Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 26 IX – 1 X 2011

PONIEDZIAŁEK:
Za 8,1–8; Łk 9,46–50

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”.
Dziecko z natury jest osobą, która potrzebuje pomocy, opieki, wsparcia. Kto przyjmuje dziecko, ten przyjmuje Jezusa. Skutecznie przyjąć Jezusa możemy wówczas, gdy potrafimy pochylić się nad ludzką niedolą. Stojąc dumnie w oczekiwaniu, że ktoś winien nam usłużyć, i z przekonaniem, że jesteśmy najlepsi, wznosimy wokół siebie twierdzę egoizmu i tym samym tracimy możliwość przyjęcia Jezusa, bo tracimy zdolność rozumienia kłopotów tych, którzy są obok.

WTOREK:
Za 8,20–23; Łk 9,51,56

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Wtedy to uczniowie Jakub i Jan rzekli: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?”. Lecz On odwróciwszy się zabronił im.
To musi zastanawiać. Na faryzeuszów rzucał mocne słowa: groby pobielane, plemię żmijowe… Tym razem jednak radykalnie odrzucony nie wypowiada jednego słowa krytyki, wręcz przeciwnie, zakazuje uczniom zniszczyć miasto. Jezus z pewnością wiedział, ale my najczęściej nie znamy powodów ludzkich uporów, nałogów, niezrozumienia ważnych spraw i dlatego musimy zachować dużą powściągliwość w ocenianiu swych braci.

ŚRODA:
Ne 2,1–8; Łk 9,57–62

Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”. Do innego rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”.
To nic nowego, że Jezus stawia wymagania, że zaskakuje zdecydowaniem i radykalizmem, a może nawet zniechęca. Każdy postępujący za Jezusem musi wcześniej czy później poznać smak owego zdecydowania i radykalizmu. Doświadczy także zniechęcenia. A wszystko po to, by jeszcze piękniejszą okazała się wola kroczenia za Mistrzem, umocniła się decyzja naśladowania Go. Nie lękajmy się drogi oczyszczenia.

CZWARTEK:
Dn 7,9–10.13–14; J 1,47–51

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?” Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim zawołał cię Filip…”. Potem Jezus powiedział do Natanaela: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.
Spotykając Natanaela Jezus podkreślił jego czyste serce, pozbawione podstępu, to znaczy wolne od jakiejkolwiek próby manipulacji, naciągania poglądów własnych czy naginania opinii innych, by tylko zyskać coś dla siebie. Człowiek pozbawiony podstępu z wielką prostotą odczytuje zdarzenia i dlatego widzi bardzo dużo, więcej niż inni – widzi aniołów Bożych. Po prostu spostrzega obecność Boga, który wciąż działa w jego życiu.

PIĄTEK:
Ba 1,15–22; Łk 10,13–16

Jezus powiedział: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc we włosienicy i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam… Kto was słucha, Mnie slucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał”.
Różne są reakcje miast wobec tego samego Proroka i tego samego słowa. Jedne nawracają się zrozumiawszy swe błędy, inne uporczywie trwają przy swoim. I podobnie jest z ludźmi. Nikt z nas nie wie, dlaczego to samo słowo i to samo świadectwo w jednym wywołuje pragnienie Boga i nawrócenie, w innym obojętność, a w jeszcze innym agresję. A bywa jeszcze i tak, że w tym samym człowieku jedno słowo Boga jest przyjmowane z entuzjazmem, inne z obojętnością, a jeszcze inne odrzucane. Czy to nie grozi także nam?

SOBOTA:
Ba 4,5–12.27–29; Łk 10,17–24

Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich Jezus: „Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”.
Powracający uczniowie cieszą się z odniesionych sukcesów. Mieli moc pokonywać złe duchy, uzdrawiać chorych, zwalczyć skutecznie przeciwności. Upojeni sukcesem mogli zapomnieć, że poszli służyć Jezusowi, że Jego mocą powstało dobro, które wyszło z ich rąk. Że źródłem ich skuteczności było zjednoczenie z Mistrzem. A na tym przecież zależy Jezusowi, by ten, kto z Nim jest zjednoczony, innych tego przede wszystkim uczył: jak być każdego dnia z Jezusem.

ks. Roman Sławeński

 

Comments are closed.