Wiara czyni cuda

Cudowny Lolek

Rodzina Ciacherów - fot. arch Państwa Ciacherów

Podczas badania USG lekarz powiedział młodym małżonkom, że ich dziecko jest chore, że w mózgu maluszka istnieje „dziura” i że ma to nazwę zespołu Dandy-Walkera. Kilka razy medycy proponowali rodzicom aborcję, oni jednak nie poddali się i na świat przyszedł zdrowy Lolek! – Powiedzieliśmy lekarzowi: „Panie doktorze, jeśli nasz synek ma umrzeć, to niech tak się stanie, ale my nie przyłożymy do tego ręki” – opowiada Alina Ciachera ze Szkocji.

– Z Karolem, moim mężem, poznaliśmy się w 2006 roku, a rok później wzięliśmy ślub. Bardzo pragnęliśmy dziecka i już pół roku po naszym ślubie, 21 stycznia 2008 roku, test pokazał dwie kreseczki. Byliśmy tacy szczęśliwi – zadzwoniliśmy do rodziców i babci z życzeniami z okazji ich święta i przekazaliśmy im nowinę. Wszyscy bardzo się cieszyli – rozpoczyna swoją opowieść pani Alina.

Badania

Młodzi rodzice byli bardzo podekscytowani. Polecieli do Polski, gdzie pani doktor zrobiła badanie USG. Potem były jeszcze inne badania, standardowe USG w 14. tygodniu i dobre wieści – wszystko jest w porządku! Państwo Ciacherowie nie chcieli nawet poznać płci dziecka – liczyło się tylko to, żeby maleństwo było zdrowe. – 12 maja 2008 roku w Szkocji udaliśmy się na szczegółowe USG „połówkowe”. Pani technik sprawdzała przepływ krwi, bicie serduszka, długość kończyn, pracę narządów wewnętrznych. W pewnym momencie powiedziała, że nie może obejrzeć dokładnie mózgu dziecka, bo maluch leży tak, że nic nie widać i poprosiła nas, żebyśmy zrobili kilka rundek po schodach. Kiedy wróciliśmy do gabinetu, udało się jej wreszcie obejrzeć mózg naszego dziecka. Wtedy powiedziała, że coś jej się nie podoba i wezwie lekarza na konsultacje. Dr Brian Magowan długo patrzył na głowę naszego dziecka, aż w końcu powiedział, że niestety jest problem – wspomina Alina Ciachera.
Lekarz wyjaśnił rodzicom, że w mózgu dziecka jest „dziura” (powiększona czwarta komora) i że ma to nazwę zespołu Dandy-Walkera. Nie wyjaśnił im nic więcej. Powiedział tylko, że należałoby przerwać ciążę. – Odmówiliśmy i poprosiliśmy o podanie nam płci dziecka. Stało się dla nas niezwykle istotne, aby w tej sytuacji nadać mu imię. Okazało się, że to upragniony syn, pierworodny. Junior – już wcześniej zdecydowaliśmy, że jeśli będzie syn, to otrzyma imiona po tacie – Karol Jan, ale będziemy na niego wołać Lolek – wyjaśnia kobieta.
W domu, wspólnie z przyjaciółmi państwo Ciacherowie sprawdzili, co oznacza diagnoza. Okazało się, że jest to zespół wad wrodzonych tyłomózgowia, w którego skład wchodzi hipoplazja robaka móżdżku, poszerzenie komory czwartej i obecność torbieli w tylnym dole czaszkowym, wodogłowie oraz wysokie ustawienie namiotu móżdżku. – Bełkot jakiś. Przeszukaliśmy informacje w Internecie i dowiedzieliśmy się, że Lolek może mieć różne problemy: począwszy od nieznacznych bólów głowy i trudności z nauką, przez wodogłowie, ślepotę, głuchotę, niemożność mówienia, poruszania się, aż do śmierci włącznie. Nasz synek mógł umrzeć albo być „roślinką”. Zażądaliśmy drugiej opinii lekarskiej, z innego ośrodka medycznego. Potwierdziła pierwszą diagnozę. Lekarz ciągle pytał o przerwanie ciąży, a my ciągle odmawialiśmy. Pamiętam, że na jednej z wizyt, powiedzieliśmy lekarzowi: „Panie doktorze, jeśli nasz synek ma umrzeć, to niech tak się stanie, ale my nie przyłożymy do tego ręki”. Poprosiliśmy lekarza o umieszczenie w karcie ciąży informacji, że jeśli nasz synek umrze przy porodzie, to życzymy sobie przekazać jego organy do przeszczepu. Żeby inne dzieci mogły żyć, żeby nie wszystek umarł – wspomina pani Alina.

