Historia we wspomnieniach

Venimus, vidimus,
Deus vicit

Kościół na wzgórzu Kahlenberg nad Wiedniem, z popiersiami króla Jana III Sobieskiego – gdzie przed słynną bitwą polski monarcha wraz ze swym rycerstwem uczestniczył we Mszy św. – oraz Ojca Świętego Jana Pawła II, który modlił się w tym miejscu

Te słynne słowa: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył”, są fragmentem listu króla Jana III Sobieskiego do Papieża Innocentego XI wysłanego po zwycięstwie nad potęgą turecką pod Wiedniem we wrześniu 1683 roku. Dalej polski monarcha pisał: „Racz Ojcze Święty przyjąć, jako nowy dowód uszanowania mego, wiadomość o poważnym zwycięstwie, którem Bóg Wszechmogący obdarzył chrześcijańskie rycerstwo. Pozwoliły mi nieba w krótkim czasie znieść ze szczętem 180000 wojska otomańskiego, zdobyć wielką chorągiew wezyra, wszystkie jego konie, namioty, broń, ozdoby, ozdoby obozowe, wszystkie działa, słowem, po ośmiu godzinach najzapalczywszej bitwy, zostawił w rękach naszych cały swój obóz rozciągający się na milę”. W zwycięskiej bitwie pod Wiedniem dowodzone przez króla Jana III Sobieskiego wojska uratowały Europę i chrześcijańską cywilizację łacińską przed islamem.

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas swej drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku – w trzechsetlecie odsieczy wiedeńskiej – w homilii na Stadionie Dziesięciolecia, 17 czerwca 1983 roku nawiązał do słynnego listu Jana III Sobieskiego. „Te słowa chrześcijańskiego władcy wpisują się głęboko zarówno w Tysiąclecie naszego chrztu, jak też tegoroczny jubileusz jasnogórski. Jan III pielgrzymował podczas swojej wyprawy wiedeńskiej na Jasną Górę i do innych sanktuariów Maryjnych” – mówił Papież-Polak.
Wojenna sława Sobieskiego, który w 1666 roku otrzymał buławę polną po Stefanie Czarnieckim, zaczęła rosnąć, gdy w bitwie pod Podhajcami w 1667 roku, 30-tysiecznej armii kozacko-tatarskiej nie udało się zdobyć 3-tysięcznego, obwarowanego obozu Polaków. Rok później otrzymał buławę wielką koronną. Po zajęciu przez Turków twierdzy w Kamieńcu Podolskim, Sobieski odrzucił ugodową politykę króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego i wezwał do walki. W 1673 roku odniósł świetne zwycięstwo nad Turkami pod Chocimiem. Gdy został królem napisano o nim, że nie będąc z krwi królewskiej miał duszę królów. W mowie tronowej Jan III Sobieski powiedział „a więc poświęcę i ofiaruję najdroższej Ojczyźnie mojej ciało i życie, mienie i krew swoją; pragnę oddać się całkowicie na utrzymanie czci Bożej, na obronę chrześcijaństwa całego, na obsługę tego istotnego przedmurza, bo nienasycona pycha Porty Ottomańskiej to jedno pozostawiła chrześcijaństwu, mianowicie naszej wspólnej matki Korony Polskiej”. 12 września 1683 roku zwyciężył pod Wiedniem. „Był to wielki dzień Jana III nie tylko jako króla i wodza polskiego, ale także jako chrześcijanina, jako katolika” – napisał biograf króla. Poniżej przedstawiamy fragment „Pamiętników” Jana Chryzostoma Paska, opisujących odsiecz i triumf Sobieskiego.

***

Wiedzieli i Turcy, że Polacy idą na pomoc, albo raczej na odsiecz, ale temu nie wierzyli, żeby sam król in persona [w osobie swej] i żeby całe wojsko, ale supponebant [przypuszczali] że pewna część wojska. Dlatego powoli sobie poczynali et non nimis urge-bant [i nie nazbyt naciskali] wzięcia tej fortece, mniej się obawiając tych sukursów i biorąc miarę: „Jeżeli tak wielkie wojska niemieckie pierwszego zaraz impetu wytrzymać nam nie mogły i teraz w oczy zajrzeć nie śmieją, choć im o stolicę państwa ich chodzi – choć przy swoich śmieciach – pewnie i ta mała garść polskiego wojska nie zwojuje nas”.

