Historia we wspomnieniach

„Żyć jako naród wolny”

Pierwsze dziesięciolecie niepodległości Polska zamykała bilansem dodatnim, na który składał się ogromny wysiłek odbudowy ze zniszczeń wojennych i scalania ziem trzech, dawnych zaborów, przez 123 lata oddzielonych granicznymi kordonami. Mimo wielu przeciwieństw w sferze gospodarczej, jakie w tych latach dotknęły Polskę: hiperinflacji, niepokojów społecznych, wojny celnej z Niemcami – kraj szybko się rozwijał. 

Położone wtedy fundamenty pozwoliły, kilka lat później, łatwiej przezwyciężyć światowy kryzys. Rozpoczęto budowę wielu zakładów przemysłowych, które istnieją do dzisiaj. Podjęto decyzję o budowie portu w Gdyni. Ogromną rolę w jej rozwoju odegrał minister przemysłu i handlu, a następnie wicepremier – Eugeniusz Kwiatkowski, aktywny zwolennik „orientacji bałtyckiej”, budowniczy Centralnego Okręgu Przemysłowego, twórca gospodarczych filarów II Rzeczypospolitej. To o nim Ojciec Święty Jan Paweł II mówił podczas swej pielgrzymki w Gdyni: „Mam na myśli zwłaszcza wielkiego Polaka, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, a wraz z nim wszystkich jego współpracowników. Byli oni przedstawicielami tego pokolenia, które po wiekach na nowo zrozumiało, że dostęp do morza jest elementem konstytutywnym niepodległości Polski. Jednym z bardzo doniosłych. Gdynia stała się więc wyrazem nowej woli życia narodu. Wyrazem przekonywającym i skutecznym”. Poniżej przedstawiamy fragmenty myśli Eugeniusza Kwiatkowskiego, zaczerpniętych z jego książki „Dysproporcje. Rzecz o Polsce przeszłej i obecnej”, wznowionej przez Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski.

***

Tak więc z powrotem Rzeczypospolitej Polskiej na kartę polityczną Europy wraca ponownie stary, zachodni problemat, stary konflikt, wciągający powtórnie w grę najbardziej żywotne i najbardziej zasadnicze podstawy bytu i niepodległości państwa. Jest on naładowany napięciem tem silniejszem, im głębszą jest dziś świadomość potęgi wewnętrznej Prus, im głębszą jest ich potrzeba hegemonii gospodarczej i politycznej w Europie, im bardziej dzisiejsza Rzeczpospolita Polska jest zdecydowana bronić swych przyrodzonych i żywotnych praw do każdej piędzi polskiej ziemi, niż mogła to uczynić w wieku 18-ym. Tu więc wyrasta pierwszy, najrozciąglejszy zwał raf i min podwodnych, który wyminąć i usunąć – bez szczególnych, bez skoncentrowanych i świadomych wysiłków całej załogi tego polskiego statku – niepodobna. Oczywiście, iż stoi przed nami otwarta i prosta droga aktywnego przeciwdziałania skutkom propagandy niemieckiej, paraliżowania wielu – nie należących zawsze do rzędu najzręczniejszych – posunięć dyplomacji pruskiej, demaskowania  fałszywej gry politycznej na terenie międzynarodowym i jej niedwuznacznych dywersyj nawet w granicach Polski; samego jednak problematu z powierzchni życia nie usuniemy ani prędko, ani łatwo. Ani przez dobrowolne drobne ustępstwa, przez ułamkowe rezygnacje, ani przez ignorowanie akcji niemieckiej, ani przez ograniczanie płaszczyzny tarć, rezultatu pozytywnego, tj. usunięcia konfliktu, nie osiągniemy tak samo, jak nie wygramy go przez bezcelowe zaostrzanie stosunków w życiu codziennem i gospodarczem obu narodów lub przez naśladowanie butnej polityki pruskich nacjonalistów. Obrona właściwa leży bowiem na całkiem innej płaszczyźnie, a musi być budowana krok za krokiem, konsekwentnie i wytrwale, z dnia na dzień, z roku na rok, z dziesięciolecia na dziesięciolecie, przez całe społeczeństwo polskie w jednolitym, harmonijnym i świadomym wysiłku.

