Ze świętymi za pan brat

Bł. Maria Angela (Zofia Kamila) Truszkowska – założycielka felicjanek

Pełniąc wolę Boga

Wspomnienie: 10 października
Żyła w latach: 1825–1899

fot. arch.

Pewnego razu, w środku nocy, za oknami pokoju 23-letniej Zofii Kamili Truszkowskiej zauważono jasną łunę. Nie było wątpliwości, że to był pożar. Czym prędzej pośpieszono z pomocą. Kiedy otwarto drzwi zauważono płomienie i leżącą na podłodze dziewczynę. Po stłumieniu ognia ustalono wypadki, które doprowadziły do jego wzniecenia. Młoda Zofia Kamila najwyraźniej zasnęła podczas długich modlitw w jakich się lubowała, a bezpośrednią przyczyną pożaru była płonąca świeca. Na szczęście – a raczej dzięki Bożej interwencji – ani dziewczynie (choć od ognia zajęła się już jej suknia), ani obrazowi Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym się modliła (choć zapalił się ołtarzyk, na którym stał), nic się nie stało. Zgodnie uznano to za cud.

Katedra z ludzkich serc

Bohaterka tej opowieści urodziła się w Kaliszu w rodzinie pracującego w miejscowym sądzie – wywodzącego się ze szlachty herbowej – prawnika. Była najstarszym z siedmiorga dzieci Józefa i Józefiny. Kiedy miała 12 lat, wraz z rodziną przeprowadziła się do Warszawy. Uczyła się początkowo w domu pod okiem guwernantek, w Warszawie uczęszczała na pensję (była najlepszą uczennicą!), ale musiała przerwać naukę z powodu choroby płuc (wyjechała wtedy na kurację do Szwajcarii i całkowicie się wyleczyła). Po powrocie do kraju, do szkoły już nie wróciła – inteligentna i żądna wiedzy brała jednak prywatne lekcje i bardzo dużo czytała korzystając z zasobnej biblioteki swojego ojca. Tak jak wszystkie ówczesne panny chodziła na bale i spotkania towarzyskie (planowano wydać ją bowiem za mąż). Nie czuła się na nich dobrze – wolała nabożeństwa w kościele i długie godziny modlitw, praktykowanie umartwień; myślała o wstąpieniu do wizytek. Kiedy jej ojciec zachorował, Zofia udała się wraz z nim na leczenie do Niemiec. To właśnie tam – w katedrze w Kolonii – zrozumiała, że jej miejsce nie jest w zakonie wizytek, ale że ma czynem wznieść Bogu wspaniałą katedrę z ludzkich serc.

„Zakład panny Truszkowskiej”

Jako dwudziestokilkulatka Zofia dzieliła czas pomiędzy pracę społeczną a modlitwę, opiekowała się również chorym ojcem i młodszym rodzeństwem. Kochała Boga i starała się czynić tylko to, co było zgodne z Jego wolą. Miłowała również cierpiącą pod zaborami Ojczyznę. Wrażliwa na ludzką biedę, wstąpiła do Towarzystwa św. Wincentego a Paulo, organizacji zajmującej się pracą charytatywną. Wkrótce odkryła swoje własne powołanie. Dzięki pomocy ojca, w wynajętym mieszkaniu utworzyła „Zakład panny Truszkowskiej” – przytułek dla dzieci oraz samotnych staruszek. Poświęcała swoim podopiecznym wiele sił i czasu „mając głównie na celu wpływanie na nich moralnie, wychowanie dzieci w zasadach religii i zapewnienie im sposobu utrzymania na przyszłość, ucząc ich tego wszystkiego, czego ich stan wymagał”. Wstąpiła również wtedy do tercjarek kapucyńskich. Swoje „duchowe akumulatory” tercjarki ładowały w kościele kapucynów przy ołtarzu św. Feliksa z Cantalicio. Warszawiacy ochrzcili je zatem mianem „felicjanek”. Niebagatelną pomocą służył przyszłym felicjankom, a zwłaszcza samej Zofii, jej kierownik duchowy, kapucyn o. Honorat Koźmiński, założyciel siedemnastu (!) zgromadzeń zakonnych. Przywdziewając w 1857 r. zakonne habity, felicjanki stały się wkrótce najpopularniejszym polskim zgromadzeniem żeńskim. Łączyły modlitwę i kontemplację z pracą charytatywną i apostolską. Ich pragnieniem było, by „przez wszystko i przez wszystkich Bóg był znany, kochany, czczony i wielbiony”.