***

Nawet w ten dzień [15 sierpnia], kiedy już miał [król Jan III Sobieski] z Krakowa wsiadać na koń, słyszałem z ust jego te słowa: „Boga proszę, żebym ich tam tylko zastał: niech nie trudno będzie w Polszcze o tureckie konie”. Tak mi to dziwno było, usłyszawszy potym o wiktoryi, jak to on prophetico spiritu [proroczym duchem] mówił, co się wkrótce stało. Niektórzy natenczas murmurabant [szemrali] przeciwko tym słowom, mówiąc: „Dla Boga, żeby go nie skarał Pan Bóg, jeżeli to z hardości mówi, bo to przecie cum potenti et victrici populo res est [z potężnym i zwycięskim narodem sprawa]. Ale znać, że to mówił z ufności w Bogu wielkiej, kiedy się tak stało. Oczekiwał król na wojsko litewskie długo, a tu lecą od cesarza poseł za posłem prosząc dla Boga, żeby pośpieszyć, bo Wiedeń ginie. Już tedy, Litwy nie mogąc się doczekać, poszedł król vota solenne Bogu uczyniwszy…

***

Jak król wszedł za granicę, prowianty na wojsko wielkie dawano i wygody czyniono. Szedł jednak król z wojskiem magnis itineribus [pospiesznymi marszami] obawiając się, żeby Wiedniowi nie było post bellum auxilium [po skończonej wojnie pomoc], któremu też już natenczas Turcy, jak się dowiedzieli o następującym blisko polskim wojsku, mocno poczęli dogrzewać. Bo dowiedziawszy się cesarz turecki o konjunkcyjej [przymierzu], obawiając się przecie, tej która go nie minęła, konfuzyjej, posłał emiry [listy sułtańskie] do wezyra [Kara Mustafy] pod Wiedeń i zaraz mu posłał postronek upewniając go, że „cię ten postronek nie minie na szyję, jeżeli w tych dniach Wiednia nie weźmiesz; bo tobie się zachciało tej wojny, tobie też za to odpowiedać, jeżeli malo eventu [niepomyślnie] pójdzie. To zdrajca janczarów przekupował, poił, żeby odważnie stawali; niewolników przodem przed janczarami gnał do szturmów, sam jako wściekły latał, ten postronek włożywszy sobie na szyję, animował, prosił przez wielkiego proroka Mahometa, aby pamiętali na sławę niezwyciężonego narodu swego, aby respektowali na jego zgubę, której nie minie przez ten powróz, który na szyi nosi, jeżeli Wiednia nie dostanie. To to pogaństwo oszlep na ogień lazło, a jako snopy padało. Kiedy już król z wojskiem szedł od Tulna [miasto 23 km od Wiednia], wtenczas oni najpotężniejsze szturmy czynili. Nawet choć już stanęło wojsko, już się pułki nasze i regimenty niemieckie zwierały, przecie on janczarom szturmu poprzestać nie kazał, a konne wojsko sipahierów [jazdy tureckiej], Tatarów i Węgrów Tekielego na nas obrócił. Uderzyli się Tatarowie raz i drugi o naszych, potym stanęli sobie osobno. Posyła wezyr po chana i pyta go: „Cóż ty rozumiesz, jeżeli tu jest król polski?”. – Chan powiedział: „I rozumiem, i widzę, że jest; bo kiedy są ci drążnicy [husarze], to i król musi być”. – Rzecze wezyr: „Radź o mnie!”. – Chan odpowiedział: „Radź ty sam o sobie, a ja też o sobie; wszak ja tobie dawno radził, żeby było dawno odstąpić od Wiednia, nie czekając nawet Polaków”. – Skoczywszy od wezyra do swoich: „Allah, Allah! – Zaraz jak piłką rzucił poszli Tatarowie; Turcy też poczęli słabieć, a potym w nogi. Dopieroż ich przerzynać, siec, gonić. Z miasta też obleżeńcy widząc, że już uciekają, wypadli na owych, co u szturmu byli, nuż ich kosić. Ległoż to tedy pogaństwo mostem; żywcem to gnano stadami do Wiednia, żeby naprawiali za pokutę te dziury, co je w murach i w wałach porobili. Armaty zostały wszystkie, obóz został ze wszystkimi bogactwami. Złota, koni, wielbłądów, bawołów, bydeł, owiec stadami koło obozu pełno. Onych namiotów ślicznych, bogatych, onych sepetów z różnymi specyjałami, nawet piniędzy nie dostarczyli pobrać, bo tego po wszystkich namiotach zastawano dosyć. Wezyrskie namioty tak wielkie, jako jest cała Warszawa w swojej cyrkumferencyjej [obwód], na króla naszego ubieżano ze wszystkimi dostatkami; nawet worki talerów wielkimi na ziemi leżały stosami; dywanami złotymi, srebrnymi ziemia usłana; łóżko z pościelą kilkadziesiąt tysięcy talerów szacowano.

