Siła Różańca

Skąd mają tę siłę?

Nim ich poznałem, już słyszałem to pytanie. Znajomi patrzyli na życie tej rodziny i stawiali je dość systematycznie. Zarówno wtedy, gdy nagle zmarła mama Kasi a babcia ich pięciorga dzieci, jak i wtedy, gdy przyjęli do domu jakąś daleką krewną, w czasie jej długotrwałej choroby. To pytanie stawiano, jak córka Kasi i Wojtka nie dostała się na studia i wtedy, gdy ich syn nieszczęśliwie się zakochał. Prawda, że niedoszła studentka znalazła wtedy pracę, która pomogła jej odkryć własne powołanie, a teraz już po zupełnie innych studiach jest szczęśliwa, prawda, że ów syn wykaraskał się z tego uczucia i po roku poznał wspaniałą dziewczynę, z którą są już małżeństwem od dwóch lat.
Kasię i Wojtka poznałem, gdy ich najmłodszy syn, niewidomy Rafał, zgłosił się po swojej Pierwszej Komunii Świętej, aby zostać ministrantem. Przyszli razem z nim, małżonkowie już z niemal trzydziestoletnim stażem, pogodni i bardzo konkretni. Nie dziwili się, że niewidomy syn chce być ministrantem, raczej stanowili rodzaj duchowej ochrony dla niego – gdybym się z jego pomysłem nie zgodził. Nie przestraszyłem się wizji niewidomego ministranta, rozmawialiśmy raczej o tym, jak sobie poradzić z realizacją tego pomysłu. Po dwóch miesiącach, gdy coś trzeba było przećwiczyć, a jakoś nie mogliśmy się spotkać w kościele, zostałem w naturalny sposób zaproszony do ich domu.

Różaniec w rodzinie

Było już po dwudziestej, rozmawialiśmy spokojnie, wypiliśmy herbatę, zbliżała się godzina apelu jasnogórskiego i wtedy usłyszałem zaproszenie: „proszę księdza, my zawsze o tej porze odmawiamy różaniec w rodzinie, czy ksiądz ma czas i zechce nam towarzyszyć?” Zgodziłem się, tego dnia jeszcze nie odmawiałem różańca, chciałem to zrobić w drodze powrotnej na plebanię.
Wówczas zrozumiałem ich rodzinę. O dwudziestej pierwszej wszyscy klęknęliśmy w dużym pokoju i zaczęliśmy modlitwę. Był i dziadek i oboje rodzice, wszystkie ich dzieci, właśnie syn z żoną też do nich przyszli, i ja. Prowadził wtedy Rafał, ten najmłodszy niewidomy syn. Przy każdej tajemnicy wypowiadał krótkie rozważanie, robił to spontanicznie, ale widać było, że doskonale zna fakty z Ewangelii i umie je stosować w życiu. Już wiedziałem skąd mają siłę do mężnego stawiania czoła życiu, skąd ich pogoda ducha, dystans do wszystkiego, co się może wydarzyć i poczucie humoru, które pomaga widzieć sprawy przemijające we właściwym świetle.

Najprostsza kontemplacja

Już kilka miesięcy po tym pierwszym wspólnym różańcu, gdy zaprzyjaźniłem się z nimi wszystkimi, rozmawialiśmy któregoś razu podczas podwieczorku na temat rodzinnej modlitwy. Podjęliśmy ten temat, bo poprosiłem Kasię i Wojtka, aby poprowadzili spotkanie dla rodziców dzieci przygotowujących się do Pierwszej Komunii Świętej – chciałem, by podjęli temat modlitwy w rodzinie, wiedziałem, że świetnie poprowadzą ten temat, bo mają lata ćwiczeń za sobą. Zbieraliśmy treść tego, co powiedzą innym małżeństwom. Mówił Wojtek, pięćdziesięcioletni inżynier, współwłaściciel firmy projektowej:
Jak byliśmy narzeczonymi, w roku 1974, to właśnie papież Paweł VI wydał adhortację „Marialis cultus”, gdzie napisał, że właśnie od Maryi można się uczyć wszystkich tych cech, których my potrzebowaliśmy. Przeczytaliśmy tam, że odmawianie poszczególnych modlitw jest właściwie tylko odmierzaniem czasu, spokojnym rytmem właściwej modlitwy, która polega na przyglądaniu się Jezusowi w poszczególnych chwilach Jego życia i nauczania. Właśnie tego potrzebowaliśmy. Potem jeszcze, w roku 2002, gdy już byliśmy doświadczonym małżeństwem, Jan Paweł II zrobił nam prezent i oficjalnie ogłosił to, co robiliśmy już dawno w domu – zatwierdził nowe tajemnice. To po prostu nasza szkoła życia.

ks. Z. Kapłański

Comments are closed.