Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 12–17 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
1 Tm 2,1–8; Łk 7,1–10

A gdy Jezus był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz tylko słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony…”. Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu”.
Poganin setnik wyróżniał się swą wiarą w gronie gorliwych żydów. Któż mógłby go podejrzewać o tak radykalne zaufanie wobec Proroka z Nazaretu? Gdyby przyszło stawiać zakłady, pewnie niewielu by zaryzykowało, aby postawić na niego. A jednak zaskoczył głębią swego ducha. Poganin wyprzedził wierzących. Oto jeden z tych paradoksów, które również dziś mogą się przytrafić. Bo zlekceważony może okazać się wielkim. A obcy bliskim, najbliższym.

WTOREK:
1 Tm 3,1–13; Łk 7,11–17

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”.
Nikt nie wołał, nie krzyczał, nie domagał się cudu, nie złorzeczył, nie szantażował… Wdowa bezbrzeżnie wypełniona żalem po prostu szła. Szła dalej. I tak spotkała Jezusa, a Ten odmienił jej życie. Przywrócił radość i pozwolił spotkać syna, który był umarły, a teraz ożył. Bo dobrą modlitwą jest także milczenie wobec Wszechmocnego. Wypełnione miłością. Pełne zaufania. On naprawdę wie, czego nam potrzeba.

ŚRODA:
Lb 21,4b–9 albo Flp 2,6–11
J 3,13–17
ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Czy można oskarżać o obojętność albo złośliwość kogoś, kto oddał swego syna, by ratować pogrążonych w niewoli? Można. I wielu to czyni. Bywa bowiem ból, poza który trudno sięgnąć wzrokiem. I bywa cierpienie, które zasłania horyzont całkowicie. Ale to nie znaczy, że poza horyzontem nic nie istnieje, a po przejściu przez chwilową mgłę nie ukaże się droga. Pierwsze założenie Ewangelii, które musi być punktem wyjścia każdej refleksji, jest takie: Bóg pragnie, by człowiek był zbawiony.

CZWARTEK:
1 Tm 4,12–16; Łk 7,36–50
Wspomnienie NMP Bolesnej

Jezus rzekł do Szymona (faryzeusza): „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu się mało odpuszcza, mało miłuje”.
Jedna chwila i wszystko stało się nowe w życiu grzesznej kobiety. Mówi w innym miejscu Pan, zapowiadając ostateczną przyszłość: „Oto wszystko czynię nowe”. Ale ta nowość tak naprawdę może, więcej, winna stać się faktem w naszym życiu już dziś. Gdy podążamy drogą radykalnej miłości, drogą nawrócenia, jak owa kobieta w domu faryzeusza Szymona, pozwalamy Bogu już teraz czynić w naszym życiu wszystko nowe.

PIĄTEK:
1 Tm 6,2c–12; Łk 8,1–3

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.
Ewangelie opisują dokładniej powołanie mężczyzn – Apostołów. Milczą o tym, w jaki sposób Jezus powoływał kobiety. A przecież musiał je wezwać, by poszły za Nim. Ale jest jeden wyjątek. Powołanie Maryi z Nazaretu. To wzór wszystkich powołań kobiecych w Kościele. To powołanie najwznioślejsze, potraktowane z największą odpowiedzialnością. W najwyższym stopniu zrealizowane. Mało spektakularne, a tak istotne dla Kościoła.

SOBOTA:
1 Tm 6,13–16; Łk 8,4–15

Ziarnem jest słowo Boże. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą…
Tyle jest kategorii tych, którzy przyjmują ziarno słowa pozornie. W istocie słowa Bożego nie przyjmują. Zaledwie jedna grupa przyjmuje i owocuje, a i tak jeszcze w ramach tejże grupy nie wszyscy w stopniu doskonałym przynoszą plon satysfakcjonujący gospodarza. Czy nie kryje się w tym ostrzeżenie, by ze szczególną uwagą czuwać nad tym, co dzieje się w naszym sumieniu ze słowem, które Bóg do nas powiedział – więcej – wypowiada każdego dnia?

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.