Oświata i… „duch fanatyzmu”

Milowym krokiem w rozwoju zgromadzenia było powierzenie mu otwieranych – z inspiracji Towarzystwa Rolniczego – ochronek. Odegrały one wielką rolę w podźwignięciu religijnym, moralnym i oświatowym polskiej wsi. Moralność ludu wiejskiego pozostawiała bowiem w owych czasach wiele do życzenia – szerzyły się pijaństwo i rozpusta, panował analfabetyzm. Felicjanki zajmowały się w ochronkach nie tylko uczeniem dzieci, ale także pielęgnowaniem chorych i pracą oświatową wśród dorosłych. Po wybuchu powstania styczniowego wiele ochronek stało się szpitalami polowymi – siostry pielęgnowały w nich rannych, nie czyniąc przy tym rozróżnień na „swoich” i „wrogów”.
Rosyjskiemu zaborcy nie w smak była jednak prowadzona przez felicjanki działalność. Oskarżano je o to, że szerzą ducha chrześcijańskiego fanatyzmu, że przekształciły się w „oręż wpływów politycznych na niższe warstwy miejskie”. W 1864 r. zgromadzenie zostało oficjalnie rozwiązane na terenie zaboru rosyjskiego. Część felicjanek (prowadzących życie kontemplacyjne za klauzurą, przekształconych później w zakon klarysek kapucynek) przeniesiona została do klasztoru bernardynek w Łowiczu, a siostrom, które prowadziły życie czynne, nakazano powrócić do swoich domów.
Zofia przebywała początkowo w Łowiczu, jednak życie klauzurowe okazało się dla niej zbyt męczące – była bowiem przede wszystkim człowiekiem czynu. Dołączyła wkrótce do felicjanek, które zebrały się w Krakowie, gdzie działała jedyna ochronka na terenie Galicji.

Nowy początek i wielkie cierpienia

Istniejący do dziś dom przy ul. Mikołajskiej stał się nowym „matecznikiem” zgromadzenia. Wkrótce w Krakowie, przy ul. Smoleńsk, wybudowany został nowy klasztor felicjanek z kościołem. Zofia, jako Matka Maria Angela, rządziła zgromadzeniem do 1869 r. Skończywszy 40 lat coraz bardziej zapadała na zdrowiu – coraz gorzej słyszała, aż w końcu całkowicie ogłuchła. Przekazała władzę w zakonie podejmując się nowych zadań: „myślenia o własnej duszy, modlenia się o uświęcenie zgromadzenia, o to, by odpowiadało zamiarom Bożym i składania go w sercach Jezusa i Maryi”.
Ten okres jej życia naznaczony był duchowymi męczarniami, oschłością duszy i cierpieniami fizycznymi (rak żołądka i piersi). Matka Angela pracowała w ogrodzie, „modliła się kwiatami” przystrajając nimi ołtarz kościoła, apostołowała modlitwą i cierpieniem. Razem z felicjankami cieszyła się z podjęcia przez nie misji w Ameryce, z zatwierdzenia zgromadzenia oraz jego konstytucji. „Cichość i cierpliwość z powiększeniem cierpień przerabiała widocznie Matkę, czyniąc ją słodką dla wszystkich” – pisała jedna z sióstr. „Jakaż to zdrowa dusza w ciele umierającym – tak cierpieć może tylko święta” – twierdził leczący ją przez 30 lat lekarz. Zmarła po północy 10 października 1899 r. W 1993 r. Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał jej beatyfikacji. Relikwie Matki Angeli znajdują się obecnie w bocznym ołtarzu kościoła ss. Felicjanek.

Źródła duchowości

Od 26 października 1884 r. do dziś, każdego dnia, w kościele sióstr felicjanek przy ul. Smoleńsk w Krakowie odbywa się – uzyskana dzięki zabiegom Matki Angeli – całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Kult Eucharystii oraz Matki Bożej Częstochowskiej, umiłowanie woli Boga i dążenie do jak najdoskonalszego jej pełnienia, a także charyzmat franciszkański były bowiem szczególnymi rysami duchowości Matki Angeli. Dlatego też hasłem felicjanek stały się słowa: „Wszystko przez Serce Maryi na cześć Przenajświętszego Sakramentu”.
Siostry felicjanki pracują nadal dla Boga i Ojczyzny, dopomagając – tak, jak chciała tego ofiarodawczyni ich krakowskiego domu – „w zawodzie odrodzenia się nowego pokolenia” i „uformowania ludu doskonałego według Ewangelii”.

Hagiographus

Comments are closed.