Wędrówki po Kresach

Nie porzucił wiernych

Kościół w Hałuszczyńcach, w którym posługiwał ks. Mirecki

Pozostaje tajemnicą, dlaczego NKWD nie aresztowało ks. Bronisława Mireckiego po wkroczeniu na Kresy RP w 1939 r. Takie osoby od razu podlegały profilaktycznemu zatrzymaniu. Ksiądz Mirecki nie był dla sowieckich służb specjalnych tylko kapłanem, co już czyniło go osobą podejrzaną, ale przede wszystkim człowiekiem czynnie walczącym z bolszewikami, co w świetle sowieckiego prawa było czynem ściganym z urzędu, nawet jeżeli zbrodnia ta była dokonana poza granicami ZSRR.
Ks. Mireckiemu udało się dotrwać szczęśliwie do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej i wkroczenia na Ukrainę wojsk niemieckich. Zaczął wtedy, oprócz działalności duszpasterskiej, angażować się w działalność konspiracyjną.

W ciągłym zagrożeniu

Grób ks. Bronisława Mireckiego na cmentarzu w Hałuszczyńcach

Począwszy od 1943 r. ks. Bronisław Mirecki, podobnie jak wszyscy Polacy w dekanacie Skałat, żył w ciągłym zagrożeniu. Nacjonaliści ukraińscy przystąpili do mordowania Polaków. Zaczęli od kilku wsi w parafii Grzymałów. Później przyszła kolej na parafię Medyń, Hałuszczyńce, Półpanówkę, Krasne, Kazacznówkę i Ostap. W sumie banderowcy zaatakowali kilkanaście wsi. Mieszkający najbliżej Podwłoczysk Polacy szukali w nich schronienia. Z uwagi na stacjonujący tu niemiecki garnizon, miasteczko było stosunkowo bezpieczne. Ks. Mirecki starał się dla jego mieszkańców organizować doraźną pomoc. Część Polaków przebywała w Podwłoczyskach tylko w nocy, wracając na dzień do swoich domostw. W niewielkim miasteczku były bowiem kłopoty aprowizacyjne. W 1944 r. banderowcy skazali ks. Bronisława Mireckiego na śmierć. Mimo to nie porzucił on duszpasterskiego posterunku. Cudem przeżył napad na swój dom i jego spalenie. Po powtórnym zajęciu Kresów przez Armię Czerwoną ks. Mirecki, wbrew różnorakim naciskom, strachu przed banderowcami, paraliżującym pozostałych przy życiu Polaków i postawie wielu duchownych pogodzonych z koniecznością wyjazdu do Polski, postanowił za wszelką cenę pozostać w Podwłoczyskach i prowadzić duszpasterstwo wśród Polaków, którzy, podobnie jak on, zdecydowali się mimo nacisków pozostać na ziemiach przodków. Z zachowania jego parafian można wnosić, że namawiał ich do niewyjeżdżania do Polski. Ks. Mirecki musiał przeciwdziałać nie tylko sowieckiej agitacji, ale także działaniom UPA. Banderowcy nie zaprzestali bowiem mordowania Polaków po zajęciu Tarnopolszczyzny przez Armię Czerwoną i przyłączeniu jej z resztą Wschodniej Małopolski i Wołyniem do ZSRR.

Służył ludziom i Kościołowi

Ślady polskości na cmentarzu w Hałuszczyńcach są aż nadto widoczne

Ksiądz Mirecki w tym trudnym okresie starał się dojeżdżać do wszystkich kościołów, przy których trwali jeszcze wierni, a już nie posiadały one stałych kapłanów. Świątyń tych było kilkanaście, ale z biegiem czasu systematycznie ich ubywało. Czynne kościoły pozostały tylko w Krzemieńcu i trzech miejscowościach leżących na uboczu: w Hałuszczyńcach, Borszczowie i Szumsku. W pierwszym kościół nie został zamknięty ze względu na znajdujący się w nim pomnik Słowackiego, a w dwóch pozostałych miejscowościach przetrwały repatriację duże skupiska Polaków, gotowe siłą bronić kościołów. Ksiądz Mirecki dojeżdżał do tych świątyń. Potajemnie odwiedzał też inne ośrodki, w których mieszkali Polacy. Nawiązywał z nimi kontakt poprzez tych z nich, którzy co jakiś czas przyjeżdżali do czynnych kościołów. O pozytywnych rezultatach jego posługi świadczy sprawozdanie pełnomocnika ds. religii obwodu tarnopolskiego z I kwartału 1948 r., w którym napisał: „Rzymskokatolicki kościół znacznie wzmocnił swoją działalność. Dowodzi tego fakt, że w wielu rejonach obwodu: czortkowskim, trembowlańskim, skałackim i mikulińskim Polacy po kilka rodzin we wsiach tych rejonów zwracają się do mnie z prośbą o zarejestrowanie wspólnot religijnych, obejmujących kilka wiosek, z prawem otwarcia kościołów w miastach rejonowych. Z taką prośba wierzący zwracali się do towarzysza Stalina J.W. i towarzysza Chruszczowa N.S.”. Słusznie podejrzewając ks. Mireckiego o inspirację działań wiernych, władze pozbawiły go prawa wykonywania funkcji kapłańskich na 15 lat. Decyzja ta była bardzo surowa i dla kapłana oznaczała śmierć cywilną. Nigdy później żaden kapłan na Ukrainie nie został ukarany w ten sposób. Najczęściej niepokornym kapłanom odbierano tzw. sprawkę tj. pozwolenie na wykonywanie czynności duszpasterskich na kilka miesięcy. W zestawieniu z ówczesnymi realiami kara nałożona na ks. Mireckiego i tak była łagodna. W 1948 r. w ZSRR zaczęła się druga fala antykościelnych represji, trwająca aż do śmierci Stalina. W tym okresie duchowni trafiali do więzień już tylko za to, że byli księżmi, Polakami i inteligentami.
Władze sowieckie liczyły, że pozbawiając Mireckiego „sprawki” doprowadzą do zamknięcia wszystkich kościołów w obwodzie, był on bowiem jedynym księdzem na jego terenie, który mógł do nich dojeżdżać. Podjęły nawet formalną próbę zamknięcia czynnych jeszcze świątyń. Napotkały jednak na zdecydowany opór wiernych. Tylko w Szumsku udało się władzom zamknąć kościół. Ksiądz Mirecki zamieszkał w drewnianej wilgotnej chacie w Podwłoczyskach. Była ona położona blisko bazaru, co okolicznym ludziom ułatwiało dotarcie do niego i korzystanie z podziemnego duszpasterstwa, które prowadził. Odprawiał nabożeństwa, udzielał sakramentów, pouczał świeckich liderów podziemnych wspólnot, co maja robić w nich po powrocie do domu.

