Ze świętymi za pan brat

Służebnica Boża Wanda Malczewska
– wyznawczyni, mistyczka, wizjonerka

Bóg, Ojczyzna i Eucharystia

Data śmierci: 25 września Żyła w latach: 1822–1896

„Polska się ostanie, o ile sobie nie da wiary odebrać, i będzie zawsze przedmurzem Kościoła”. „Mów komu tylko uważasz, że odrodzenie waszej Ojczyzny, jej rozkwit i zachowanie niezależności uzależnione są od zjednoczenia ze Mną przez życie eucharystyczne [częste uczestnictwo we Mszy św. i przystępowanie do Komunii św. oraz adorację eucharystyczną – przyp. hag]”. „Im więcej który naród ukocha Ją [Matkę Bożą], tym więcej ode Mnie łask otrzyma i choćby przez wrogów skazany był na zagładę, nie zginie, ale odradzać się będzie” – mówił Jezus. „Polska na moją prośbę będzie wskrzeszoną i wszystkie jej części będą złączone. Ale… niech strzeże wiary i nie dopuszcza niedowiarstwa… zdrady… niezgody i lenistwa, bo te wady mogą ją na powrót zgubić i to… na zawsze! Pragnę widzieć Polskę szczęśliwą, ale niech też Polacy do tego rękę przykładają…” – zapewniała Matka Boża.
Takie właśnie słowa usłyszała podczas doświadczanych objawień żyjąca w XIX w. – w czasach zaborów – Polka, Wanda Justyna Nepomucena Malczewska.

***

Przyszła na świat w Radomiu, w ziemiańskiej rodzinie Stanisława Malczewskiego i Marii Julii. Jej ojciec – pochodzący z zasłużonego dla kraju i Kościoła rodu – był wielkim polskim patriotą, a głęboko wierząca matka uwrażliwiała małą Wandę na sprawy religijne, wdrażając ją także do pełnienia dzieł miłosierdzia. Dziewczynka bardzo pokochała Jezusa oraz Maryję i już w wieku ośmiu lat – bardzo wcześnie jak na owe czasy – przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. Wtedy to usłyszała wewnętrzny głos: „Od tej chwili jesteś moją… będziesz długo żyć na świecie, ale nie dla świata… tylko dla Mnie. Jak Ja nie miałem własności, gdzie bym schronił głowę, tak i ty mieć jej nie będziesz… u obcych oczy zamkniesz i tam spoczną kości twoje”.
Dwa lata po Pierwszej Komunii Świętej zmarła jej matka, a ojciec ponownie się ożenił. Macocha nie traktowała jej dobrze. W wieku 24 lat Wanda zamieszkała w majątkach ukochanej cioci Konstancji z Malczewskich Leonardowej Siemieńskiej i jej syna Jacka w Klimontowie oraz Zagórzu (obecnie dzielnice Sosnowca). Wielu młodzieńców starało się o jej rękę, a rodzina – wbrew jej woli – zaręczyła ją nawet z jednym z nich; chłopak jednak wkrótce zmarł, a Wanda złożyła przed Bogiem ślub życia w panieńskiej czystości.
Młoda, bardzo pobożna dziewczyna rzuciła się w wir pracy społecznej. Czas dzieliła pomiędzy częste wizyty w kościele (codziennie uczestniczyła we Mszy św., przystępowała do Komunii św. i odbywała długie adoracje Najświętszego Sakramentu), modlitwę i pomaganie biednym mieszkańcom wsi. Od Jacka – studenta medycyny – nauczyła się podstaw tej nauki i ofiarnie służyła miejscowym chorym pomocą medyczną. Troszczyła się również o wiejskie dzieci, ucząc je czytania i pisania, katechizmu, historii i kultury narodowej, przygotowywała je do Pierwszej Komunii św., a tych, którzy chcieli się uczyć, wspierała swoją wiedzą i pomocą finansową. Mieszkańców wioski zaopatrywała nie tylko w lekarstwa, pożywienie i ubrania, ale także w budujące patriotyczne i religijne książki, które sprowadzał Jacek Siemieński. Leżało jej na sercu, by każdy Polak miłował Kościół i Ojczyznę.
Po powstaniu styczniowym zamieszkała wraz z Siemieńskimi w Wilkoszewicach (poważnie tam zachorowała, jednak po przyjęciu namaszczenia chorych cudownie ozdrowiała!), a następnie w Żytnie.
Apostołowała wśród chłopów, inteligencji twórczej, ziemian, w oddziałach powstańców styczniowych, napominała księży, pouczała matki, godziła zwaśnionych, nawracała zatwardziałych grzeszników.
Jak podkreślił podczas wizyty w Łodzi w 1987 r. Jan Paweł II: „apostołowała w czasach szczególnie trudnych, gdy Naród i Kościół, gnębiony przez zaborców, był jeszcze na drodze do uzyskania niepodległości”.
Wanda opiekowała się ponadto swoją starzejącą się ciotką Konstancją. Swojego bratanka wielkiego artystę Jacka Malczewskiego – który podarował jej kopię wizerunku Czarnej Madonny – zobowiązała, by nigdy nie malował niemoralnych obrazów.

