Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 5–10 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
Kol 1,24–2,3; Łk 6,6–11

W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę… Jezus rzekł do nich: „Pytam was, czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? Życie ocalić czy zniszczyć?”. I Spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi.
Dlaczego Kościół ciągle ma zagorzałych przeciwników? Wszak mówi o miłości, pokoju, pojednaniu i przebaczeniu. Także o godności człowieka. Równie dobrze można zapytać: dlaczego Jezus ma przeciwników zwalczających Go za wszelką cenę? No cóż, takie są okoliczności naszego życia. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zakwestionuje najbardziej oczywiste dobro. Ale czy z tej przyczyny można poniechać kolejnego dobra? Nie, bo w tym byłaby nasza klęska.

WTOREK:
Kol 2,6–15; Łk 6,12–19

Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu, przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swoich chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.
Tylu zachwyconych, uradowanych, uszczęśliwionych, bo odzyskali zdrowie, pokój serca, siły. Każdy pragnie skorzystać z błogosławionej obecności Proroka. Żeby tylko Go dotknąć… Czy dziś możemy dotknąć naszego Pana? Tak, o ile postępujemy za wiarą, a nie za własnymi upodobaniami. Nic tak nie niszczy duszy ludzkiej jak samowola, uległość wobec zachcianek, nieopanowane emocje. Gdy zauważymy choćby w najmniejszym stopniu wspomniane postawy, winniśmy wracać do Jezusa i szukać u Niego uzdrowienia.

ŚRODA:
Kol 3,1–11; Łk 6,20–26

W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się, bo wielka jest wasza nagroda we niebie”.
Ubodzy, głodni, płaczący, prześladowani – ten rodzaj szczęścia wydaje się mało realny. A jednak jest możliwy. Rzecz nie w tym, by szukać ubóstwa, głodu, płaczu czy prześladowań dla nich samych. Trzeba z prostotą akceptować zwyczajne zdarzenia wypełniające codzienność. Błędem jest szukać czegoś innego niż to, co nas spotyka, by zbudować trwałą jedność z Bogiem. Albo będziemy z Bogiem dziś, w danej nam codzienności, albo wcale.

CZWARTEK:
Mi 5,1–4a; Rz 8,28–30; Mt 1,1–16.18–23
ŚWIĘTO NARODZENIA NMP

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza.
To tylko niewielka część przodków Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który zechciał stać się człowiekiem. Imiona wypisane niemal jednym pociągnięciem pióra – jedno za drugim. Bynajmniej nie jest to lista najświętszych, najsprawiedliwszych, najczystszych czy też najdoskonalszych członków narodu wybranego. Abraham skłamał, Jakub oszukał, Rachab była prostytutką, a Batszeba zdradziła męża. Dlaczego taka lista? Bo to Bóg, mimo ludzkich słabości, czyni świętym.

PIĄTEK:
1 Tm 1,1–2.12–14; Łk 6,39–42

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.
Skąd przysłowie, że najciemniej pod latarnią? To wyraz bardzo powszechnego doświadczenia, że człowiek w ocenie swych własnych spraw, to jest czynów, zamiarów, słów może się mylić. Wykazujemy głęboką spostrzegawczość, gdy spotykamy swych bliskich, współpracowników czy przypadkowych ludzi. Spontanicznie oceniamy. Ale gdy przychodzi znaleźć wolną chwilę na własny rachunek sumienia – tu zwykle brakuje czasu.

SOBOTA:
1 Tm 1,15–17; Łk 6,43–49

Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany.
Dom życia zbudowany na fundamencie słowa Bożego. To zadanie, którego aktualność nigdy się nie wyczerpuje. Duchowa praca nieustannie przebiega na wielu poziomach. Pozostajemy wciąż przy fundamentach – słuchamy słowa Bożego; wznosimy okazałe ściany – bo pielęgnujemy miłość bliźniego; coraz piękniej urządzamy wnętrze – pogłębiamy miłość Boga. I wszystko w jednym czasie. Od fundamentu po szczyt.

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.