Historia we wspomnieniach

Nie takiej Polski myśmy pragnęli

11 listopada 1918 roku Niemcy podpisały akt bezwarunkowej kapitulacji. Zakończyła się krwawa I wojna światowa. W Warszawie Rada Regencyjna, ustanowiona wcześniej przez niemieckiego okupanta, przekazała władzę w rodzącym się niepodległym państwie polskim na ręce Józefa Piłsudskiego – twórcy Legionów – co zostało uznane za dzień powrotu niepodległości po 123 latach rozbiorów.

Poniżej przedstawiamy fragmenty „Orędzia biskupów polskich do duchowieństwa i wiernych” z 10 grudnia 1918 roku, wystosowanego przez Prymasa oraz biskupów z okazji odzyskania niepodległości. Przedruk zaczerpnięty z antologii „Metropolia Warszawska a narodziny II Rzeczypospolitej”, w wyborze i opracowaniu Mariana M. Drozdowskiego (śródtytuły od redakcji).

Doktryny cudze, narzucone, obce

Lecz niestety z wielką boleścią serca stwierdzamy, że uwijają się wśród nas ci, którzy chcą wyrzucić dawny fundament nadprzyrodzony przy nowej budowie Polski, a nawet ogłaszają publicznie programy budowania państwa bezwyznaniowego. Oni to pod płaszczykiem wolności wyznań wygłaszają hasła o państwie bez Boga. Stąd nie uznają praw religii prawdziwej. Usuwają z programów państwowych imię Boże i odbierają wszelki charakter religijny życiu publicznemu, usuwają imię Boga z przysięgi i wkładają w programy publicznego nauczania tak zwaną zasadę szkoły świeckiej, która niczym innym nie jest, jak szkołą bezwyznaniową.
I takiż to miałby być fundament pod budowę Królestwa Bożego? O nie, przenigdy! Nie o takiej Polsce myśmy marzyli; nie za taką Polską myśmy tęsknili, nie takiej Polski myśmy pragnęli. Dlatego uroczyście protestujemy przeciwko wszelkim podobnym próbom programu.
Protestujemy w imieniu naszym, ale śmiało też protestować nam wolno w imieniu ludu naszego; bo ci, którzy naukę tę głoszą, śmią się nadto powoływać, że ich postulaty są postulatami Polski Ludowej, i że oni sami są ich rzecznikami. Ale my znamy lud nasz i myśmy stokroć bardziej, niż oni, powołani do tego, by zaświadczyli o jego sumieniu i jego duszy, jak i o jego woli. Bo i któż, jeśli nie lud nasz, cierpiał chwalebne męczeństwo za wiarę w Podlaskim? Kto, jeśli nie młodzież nasza, dawała się bić i smagać za polski katechizm w szkołach? Kto, jeśli nie lud nasz, w Poznańskiem protestował przeciwko gwałtowi i przemocy ucisku i wywłaszczeniu, a odwoływał się od swoich ciemiężycieli do nieprzemiennych praw sumienia i Boga?
Nie wolno więc nikomu poniewierać imienia naszego ludu, a nadto jeszcze, targając się na nie, wołać, iż to jest dzieło Polski Ludowej. Dla nas i dla ludu naszego podobne doktryny były i są, dzięki Panu, czymś cudzym, narzuconym i obcym.
Najmilsi! Nie dopuścimy im tej szkodliwej tak wykrętnej, a tak wywrotowej roboty i przeciwstawimy się im. Gdy oni przeczą Chrystusowi i chcieliby Go precz wypędzić z ustroju Polski, to my Go tym silniej, tym śmielej, tym natrętniej przyzywamy. Oni usuwają Boga z narodu, usuwają Boga z przysiąg uroczystych, my wołajmy i domagajmy się, aby całe życie polityczne, społeczne i narodowe oprzeć na katolickiej wierze, która jest najmilszą rękojmią naszych Konstytucji, która jest szkołą prawdziwie narodową ducha i społecznej karności, a ostoją i puklerzem wszelkich zdrowych wolności. My się nie chcemy wstydzić Chrystusowego krzyża i Ewangelii; pragniemy, by pod tym znakiem szedł nasz naród na nowych swoich drogach.
Oni wołają o szkołę bezwyznaniową, którą nazywają w swych programach szkolą świecką. Lecz dlaczego to pragną tym dobrodziejstwem takiej szkoły obdzielić tylko chrześcijan? Dlaczego nie myśleli nigdy o tym, by odebrać szkoły wyznaniowe żydom? Nie możemy nic mieć przeciw temu, by żydzi mieli swe szkoły wyznaniowe, ale tylko pragniemy równej miary i dla nas, a hasłu szkoły bezwyznaniowej przeciwstawimy hasło nasze szkoły wyznaniowej.