***

Począwszy od Wniebowstąpienia Pańskiego 1871 r. do końca życia wielokrotnie – zwłaszcza podczas Mszy świętych oraz długich popołudniowych adoracji – doznawała wizji i objawień (słyszała wewnętrzne głosy). W piątki Wielkiego Postu – podczas rozważania Męki Pańskiej – popadała w ekstazę i otrzymywała wewnętrzne stygmaty.
Otrzymała od Boga dar widzenia przyszłych wydarzeń, odnoszących się głównie do Ojczyzny (jej zmartwychwstania) i do dalszych losów Kościoła w Polsce. W drugi Piątek Wielkiego Postu roku 1872 ukazał się jej Pan Jezus w Ogrójcu i zapowiedział zmartwychwstanie Polski: „Ojczyzna twoja i Kościół w tej Ojczyźnie… przez krwawą pracę i jedność bratnią dojdą do upragnionej wolności. Niech tylko naród tej wolności nie obróci w swawolę”. Piętnaście lat później, w dzień Wniebowzięcia NMP, Jezus objawił jej, że uroczystość ta „stanie się za niedługo świętem narodowym Polaków, w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem, dążącym do zagłady waszej” (Cud nad Wisłą!!!).

***

Wanda była apostołką prawdy – piętnowała narodowe wady, wypominała narodowe grzechy ludziom, którzy przyczynili się do utraty niepodległości Ojczyzny. Uważała, że podstawą wolności Polski jest wolność Kościoła.
W centrum jej życia znajdowała się modlitwa i kult Eucharystii – była apostołką adoracji eucharystycznej i niedzielnej Mszy św. Zaopatrywała swoich podopiecznych w modlitewniki.
Szczególnie gorąco – do czego zobowiązał ją sam Pan Jezus – modliła się o dobre powołania kapłańskie i zakonne, a także o wolność dla Polski.
W 1870 r. wstąpiła do Trzeciego Zakonu Marianów (świeckiej gałęzi zgromadzenia utworzonego przez o. Stanisława Papczyńskiego).

***

Kiedy miała 50 lat zmarł Jacek Siemieński, a tuż po nim jego matka – Konstancja z Malczewskich. Wanda przeniosła się wtedy do klasztoru dominikanek w Świętej Annie k. Przyrowa. Mieszkała tam przez 11 lat, modląc się i oddając pracom ręcznym oraz haftowaniu bielizny kościelnej. Nie zapominała też o chorych, których nadal często odwiedzała i leczyła.
W 1892 r., po śmierci jej przyjaciółki – przełożonej dominikanek w Świętej Annie – na krótko powróciła do Siemieńskich, skąd zabrał ją na swoją plebanię do Parzna k. Bełchatowa – posługujący wcześniej w Żytnie – ks. Tomasz Swinarski. Pobożna kobieta miała już wtedy 70 lat, a mimo to nadal poświęcała się pracy na rzecz biednych, chorych i potrzebujących. Nadal wiele godzin spędzała w kościele, modląc się i adorując Najświętszy Sakrament.
Mieszkańcy Parzna uważali ją za osobę świętą – nazywali ją „swoją świętą panią” „orędowniczką ubogich”, „lekarką ludu wiejskiego”, „aniołem dobroci”.
Zmarła spokojnie i cicho – wypaliwszy się jak świeca – po przyjęciu sakramentów świętych 25 września 1896 r. Wiedziała doskonale kiedy umrze – w jednym z objawień Jezus zdradził jej bowiem datę śmierci.
Za jej wstawiennictwem wyproszono wiele łask i uzdrowień. Niespełna ćwierć wieku po śmierci ekshumowano doczesne szczątki Wandy i przeniesiono je do krypty parznieńskiego kościoła, gdzie do dziś się znajdują.
Obecnie trwa proces zmierzający do beatyfikacji wielkiej świeckiej apostołki, przewodniczki w dziele ewangelizacji i „arcy-Polki” – jak nazywał ją bł. Jan Paweł II. W 2006 r. Ojciec Święty Benedykt XVI wydał dekret o heroiczności cnót Wandy Malczewskiej.

Hagiographus

Comments are closed.