Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY SIÓDMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 3–8 X 2011

PONIEDZIAŁEK:
Jon 1,1–2,11; Łk 10,25–37

Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali… Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł i opatrzył mu rany…
Wzruszenie Samarytanina to nie przypadkowy odruch uczuć spowodowany dramatem poranionego. To głębokie poruszenie serca, które sprawia, że człowiek odważnie postępuje za głosem sumienia. To coś, co w pierwszym rzędzie przeciwstawia się obojętności i pokonuje lęk. Być może, przemożny strach przed zbójcami mógłby być usprawiedliwieniem dla lewity i kapłana. Ale strach, który paraliżuje i nie pozwala pomóc cierpiącemu, to świadectwo małej wiary. Oto ich wina. A skutki małej wiary zawsze będą ciężarem.

WTOREK:
Jon 3,1–10; Łk 10,38–42

Pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”.
Obie siostry przez lata żyły obok siebie, podejmując swoje zadania. Dopiero spotkanie z Jezusem uzmysłowiło im różnicę: Marta okazała się osobą czynu, Maria wyróżniła się zamiłowaniem do kontemplacji. I oto w tym samym momencie pojawiło się nieporozumienie: Marta zapragnęła przeciągnąć siostrę na swoją pozycję. Na to nie zgodził się Jezus. Pozwolił, by siostry różniły się swym powołaniem. I my pozwólmy, by inni odkrywali i realizowali swoje osobiste zadanie-powołanie, wcale nie dokładnie tak, jak nam się wydaje.

ŚRODA:
Jon 4,1–11; Łk 11,1–4

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”. A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”.
Modlitwę Ojcze nasz można uznać za chrześcijański dokument tożsamości. Kto potrafi te słowa wypowiadać z żywą wiarą i kto potrafi z nich uczynić program swego życia, może być pewnym, że postępuje słuszną drogą, prowadzącą ku życiu wiecznemu. Cześć wobec Ojca w niebie, zatroskanie o Jego królestwo – Kościół, rozsądne zaangażowanie w życie tu, na ziemi, umiejętność przyznania się do błędów i zdolność wybaczania winowajcom, a wreszcie zaufanie wobec Boga – to prosty i pełny program naszego życia. A przekazał go nam sam Jezus.

CZWARTEK:
Ml 3,13–20a; Łk 11,5–13

I Ja wam powiadam: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”.
Wśród wielu próśb, które mamy prawo wypowiadać wobec naszego Stwórcy, nie może zabraknąć tej jednej wyjątkowej – to prośba o Ducha Świętego. Bóg okazuje nam miłosierdzie w wieloraki sposób, ale najmocniej wówczas, gdy udziela nam swego Ducha. Być może prosimy o wiele rzeczy – naszym zdaniem – ważnych, a zdarza się nam zapomnieć, że prośba o dar Ducha Świętego jest podstawową, bo On chce być najbardziej wewnętrznym natchnieniem naszych myśli i pragnień.

PIĄTEK:
Dz 1,12–14; Łk 1,26–38
Wspomnienie NMP Różańcowej

Anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Słowa anioła są wyjaśnieniem, dopowiedzeniem do słów pozdrowienia. „Bądź pozdrowiona, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś…” – to było totalne zaskoczenie. Maryja rozważała sens tego, co usłyszała. I z wyjaśnieniem pospieszył anioł, to znaczy sam Bóg. Bo On sam mówi i sam wyjaśnia. Jeślibyśmy zaczęli wyjaśniać według własnego pomysłu, grozi nam błądzenie. Jeśli poprosimy o wyjaśnienie i na nie poczekamy, unikniemy pochopnych decyzji.

SOBOTA:
4,12–21; Łk 11,27–28

Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.
Radość słuchających słowa Bożego i radość tych, którzy potrafią je zachować, wcielić w czyn, to prawdziwe szczęście. Najpierw usłyszeć. To znaczy modlić się o łaskę, by nie przegapić tych wielu chwil naszego życia, gdy Bóg mówi w sytuacjach zwyczajnych i tych zupełnie nieoczekiwanych. Zachowywać słowo Boże znaczy nosić je w sercu. Bo jak dobrze zaopatrzony dom może przyjąć nieoczekiwanych gości, tak zachowane w sercu słowo pozwoli rozwiązać zaskakującą sytuację.

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.