Tydzień liturgiczny

TRZYDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 14–19 XI 2011

PONIEDZIAŁEK:
1 Mch 1,10–15.41–43.54–57.62–64
Łk 18,35–43

Kiedy Jezus zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
W pobożnym środowisku swoich pobratymców, niewidomy spod Jerycha wcale nie znalazł przyjaznego klimatu, który by wspierał jego błagalną modlitwę. Wręcz przeciwnie, odezwały się głosy wymuszające milczenie, skłaniające do rezygnacji z modlitwy. Wielka musiała być jego odwaga i determinacja, by nie zrażając się naciskami z zewnątrz, pozostać przy głośnej modlitwie błagalnej. Tak oto próbie poddana została modlitwa niewidomego. A z jakich prób zwycięsko wychodzi nasza modlitwa?

WTOREK:
2 Mch 6,18–31; Łk 19,1–10

Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Nawrócenie Zacheusza zaowocowało konkretnym czynem: wynagrodził wyrządzone krzywdy, okazał znaczące miłosierdzie potrzebującym. Jezus własnym autorytetem potwierdził głębię duchowej przemiany celnika. Bo każde zadeklarowane dobro i każdy krok w życiu duchowym muszą znaleźć właściwą weryfikację. Nasze modlitwy i duchowe pragnienia nie są puste, gdy owocują widocznymi dla innych dokonaniami. By nie wpaść w sidła fałszywej pobożności, pielęgnujmy skuteczną miłość bliźniego.

ŚRODA:
2 Mch 7,1.20–31; Łk 19,11–28

„Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”.
Przypowieść o dziesięciu minach wskazuje na dwie kategorie ludzi: pierwsi pomnażają otrzymane od Boga dobra, wiedząc, że tylko przez krótką chwilę dysponują ofiarowanymi możliwościami. Drudzy, mimo iż rozumieją stawiane im wymagania, pozostają leniwi, nieskorzy do wysiłku, marnują, co otrzymali. Te dwie kategorie ludzi to jakby dwie strony każdego człowieka. Są bowiem obszary, w których rozwijamy się, są i takie, w których wiele marnujemy. Warto te dziedziny swego życia rozeznać.

CZWARTEK:
1 Mch 2,15–29; Łk 19,41–44

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.
Miasto, które nie rozpoznało czasu swego nawiedzenia legnie w gruzach: wszystko się rozwali i to tak skutecznie, że nie zostanie kamień na kamieniu. To los miasta, które nie przyjęło słowa Bożego, zlekceważyło proroka. Rozlatują się kamienie, bo zabrakło spoiwa i zarazem zadziałała jakaś destrukcyjna siła. Być może i w nas są takie obszary, gdzie działa tylko ludzkie spoiwo i dlatego co rusz coś się rozlatuje. Te nieudane obszary naszej aktywności poddajmy Bogu.

PIĄTEK:
1 Mch 4,36–37.52–59; Łk 19,45–48

Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.
Wypędzając kupców ze świątyni Jezus dokonał oczyszczenia tego świętego miejsca. Bo tam, gdzie winien panować klimat skupienia i modlitwy, pojawiło się targowisko. Trzeba było wyrzucić kupców, to znaczy usunąć przyczynę, by przywrócić świątyni utraconą godność. Świątynia, jaką jest każdy z nas, również wymaga oczyszczenia. Może tego dokonać Jezus, o ile zgodzimy się na to. Aby przyjąć Jego łaskę musimy poszukać przyczyn, które niszczą nasze dobre pragnienia i odwodzą od dobra.

SOBOTA:
1 Mch 6,1–13; Łk 20,27–40

Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania”.
Jak będzie wyglądało życie po śmierci? – któż nie stawia tego pytania. Dlatego z wielkim zaciekawieniem sięgamy po opisy doświadczeń osób, które tak bardzo zbliżyły się do granicy czasu, że przeżyły śmierć kliniczną. Jednakże te opisy nie stanowią żadnego wyjaśnienia na temat kształtu życia wiecznego. Z niewzruszoną wiarą trwajmy przy tym, co powiedział Jezus, a On nas zapewnił, że tam, w wieczności czeka miłujący Ojciec. Niech to wystarczy.

ks. Roman Sławeński

Comments are closed.