Historia we wspomnieniach

Nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu

„Halo, tu Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Dziś o godzinie 4.45 oddziały niemieckie przekroczyły granicę Polski łamiąc pakt o nieagresji” – o świcie 1 września 1939 roku komunikat ten usłyszały miliony Polaków. Rozpoczęła się II wojna światowa. 17 września Związek Sowiecki dokonał agresji na Rzeczpospolitą. Losy Polski zostały przesądzone. Przez kilkanaście dni walczyły jeszcze pojedyncze punkty oporu. Warszawa skapitulowała 28 września, następnego dnia twierdza Modlin, 2 października Hel. 6 października, pod Kockiem, po ostatniej bitwie kampanii wrześniowej – walcząc z Niemcami i Sowietami – broń złożyli żołnierze gen. Franciszka Kleeberga. We wrześniu 1939 roku zginęło 70 tys. żołnierzy i oficerów, 130 tys. odniosło rany. W niemieckiej niewoli znalazło się 400 tys. Polaków, w sowieckiej 200 tys. Polacy nie poddali się. Nie ucichły jeszcze wystrzały bitew, gdy powstawały pierwsze konspiracyjne struktury Służby Zwycięstwu Polsce – organizacji mającej kierować podziemną walką z najeźdźcami. Poniżej przedstawiamy fragmenty „Relacji o działalności Polskiego Radia w obronie Warszawy” jego pracownika Józefa Małgorzewskiego, zamieszczone w „Cywilnej obronie Warszawy we wrześniu 1939 roku”.