Szykany, zastraszenia

Hałuszczyńce, widok z cmentarza

Kontynuował też rozpoczęte w czasie II wojny duszpasterskie wyprawy za Zbrucz, gdzie sytuacja wiernych była najtrudniejsza. Z Chmielnickiego dojeżdżał do takich pobliskich miejscowości jak Deraznia, Latyczów, Kamieniec Podolski i Mańkowce. Nigdy nie został przyłapany w trakcie wykonywania funkcji duszpasterskich. Wielokrotnie jednak był zatrzymywany w trakcie podróży, zarówno przez KGB, jak i milicję. Szykanowano go, grożono mu, próbowano zastraszyć. Gdy w Obwodzie Chmielnickim władze usiłowały sparaliżować jego działalność, pod pozorem wypoczynku jeździł na Krym do tamtejszych skupisk katolików lub na Bukowinę. Dysponując adresami katolików, wyjeżdżał nawet do Moskwy i do Kazachstanu. W 1955 r. w samym obwodzie tarnopolskim sytuacja duszpasterska nieco się poprawiła. Zgodę na legalną działalność duszpasterską otrzymał ks. Jakub Macyszyn, formalnie zarejestrowany w Krzemieńcu. Dopiero w latach sześćdziesiątych ub.w. ks. Mireckiemu udało się uzyskać zgodę na objęcie parafii w Hałuszczyńcach. Władze sowieckie przystały na to, żeby utrudnić mu kontakty z wiernymi, a zwłaszcza wyjazdy duszpastersko-misyjne na wschód Ukrainy. Hałuszczyńce, leżące obok trasy Tarnopol–Podwłoczyska, były wówczas zapadłą dziurą, do której trudno było się dostać. Wiodła do nich piaszczysta polna droga, która po deszczach czy roztopach lub dużych opadach śniegu była całkowicie nieprzejezdna. Księdzu Mireckiemu zaczęło też szwankować zdrowie. Mimo to w dalszym ciągu nie oszczędzał się w posłudze dla wiernych. Od 1973 r., po śmierci ks. Jakuba Macyszyna, był on jedynym kapłanem w obwodzie tarnopolskim. Oprócz Hałuszczyńców, ks. Mirecki obsługiwał jeszcze parafie w Borszczowie i Krzemieńcu. Na szczęście już w następnym roku parafię w Krzemieńcu objął ks. Marcjan Trofimiak. Z czasem to on przejął od niego obowiązki duszpasterskie w Borszczowie, a później, gdy podupadł na zdrowiu, także w samych Hałuszczyńcach.

Z nami na zawsze

1983 r. ks. Mirecki obchodził w Hałuszczyńcach uroczystość złotego jubileuszu kapłaństwa, na którą przyjechało kilkunastu księży i delegacje wiernych ze wszystkich parafii, w których pracował. Siostra namawiała go listownie, by z powodu pogarszającego się stanu zdrowia wrócił do Polski. On również listownie jej odpowiedział: „Władze by się mnie chętnie pozbyły. Ja jednak nigdy dezerterem nie byłem. Jak bym mógł powiedzieć o tym parafianom? Na kolanach by mnie błagali, bym ich nie opuszczał. Czy mógłbym coś takiego zrobić?”. Ks. Mirecki zmarł trzy lata po obchodach jubileuszu w Hałuszczyńcach i tam został pochowany. Do końca był czynny. Tryskał humorem i pogodą ducha. Na dwa dni przed śmiercią, w Greczanach odprawił ostatnią Mszę św. W jego pogrzebie wzięło udział 25 kapłanów i tysiące wiernych. Ceremoniom pogrzebowym przewodniczył ks. Jan Olszański, który pięć lat później został biskupem kamienieckim.

Na grobowcu ks. Mireckiego wierni umieścili napis: „W trudnych czasach poświęcił się, nie opuścił nas i został z nami na zawsze”. 

tekst i fot. Marek A. Koprowski

Comments are closed.