – wycinki mięśniowe. Miesiąc miałam nogi w gipsie.
W tymże ośrodku Ewa ukończyła szkołę podstawową. Podczas krótkich pobytów w rodzinnym domu była nauczana indywidualnie. Potem trafiła do Konstancina, gdzie przebywała do 16 roku życia. Mimo propozycji pozostania w Warszawie, gdzie mogła łączyć pracę i rehabilitację, postanowiła wrócić do rodzinnej wsi. – Zawsze człowieka ciągnie do domu, brakowało mi sióstr, mamy. Z drugiej strony na wsi człowiek niepełnosprawny jest zamknięty w czterech ścianach. A ja zawsze chciałam być między ludźmi – zwierza się.
Ewa lubi czytać, lektura powieści inspirowała jej wyobraźnię. Jednak prawdziwe okno na świat otworzył jej Internet. Dzieliła się swoimi doświadczeniami na Internetowym Portalu Osób Niepełnosprawnych (IPON). Poznała wielu przyjaciół. Zawsze jednak brakowało jej bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami.
Od 18 roku życia jeździła na turnusy rehabilitacyjne do szpitala uzdrowiskowego „Excelsior” w Iwoniczu-Zdroju. W 2006 roku „wyłamała się” i postanowiła pojechać w inne miejsce – mając do wyboru Iwonicz, Ustrzyki i Modlniczkę koło Krakowa, wybrała tę ostatnią. Tam spotkała swoje szczęście – Józefa.

Miłość od pierwszego wejrzenia

– Jak tylko ją zobaczyłem, zaraz sobie pomyślałem: to będzie moja przyszła żona – uśmiecha się na to wspomnienie Józek. Było to pod koniec maja 2006 roku.
Józef Żak trafił na rehabilitację do Modlniczki po operacji kręgosłupa. Wcześniej, podobnie jak Ewa, nie miał łatwego życia. Urodził się w Myślenicach. Od dziecka choruje na astmę. Ma też uszkodzenie słuchu, nosi aparat. Naukę w podstawówce dzielił między rodzinne miasto i szkoły funkcjonujące w sanatoriach. Szkołę zawodową ukończył w Otwocku. W wyuczonym zawodzie kaletnika pracował w rodzinnym mieście. Potem jako pracownik fizyczny w Telefonice. – Jak mnie zwolnili, zacząłem pracować w Spółdzielni Mieszkaniowej „Zorza”. Wtedy wyskoczył mi dysk – opowiada Józef.
Po operacji kręgosłupa miał czekać w domu na miejsce w ośrodku rehabilitacyjnym. Wtedy pomógł mu ks. Mirosław Żak (zbieżność nazwisk przypadkowa!). W Modlniczce Józek był na dwu turnusach po 5–6 tygodni. Tam „wypatrzył” sobie żonę. Zauroczył go jej uśmiech. – Ewunię Bóg mi zesłał – wzrusza się Józef.
Ewa początkowo broniła się przed znajomością z Józkiem. Próbowała go nawet „swatać” z koleżankami. – Wypychała mnie do innych dziewczyn – śmieje się Józek. On jednak był nieustępliwy. Po powrocie do Myślenic przyjeżdżał do niej w odwiedziny do Modlniczki. – Walczyłem o nią jak lew – wspomina patrząc z miłością na żonę. Potem spotkali się w Tarnowie. Józek „nie odpuszczał”. Przejechał nawet 100 km na rowerze z Myślenic do Tarnowa, żeby oświadczyć się Ewie. Załatwił jej też rehabilitację w szpitalu w Myślenicach i wynajął dla niej mieszkanie, byle tylko częściej ją widywać. Opiekował się nią i czuwał przy jej łóżku, gdy trafiła do szpitala po bezdechu. (Ewa ma płytki oddech, dusi się w małych pomieszczeniach, może się zachłysnąć nawet odrobiną jedzenia czy płynu). Tą dobrocią ujął jej serce. – Pomyślałam: Boże, jeśli postawiłeś go na mojej drodze, to widocznie tak miało być – podkreśla Ewa.