Po północy rozeszliśmy się do domów – zostali tylko dyżurni, 1 września o siódmej trzydzieści zbudził mnie dzwonek budzika. Wstałem, włączyłem odbiornik i zacząłem się golić. Speaker Zbigniew Świętochowski kończył jakiś tekst. „A teraz nadamy państwu komunikat specjalny” – zapowiedział. Kilka sekund przerwy i nagle mój własny głos z płyty. „A więc wojna…”.
Popędziłem na Zielną. Tam rozdano nam maski przeciwgazowe i polecono natychmiast jechać na lotnisko, celem nagrania na płyty reportażu dźwiękowego, bowiem, jak się dopiero w radio dowiedziałem, niemieckie eskadry zrzuciły bomby na Okęcie, a poza tym jeszcze na 35 miast Polski. Straty podobno były duże w ludziach i w budynkach, a największe w samolotach, bo Niemcy zbombardowali również wiele lotnisk. Bomb na Okęcie zrzucono kilkanaście. Ze zdziwieniem, ale bez lęku, oglądaliśmy olbrzymie leje powstałe po wybuchach. Z reportażu nic nie wyszło, bo żołnierze z obrony przeciwlotniczej i robotnicy warsztatowi byli tak zaszokowani, że nie mogli skleić nawet paru zdań. „Piekło przeżyliśmy” – powtarzali. Rannych i zabitych już zabrano z lotniska. (…) W sobotę rano, 2 września, zawyły syreny alarmowe, z głośników popłynęło wołanie: „Ogłaszam alarm lotniczy dla miasta Warszawy…”. Ale zaledwie zbudzeni nagle mieszkańcy zdążyli zbiec do schronów – alarm odwołano. Z głośników popłynęły jakieś dziwne, niemal kabalistyczne zdania: „Uwaga, uwaga, przeszedł. Ko – ma 36…”. To „Ko – ma” powtarzano najczęściej i długo jeszcze, już po upadku Warszawy, dźwięczały nam w uszach te słowa.
W ciągu dnia niemieckim eskadrom lotniczym, mimo silnej obrony przeciwlotniczej, udaje się dwukrotnie dotrzeć do stolicy. W południe zrzucają bomby na mosty – szczęściem niecelnie, po południu – na teren Dworca Wschodniego. Są zabici i ranni. Wiele budynków w pobliżu mostu Poniatowskiego zostaje rozbitych przez bomby. Nastrój w mieście dość dobry. Nie widać lęku ani grozy, raczej zaciętość, wolę oporu, odwetu.
***
9 września rozpoczęło się regularne oblężenie Warszawy. Poprzedzone nalotem bombowców, z których parę strąciła nasza obrona przeciwlotnicza, zaczęło się potężne natarcie 4 niemieckiej dywizji pancernej. (…) O 12-ej, po nadaniu sygnału czasu, przemówił Komisarz Cywilny Obrony Warszawy Stefan Starzyński. Wzywał pracowników instytucji użyteczności publicznej, aby stawili się do pracy. Apelował do kupców o otwarcie sklepów, uspokajał mieszkańców. Mówił o konieczności pomocy policji w utrzymaniu porządku, przypomniał o konieczności gromadzenia wody i piasku dla gaszenia pożarów. Wreszcie w zakończeniu zapowiedział, że będzie przemawiał przez radio codziennie, a jeśli zajdzie potrzeba i częściej, informując o wszystkich ważnych sprawach.
***
Chcąc dopomóc żołnierzom walczącym w obronie Warszawy, a równocześnie wciągnąć ludność do aktywnej walki z wrogiem – prezydent Starzyński ogłosił zaciąg do Batalionu Ochotniczego Obrońców Warszawy. Był 15 września – siódmy dzień oblężenia Warszawy. „Potrzeba 600 ochotników – wołał Starzyński – jestem pewny, że się zgłosicie, Warszawa wam tego nie zapomni. Punkt zbiórki naznaczam za godzinę przed pałacem Mostowskich. Do zobaczenia!” Kiedy wychodził ze studia otoczyliśmy go: ja, Lewicki, inż. Pilecki, speaker Kunstman, technik Gębczyński i Adam Wysocki, prosząc o przyjęcie do Batalionu. Starzyński zdziwił się bardzo: „A kto będzie w radio? Kto was tutaj zastąpi? To przecież wasz najważniejszy posterunek. Nie chcę o tym nawet słyszeć. To by była prawie dezercja. Do Batalionu może iść każdy. Nie potrzeba specjalnych kwalifikacji, żeby utrzymać karabin. A zresztą zależy mi głównie na młodzieży. Dziękuję wam za gotowość, ale w żadnym razie się nie zgadzam. Powinniście być dumni, że przypadł wam w udziale zaszczyt walki na tak ważnej pozycji”.
Pojechaliśmy z Gębczyńskim jego motocyklem przed pałac Mostowskich. Ochotników zgłosiło się kilka tysięcy i wszyscy chcieli być przyjęci. Lecz Starzyński był stanowczy. – „Dziękuję wam – powiedział – ale potrzebuję tylko sześciuset. Jak będzie potrzeba więcej – powołam was”.
***
Ukazał się sygnał „uwaga” i zaraz potem czerwone światło. Zapowiedziałem: „Hallo, uwaga, hallo, uwaga. Tu Warszawa II. Przemówi za chwilę Komisarz Cywilny Obrony Warszawy major Stefan Starzyński” – dałem znak ręką prezydentowi i dyskretnie opuściłem studio. Wszedłem do inspektoratu. – „Znów Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesiątki tysięcy pocisków – chrypiał Starzyński – zrzucili tysiące bomb burzących i zapalających. Setki domów w ruinie. Płoną kościoły i zabytkowe pałace. Giną bezcenne dzieła sztuki. Stokroć gorsze straty ponosimy w ludziach. Giną kobiety i dzieci. Giną uczeni, lekarze i artyści. Szpitale zapełnione rannymi. Nie nadążamy grzebać naszych poległych na cmentarzach. Cmentarze są wszędzie: w ogrodach i na dziedzińcach ulicznych. Na każdym skrawku ziemi wyrastają nowe krzyże. Brak nam trumien. Poległych i zmarłych grzebiemy wprost w ziemi. A ile bezimiennych, zbiorowych grobów przybywa codziennie pod gruzami domów zwalonych bombami. Brak nam lekarstw i środków opatrunkowych, brak w wielu miejscach wody, światła i gazu. – A jednak bronimy się. Nie traci ducha żołnierz na barykadach, nie tracą ducha mieszkańcy, bez przerwy, bez odpoczynku pracują dzień i noc robotnicy wodociągów, elektrowni, gazowni i telefonów, uruchamiając i reperując zniszczone przewody. Osamotniona stolica Polski – Warszawa daje bohaterski odpór wszelkim atakom wroga na lądzie i w powietrzu. Ale wy, co robicie wy, nasi sprzymierzeńcy, którzy przyrzekaliście nam pomoc, którzy przyrzekaliście stać przy nas w doli i niedoli. Już po raz drugi zapytuję: co robicie, żeby wypełnić zobowiązania? Zapytują zabici i umierający. Zapytują o to kobiety i dzieci umęczonej Polski, umęczonej Warszawy… Czekamy na waszą odpowiedź. Czekamy na wasze czyny. A wy, zbrodniarze spod znaku splugawionego krzyża, pamiętajcie, że jest sprawiedliwość dziejowa, która zapłaci za naszą mękę, za nasze łzy, za naszą krew, za nasze krzywdy. Pamiętajcie…”.
***
O zmierzchu przyjechał Starzyński. Nie wiedzieliśmy, że będzie to jego ostatnie przemówienie. „Warszawa płonie – mówił z bólem – Warszawa, bombardowana bez przerwy z powietrza i z ziemi, zamienia się w rumowisko gruzów. Nie mamy światła, nie mamy wody, nie mamy żywności. Sześćdziesiąt tysięcy zabitych, sto tysięcy rannych – oto rezultat straszliwej furii najeźdźcy. Dzisiaj Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesięć wagonów amunicji. Możecie, cholery, wystrzelać dziesięć razy więcej, a Warszawy i tak nie zdobędziecie, gdyż nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu. Po raz ostatni odwołuję się do naszych sojuszników. Już nie proszę o pomoc. Na to już nie czas. Żądam pomsty. Za spalone kościoły, za zniszczone zabytki, za łzy i krew niewinnie mordowanych, za mękę rozrywanych bombami, palonych ogniem pocisków fosforowych, uduszonych w zawalonych schronach i piwnicach. A wy, zbrodniarze, barbarzyńcy, którzy napadliście na nasz kraj niosąc z sobą pożogę i śmierć – wiedzcie o tym, że istnieje sprawiedliwość, że istnieje sąd, przed którym wszyscy stanąć musimy, aby zdać sprawę i ponieść odpowiedzialność za nasze czyny. Niech wszystkie stacje radiowe, a zwłaszcza stacje francuskie, które nas słyszą, powtórzą całemu światu: Warszawa się broni, Warszawa walczy. Jeszcze Polska nie zginęła!”. (…)
Zadanie zatrzymania jak najdłużej sił niemieckich w Polsce zostało wykonane. Dalsza obrona Warszawy wobec wyczerpania się amunicji i żywności, wobec braku światła i wody – była bezcelowa. Pertraktacje kapitulacyjne zaczęły się 27 września o godz. 10. Po południu tylko tu i ówdzie słychać było pojedyncze strzały. Wieczorem wszystko ucichło…

„Cywilna obrona Warszawy we wrześniu 1939 roku”,
opr. L. Dobroszycki, M. Drozdowski, M. Getter,
A. Słomczyński, Warszawa 1965.

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.