Przeciw polskiemu sumieniu

Ale spytacie nas z pewnością, najmilsi, w jaki to praktyczny sposób mamy budować królestwo nasze na fundamencie, którym jest Chrystus? Spytacie nas o to wy szczególnie, którzy nie macie zupełnie tej myśli, ażeby w życiu publicznym wziąć udział. Odpowiemy wam na to: kiedy masz budować dom, wtedy przyzywasz budowniczych i każesz im przedstawić sobie plan. Jednych z pośród nich usuwasz, skoro ich pomysły na budowę twoim zamiarom nie odpowiadają, drugich zaś przyjmujesz, zatwierdzając ich plan. Wszak prawda, że ty, choć sam nie bierzesz kielni do ręki, to jednak przez twój wybór architekta i planu – jesteś budowniczym domu. W budowie gmachu narodowego i w budowie Polski biorą udział bezpośredni posłowie, którzy wyjdą z wyboru ludu. Każdy z nich przychodzi z jakimś planem budowania, każdy też z nich, skoro zostanie wybrany, będzie wedle tego planu budował, ustanawiając prawa i rządy. A prawo i rząd są tym dla narodu i państwa, czym jest plan architektoniczny dla budowy gmachu. Ty zaś, który oddajesz głos twój do urny wyborczej, czyś ty jest wieśniakiem, czy urzędnikiem, robotnikiem, czy profesorem młodym, czy starym, mężczyzną, czy kobietą, ty przez oddanie głosu twojego na kandydata do Sejmu – stanowisz o budowie przyszłego królestwa. I podług tego, jakiego wybierasz posła, albo budujesz na fundamencie Chrystusowym, albo też nie budujesz na nim. Jeżeli poseł twojego wyboru ma w swych programach i planach ograniczenia praw Kościoła i postulaty przeciwne Chrystusowi i Jego Kościołowi, w zasadzie wtedy ty, który dałeś głos na niego, usuwasz z budowy narodowego gmachu Chrystusa, który żyje w społeczeństwach przez swój Kościół. I cóż stąd, że sam wyznajesz Chrystusa w domu i w kościele, skoro Jego się zapierasz i przeciwko Niemu walczysz w życiu publicznym? Chrystus Pan powiedział o tych, którzy się do Niego modlą, sądząc, że są w najlepszych z Nim stosunkach, a jednak nie popierają Jego spraw czynem, – że doczekają kiedyś wielkiego i strasznego złudzenia, gdy przebudzą się w wieczności i ujrzą tam Zbawiciela i zawołają, że znają Go dobrze. On im odpowie: nie znam was! Bacz i ty, ażebyś, idąc przeciw głosowi sumienia religijnego i narodowego, nie spotkał się kiedyś z taką odprawą. Ale skoro głosem swoim wspierasz posłów, którzy dają ci rękojmię dobrego wyboru, to wtedy wspomagasz sprawę narodową, oddajesz przysługę Ojczyźnie; a przed Bogiem spełnisz czyn zasługujący. Bo jeżeli kubek wody, podany w imię Chrystusa, nie ujdzie swej nagrody, to tym bardziej nie ujdzie ten akt, który, jako akt wyborczy, jest podjęty dla utworzenia Królestwa Chrystusowego na ziemi.

Na prawach natury i Ewangelii

Skoro budowniczy założy fundament, wtedy kładzie na nim kamień i cegłę i układa każdą wedle pionu. Czym jest pion w budowie domu, tym są przykazania Boże w budowie państwa i Ojczyzny. „Prawa natury i Ewangelii, mówi Leon XIII w swej encyklice o demokracji chrześcijańskiej, są ponad wszelkie zmiany i mają własną powagę i dlatego jest koniecznem, by nie zależały od żadnej formy cywilnego rządu, mogą się one jednak przystosować do każdej formy, byle się ta nie sprzeciwiała uczciwości i sprawiedliwości. Są one zupełnie obce namiętnościom partii i różnym przemianom, tak, iż, jakkolwiek byłaby Konstytucja państwa, obywatele jego mogą i powinni zawsze zachowywać te same przykazania, które im nakazują kochać Boga nade wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego”.
Lecz są i tacy, którzy chcą budować gmach narodu bez pionu, którzy nie uznają przykazań Bożych w życiu publicznym, a jak zakładają fundament bez Boga, tak też wznoszą budowanie Ojczyzny nie na sumieniu i nie na moralnej zasadzie.
Są tacy, którzy wolę ludzi stawią nad wolę Bożą, i za najwyższy trybunał uznają uchwały człowieka, choćby one nawet były powzięte przeciw sumieniu i przeciw Zakonowi Bożemu. (…).
Jak płomień świeżo zapalony świeci, poczem wybucha gwałtownie w górę i za małą chwilę kurczy się, ćmi i maleje, później jednak znowu jaśnieć poczyna i już pełnym spokojem świeci światłem – podobnie też ćmienia w naszym życiu wewnętrznym, które nastąpiły po pierwszej chwili uniesienia i radości – mogą się nam obrócić na dobro, bylebyśmy według rady św. Pawła „złe dobrem zwyciężali”. Wtedy i te przejścia obrócą się nam w dopust Boży, który miał za zadanie zaraz na początku dróg Polski rozdzielić światło od ciemności, by już później świeciło życiu narodu jasnym, nie kopcącym światłem.
Oddajemy sprawę naszego narodu w ręce Tej, która była jego orędowniczką i ucieczką w przejściach i cierpieniach. Oddajemy ją w ręce Najświętszej Panny. Ona to, Królowa Polski, była strażniczką znaków i chorągwi, które w czasach pogromu i żałoby smutnie się u Jej ołtarzy zwieszały, czekając powstania naszej Ojczyzny…

„Metropolia Warszawska a narodziny II Rzeczypospolitej”, wybór i opracowanie Marian M. Drozdowski,
Warszawa 1998
wybrał Jarosław Szarek

Comments are closed.