***

Tak też chcemy mieć tę świadomość, że nowa Rosja wyrzekła się agresywnego imperializmu w stosunku do Polski i to zarówno sama, jak i w łączności z innemi państwami, budującemi swe nieusprawiedliwione ambicje polityczne właśnie na zaborze ziem polskich i dalszem, odśrodkowem spychaniu elementu polskiego. Jest to jedyna kardynalna zasada, na której muszą być zawsze budowane stosunki polityczne rosyjsko-polskie. (…) Gdy jednak Sowiety zatracają zdolność oceny wszystkich elementów własnej, daleko posuniętej agresji, dotyczącej oczywiście w nieporównanie większym stopniu organizmów państwowych o całkowicie rozbudowanym i wykończonym systemie przemysłowym i to agresji podwójnej: gospodarczej i społecznej, a więc zmierzającej coraz jawniej do podważania podstaw gospodarstwa międzynarodowego i równocześnie wyzyskującej ten akt, celem budowania na nim warunków przewrotu socjalnego, to równocześnie dopatrują się wszędzie organizowania zbrojnej agresji przeciwko sobie. Wówczas to podejrzliwy swój wzrok kierują przede wszystkiem w stronę Polski, Rumunii i kilku państw bałtyckich, nie mogąc strawić jakiegokolwiek współdziałania tych państw, oraz nie mogąc dojrzeć innego celu w tej współpracy, jak tylko wzmacnianie frontu antysowieckiego.
W tej myśli też rozbudowują Sowiety gorączkowo wszystkie elementy militarne we własnem państwie. Tak więc i tu pierwsze przeszkody do uregulowania i ustabilizowania wzajemnych stosunków politycznych i gospodarczych wgryzły się głęboko w stan psychiczny obu społeczeństw, tworząc zaporę większą i grubszą niż to wynika ze stosunków istotnych i istotnych celów i założeń politycznych obu państw. Nie można zaprzeczyć, a nawet nie można dziwić się, że i społeczeństwo polskie jest przewrażliwione politycznie. Zjawisko to ma w Polsce głębsze usprawiedliwienie, niż w jakiemkolwiek innem państwie.

Przez sto kilkadziesiąt lat

byliśmy obiektem eksperymentów bezdennej obłudy politycznej, kolonialnej eksploatacji gospodarczej, wyzucia całego narodu i pojedynczego człowieka ze wszystkich praw. Musieliśmy doświadczać na sobie wiarołomstwa wielu gwarancyj, podpisów i deklaracyj cesarskich i dziś jeszcze stoimy wobec faktu wmawiania nam w „biały dzień”, przez ludzi przytomnych i poważnych, afiszujących się nieraz jako nasi „przyjaciele”, iż naszym śmiertelnym grzechem wobec Europy jest to, że ludność nasza nie dała się zgermanizować i wytępić na Pomorzu, Śląsku i w Poznańskiem, że nie uległa naciskowi pieniędzy, bezprawia i kultury germańskiej, że chcemy żyć jako ludzie wolni, bez potrzeby wysyłania corocznie setek tysięcy naszych braci dla kolonizowania najgorszych resztek nieużytków kuli ziemskiej! Przyzna każdy obiektywny polityk, że nie jest to dość mocna i twarda podstawa dla obdarzania innych narodów zaufaniem na kredyt. Choć więc nie widzimy dla siebie ani podstaw, ani celu jakiegokolwiek konfliktu z Rosją współczesną, mimo to do pełnego znormalizowania stosunków wzajemnych dotrzeć nie możemy. Być może, że w tych wysiłkach popełniamy takie czy inne błędy; codzienne obserwacje i fakty nakazują nam jednak największą ostrożność, a nawet najdalej posuniętą nieufność.
Przede wszystkiem więc stwierdzamy, iż w tym samym momencie, w którym zjawia się pomiędzy Prusami i Rosją, tak nawet różnemi dziś w swej wewnętrznej strukturze, przegroda w formie niezależnej i wolnej Polski, cele i metody polityki zewnętrznej obu naszych wielkich sąsiadów schodzą się ponownie do jednego mianownika. Gdyby istniał jakiś synchroniczny sejsmograf polityczny, notujący z najodleglejszych miejsc identyczne drgania i poruszenia, to stwierdzilibyśmy ponad wszelką wątpliwość, iż

