Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY PIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 19–24 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
Ezd 1,1–6; Łk 8,16–18

Jezus powiedział do tłumów: „Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.
Nie wolno zapomnieć o Jezusowej przestrodze: „Uważajcie więc, jak słuchacie”. Pozorne słuchanie, pozorne zrozumienie, pozorne pójście za słowem Bożym – to niebezpieczeństwa, które czają się u wrót naszej duszy, naszego umysłu. Uległość wobec jednego złudzenia rodzi kolejne. Jedynie codzienny rachunek sumienia i własne wobec siebie samego sprawozdanie z tego, jak słuchamy słów Boga, może prowadzić do wyzbycia się złudzeń.

WTOREK:
Ezd 6,7–8.12b.14–20; Łk 8,19–21

Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia. Lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.
Wspólnota słuchających słowa Bożego to prawdziwa rodzina Jezusa. Chrzest jest wielkim darem – to pierwszy krok, przejście przez próg, by znaleźć się w domu wiary, w obecności Jezusa. A co dalej? Błędem jest zatrzymać się na pierwszym kroku, choćby był najważniejszy. Za krokiem pierwszym musi iść następny, a za nim kolejny. Jeśli dziś posłuchałem, co mówi Bóg, jutro jeszcze bardziej muszę być uważnym słuchaczem Stwórcy, który prowadzi mnie jeszcze dalej, ku nowym zadaniom.

ŚRODA:
Ef 4,1–7.11–13; Mt 9,9–13

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami.
Jezus powołał człowieka uważanego za grzesznika, niegodnego poważnego zadania. Zbawiciel znając głębię duszy ludzkiej zdecydował się wezwać odrzucanego przez innych, wyróżnić go i powierzyć najpoważniejsze zadanie – głoszenie Ewangelii. Nieraz bywa tak, że człowiekowi trzeba powierzyć odpowiedzialność, a wówczas wezwany błyskawicznie dorasta do zadania. Czy jest w tym ryzyko? Tak, ale bez tego ryzyka ów wezwany prawdopodobnie nigdy nie ujawniłby swej prawdziwej natury – głębokiej szlachetności.

CZWARTEK:
Ag 1,1–8; Łk 9,7–9

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?”. I chciał Go zobaczyć.
Herod chciał zobaczyć Jezusa, bo jego serce trapiły wyrzuty sumienia. Ale gdy przyszło do spotkania, zadrwił z Proroka z Nazaretu. Zmarnował tę jedyną okazję, by usłyszeć najważniejsze słowo, by zrozumieć swoje błędy, by wyjść z bagna niemoralności. Lekką ręką wszystko przekreślił. W jego życiu Jezus poniósł klęskę. Zwyciężyło przywiązanie do przyjemności i zmysłowość. Strach i rozkosz władzy. Czy w moim życiu Jezus ma szansę na zwycięstwo?

PIĄTEK:
Ag 1,15b–2,9; Łk 9,18–22

Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli przy Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?”. Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychpowstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”.
Dlaczego Jezus pyta uczniów o zasłyszane opinie? Bądź co bądź są to plotki, domysły, podejrzenia… Być może Zbawicielowi zależało na tym, by uczniowie spośród tej plątaniny przeróżnych głosów wydobyli ten jeden jedyny głos, który świadczy o dobrym rozeznaniu sytuacji. I tak dzieje się wciąż: postawieni wobec wielości ludzkich opinii, musimy rozeznawać to co słuszne, co Boże, co Bogu miłe. Bo nie wszystko złoto, co się świeci…

SOBOTA:
Za 2,5–9.14–15a; Łk 9,43b–45

Gdy wszyscy byli pełni podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie.
Jezus wydany w ręce ludzi – cóż znaczy to stwierdzenie? Nikt z uczniów nie mógł przewidzieć konsekwencji tego proroctwa, aż faktem stały się męka i krzyż. Pozostawiony w rękach ludzi Syn Boży doświadczył poniżenia, odrzucenia i bolesnej męki. Każdy człowiek w jakiś sposób jest wydany w ręce ludzi: bliskich, współpracowników, przełożonych… I zawsze jest narażony na złe traktowanie. Trzeba to ryzyko przyjąć i okazać elementarne zaufanie, bo nie jesteśmy w stanie żyć w izolacji.

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.