***

Stały drugie namioty i tydzień, i dwie niedzieli, bo tego i przebrać nie możono. Nasi też Polacy, co tego byli nabrali, to znowu jak kazano iść do Węgier, powyrzucali z wozów, albo lada gdzie na przeprawie, gdy konie uwięzły w błocie, to podesłał pod konie ów namiot, który był wart tysiąca i drugiego, żeby prędzej wóz wyciągnęły.

***

Dobre to już teraz na zwojowanie Turczyna początki, kiedy Bóg takie na zniszczenie jego i rekuperowanie [odzyskanie] tak wielu królestw i świątnic podał sposoby. Stanęła ta wiktoryja szczęśliwa dnia 12 września; rozweseliła wszystko chrześcijaństwo, rozweseliła cesarza zdesperowanego, Bogu się tylko w opiekę oddającego; rozweseliła całą Rzeszą Niemiecką, a osobliwie incolas [mieszkańców] miasta wiedeńskiego, których grzbiet najbliższy był tej dyscypliny; narodowi naszemu wieczystą zjednała sławę, gdyż i teraz przyznają to narody. Słyszałem to z ust jednego godnego pana, z francuskich [krajów] człowieka, który mówił, że Poloni sunt genitores Germaniae [Polacy są zbawcami Niemiec]. Bo to jest rzecz pewna, że już by był Wiedeń trzech dni więcej nie wytrzymał; który gdyby był zginął, zginęłyby wszystkie ditiones Imperii et consequenter [kraje cesarstwa, a następnie] i drugie chrześcijańskie państwa. Królowi, panu naszemu, jest za co dziękować, że sam in persona [we własnej osobie] na tę nie chronił się wojnę, bo ta jego ochota wiela chrześcijaństwu uczyniła dobrego, osobliwie jednak te pożytki przyniesła, że każdy z paniąt, z panów polskich sam personaliter [osobiście] poszedł na wojnę akkomodując się [przysługując się] królowi, i uczyniło się owymi asystencjami [orszakami zbrojnymi] wojsko nierówno większe i okazalsze; drugi pożytek, że większy strach ogarnął nieprzyjaciela i skonfundował, dowiedziawszy się, że sam król jest in persona [osobiście], wiedząc o nim, że pan jest wojenny i szczęśliwy, i nie zapomniawszy jeszcze łaźni, którą im anno 1673 sprawił pod Chocimem nad Dniestrem. Wszyscy tedy katolickiej religijej ludzie byli i są kontenci z tej króla, pana naszego, rezolucyjej, oprócz luteran i kalwinów, bo oni tę wojnę za swoje mieli i Pana Boga prosili, żeby Turcy zwyciężyli…

Jan Chryzostom Pasek, „Pamiętniki”, Wrocław 2003.

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.