Nigdy Cię nie opuszczę…

Choć ich rodziny z początku obawiały się, czy ich związek ma przyszłość, w końcu dały się przekonać. Niektórzy obawiali się, czy ze strony Józka nie jest to tylko litość, a nie miłość. Jednak młodzi pokonali wszystkie trudności. W 2009 r. odbyły się zaręczyny, a wkrótce także ślub. Wcześniej pojechali na Jasną Górę, by Matce Najświętszej zawierzyć swą wzajemną miłość „mimo wszystko”. – Od czwartej rano czekaliśmy na odsłonięcie Cudownego Obrazu – wspominają. – Prosiliśmy, by Boża Matuchna nam błogosławiła.
15 sierpnia 2009 roku w małym drewnianym kościółku w Myślenicach przysięgali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską – aż do śmierci. Dzięki pomocy rodziny i przyjaciół wyprawili nawet niewielkie wesele. Okazyjnie udało się im nabyć białą suknię, specjalnie dopasowaną do sylwetki Ewy i białe buciki – komunijne, w rozmiarze stopek panny młodej. Ewa wyglądała prześlicznie.

Wspólne życie

Małżeństwo otworzyło nowy rozdział w życiu obojga. Ewa cieszy się, że ma dostęp do rehabilitacji na co dzień. Inwalidzkim skuterkiem, otrzymanym osiem lat temu z PFRON-u, jeździ po zakupy i na rehabilitację. Pierwszy raz była w kinie dopiero w Myślenicach. – Myślałam że jestem w kosmosie – śmieje się Ewa. Marzy o wyjściu do teatru, gdzie jeszcze nigdy nie była.
Żakowie nie mają własnego mieszkania. Wynajmują u dobrych ludzi pokój z używalnością kuchni. Swoją mają tylko lodówkę i używane meble, kupione za pieniądze otrzymane w prezencie ślubnym. Złożyli w Urzędzie Miasta wniosek o przydział mieszkania komunalnego. Są na liście 40. rodziną oczekującą na przydział własnego lokum. Obecnie remontowany jest dom, będący w gestii Urzędu Miasta, gdzie urządzane są mieszkania dla trzech rodzin. Z będącego na parterze garażu wydzielono pokoik z kuchnią i łazienką. Wymarzone dla Żaków 40 metrów kwadratowych! Czy znajdzie się tam dla nich miejsce?

Ufność w Bogu i dobrych ludziach

Żakowie mają nadzieję, że tak, zwłaszcza że po udziale w programie „Spotkajmy się” zyskali orędowniczkę ich sprawy w osobie Anny Dymnej. Jednak najbardziej zawierzyli Bogu i Matce Najświętszej. W ubiegłym roku byli na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę, by podziękować Maryi za otrzymane łaski i ponownie się Jej zawierzyć. Ewa po raz drugi, Józek już po raz 10. Ale pierwszy raz wspólnie. W tym roku również powędrowali na Jasną Górę z Pieszą Pielgrzymką Krakowską. Józek udziela się jako wolontariusz. Lubi pomagać ludziom. Z przekonaniem podkreśla, że tak go mama nauczyła, a także „osoby sprawne inaczej”.
Swoją obecnością zmieniają mentalność otoczenia. Są rozpoznawalni nie tylko w Myślenicach. Dzięki przyjacielowi z Bochni, który podarował im samochód, mogą podróżować. – Marek powiedział, że mam wozić Ewunię i pokazywać jej świat – opowiada Józef. Ewa jest oczarowana poznawanymi miejscami. Gdy pytam ją, co chciałaby zobaczyć, mówi że pragnie pojechać do Lichenia. Dalej do Asyżu i do Lourdes. Józek na to samo pytanie odpowiada: – Gdzie Ewusia tam ja. – I przytula z czułością żonę.
Żakowie utrzymują się z renty Ewy i dorywczej pracy Józka. On sam od października zamierza podjąć naukę w liceum wieczorowym. W przyszłości pragnie pracować jako opiekun niepełnosprawnych. Oboje należą do programu „Feniks” – Skrzydła Aktywizacji Zawodowej. Ewa chciałaby pracować przez Internet.
Małżonkowie należą do wspólnoty Domowego Kościoła w Jaworniku. Ewa wcześniej była we wspólnocie Wiara i Światło, z którą jeździła na oazy. Józek też był oazowiczem. Wspólnie modlą się o pogodę ducha, „aby mogli godzić się z tym, czego nie mogą zmienić”. Brak własnego mieszkania szczególnie im doskwiera. Podkreślają jednak, że z pomocą Bożą i dzięki życzliwości ludzkiej pokonają trudności. Ich postawa buduje, a pogoda ducha „mimo wszystko” udziela się tym, którzy ich spotykają.

Maria Wyrwa

Comments are closed.