każdy odruch antypolski

w Berlinie wywołuje żywy oddźwięk i reakcję w Moskwie i odwrotnie. W roku 1920 nawet w Moskwie nie wyczekiwano z tak zapartym oddechem wiadomości o zwycięstwie armii czerwonej nad Wisłą, jak w Berlinie; czy idzie o pakt o nieagresji, czy o traktat handlowy, czy nawet czasem o pojedynczą transakcję, wszędzie tam, gdzie zjawia się sama możliwość usunięcia jednej z zapór nieufności politycznej między Sowietami i Polską, sejsmograf berliński drży. Odwrotnie, każde wrogie słowo pod adresem Polski wypowiedziane, każda nowa trudność stająca przed nami, każdy atak na prawa nasze na zachodzie, jakże skrzętny oddźwięk znajduje w Moskwie. W tych warunkach tylko wylewem sentymentu można tłumaczyć zbędne już w gruncie rzeczy zapewnienia i deklaracje sowieckich reprezentantów w Berlinie, iż Sowiety zachodniej granicy polskiej nie uznały.

***

Stoją przed nami gigantyczne problematy wewnętrzne i zewnętrzne, a z drogi naszego zbiorowego życia nie dadzą się one usunąć ani wyminąć; z każdem nowem dziesięcioleciem stają się trudniejsze do rozwiązania. Wszystkie elementy składowe naszego bytu domagają się gruntownej przebudowy. Od wewnętrznego, psychicznego nastawienia jednostki w stosunku do państwa i jego potrzeb, w stosunku do prawa i jego wykonania, w stosunku do gospodarstwa społecznego i jego rozwoju, w stosunku do innego człowieka i jego warunków życia, aż do zanarchizowanego na drodze publicznej kamienia, powodującego swym wybujałym indywidualizmem niebezpieczeństwo ruchu, wszystko wymaga konsekwentnej, upartej przez swą świadomość pracy twórczej i zorganizowanej. Ten

ofiarny wysiłek

narastać musi z pokolenia w pokolenie, musi stwarzać tysiączne nowe wartości, musi mnożyć siły materialne i siły moralne społeczeństwa nie w imię jakiejś abstrakcyjnej, oderwanej idei państwowej, ale przeciwnie przez świadome zrozumienie i odczucie, że jedynie przez utrwalenie organizacji państwowej możemy najprędzej i najpewniej wyzwolić i rozwinąć najwyższą sumę sił społecznych i indywidualnych w Polsce.
Jeżeli chcemy żyć jako naród wolny i wolne społeczeństwo, jeżeli przyszłości naszej nie chcemy przygotowywać łańcuchów przeszłości, jeżeli zerwać chcemy z nędzą człowieka i nędzą państwa, to droga pozostała tylko jedna: kłaść na drugą szalę wagi polskiej wartości, płynące z nas samych. Dysproporcje celów i środków zamienić na proporcję i równowagę.
Eugeniusz Kwiatkowski, „Dysproporcje.

Rzecz o Polsce przeszłej i obecnej”, Kraków 1931
(wznowienie Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski)

wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.