Na kolanach przed Matką

– Zaczęłam się żarliwie modlić o wstawiennictwo do Matki Bożej Świętogórskiej, sama była przecież Matką, tylko Ona mogła mi pomoc. Śpiewałam synkowi na dobranoc: O Pani! Ufność nasza! W modlitwy Twej obronie – chroń nas, chroń nas, Królowo Pokoju! Tak wielu ludzi modliło się o zdrowie dla naszego synka – rodzina, a zwłaszcza babcia, która zawsze prosi Matkę Bożą Świętogórską o pomoc, czy to w chorobie, czy przy okazji egzaminów – Babunia zawsze wszystko wymadlała. Modły zanosili przyjaciele i obcy ludzie (np. dzieci ze szkoły podstawowej, w której mama mojej przyjaciółki jest nauczycielką religii). Także ojcowie Filipini z bazyliki w Gostyniu byli proszeni o Msze św. w intencji naszego Lolka – podkreśla pani Alina.
21 lipca zaczęły się skurcze i pani Alina została przewieziona do szpitala w Wishaw, gdyż tylko tam lekarze byliby w stanie uratować wcześniaka urodzonego w 27. tygodniu ciąży. Lekarze zrobili badania i po raz trzeci potwierdzili postawioną przez lekarza diagnozę. Udało im się powstrzymać poród. Od tego momentu, co kilka dni pani Alina wracała do szpitala z nasilającymi się skurczami, żeby w końcu 20 września, sześć dni przed planowanym terminem, o godzinie 20.18 na świat przyszedł chłopiec. W asyście położnych i lekarzy, którzy od razu zaczęli go badać. Żył. – Nie spałam całą noc, modląc się i błagając Matkę Bożą, żeby nie umarł – mówi wzruszona kobieta.
12 godzin po porodzie chłopiec miał robione badanie słuchu. Okazało się, że nie słyszy na jedno ucho. Na szczęście już kolejnego dnia wszystko było w porządku i pacjenci zostali wypisani do domu.

Cud

W dwunastej dobie życia Lolkowi zrobiono tomografię komputerową. Okazało się, że obraz mózgu jest prawidłowy, co było ogromnym zaskoczeniem dla neurologa dziecięcego dr. Tallura. W marcu, kiedy Lolek miał sześć miesięcy, dr Tallur ponownie zbadał chłopca i zapytał jego rodziców czy wierzą w Boga. – Kiedy odpowiedzieliśmy, że tak, powiedział nam: „Nie ma medycznego wytłumaczenia dla ozdrowienia Państwa dziecka, to cud”. Brat Anioł ochrzcił naszego synka przed obliczem Matki Bożej Świętogórskiej, w czwartek 23 października 2008 roku o godzinie 17 – opowiada pani Alina. – 20 września Lolek skończył trzy lata. Jest roześmianym, szczęśliwym, a co najważniejsze zdrowym chłopcem, niezwykle opiekuńczym wobec swojego brata Leona, który szczęśliwie dołączył do naszej rodziny 8 kwietnia 2011 roku – kończy swoje świadectwo Alina Ciachera.

Małgorzata Pabis

Comments are closed.