Droga – Prawda – Życie

Adwent – czas przecierania oczu

W tym roku Adwent najdłuższy z możliwych, bo Wigilia Bożego Narodzenia wypada w sobotę, a zatem mamy najwięcej szans na znalezienie naszego Betlejem. Cztery pełne tygodnie, a każdego dnia można zrobić krok w dobrą stronę.

Nie jest łatwe znalezienie właściwej drogi, bo dziwaczna codzienność XXI wieku stara się nam to poszukiwanie utrudnić. Ledwo z wystaw sklepowych znikną znicze nagrobkowe, a już specjaliści od reklamy ustawiają w witrynach choinki, obok których kładą pudełka, niby-prezenty. Obok wata imitująca śnieg i bombki tu i ówdzie artystycznie porozrzucane. Z punktu widzenia psychologii handlu jest to zjawisko zupełnie zrozumiałe. Trzeba przecież wytworzyć nastrój, który opanuje klientów, aby chętniej i więcej kupowali. Wiadomo, o co chodzi. Chcą zarobić.
Nie dla samej przewrotności i nam wolno zadać pytanie „Jak zarobić na świętach?” Czy da się tak przeżyć Święta Bożego Narodzenia, by z nich skorzystać, by ich dobry ślad pozostał na całe życie? Spróbujmy na początku Adwentu przetrzeć oczy, aby zauważyć to, co naprawdę ważne. Odświeżmy też nasz umysł, by umiał odróżnić drogi prowadzące donikąd. Proponuję garść obserwacji, które zebrałem od znajomych. Są to pomysły już sprawdzone.
Przytoczę dwie strony notatek pewnego znajomego, ojca czworga dzieci. Kilka lat temu były u nich w parafii doskonale prowadzone misje. Termin – to druga połowa listopada, ale misjonarze przygotowywali słuchaczy nie tylko do Adwentu w tamtym roku.

Tomek w ciąży? (czyli na czym polegają adwentowe przygotowania)

Tomek to wesoły, bardzo inteligentny student, ale wszyscy podejrzewają, że misjonarz z nim się wcześniej umówił, tak zaskakujący był pomysł. Otóż zakonnik powiedział, że najdoskonalszą patronką Adwentu jest Maryja, Matka Pana Jezusa. Ona przygotowywała się na Jego narodziny przez wszystkie poprzednie lata, ale szczególnie wtedy po Zwiastowaniu, gdy już w Jej łonie rosło ciało Jej Syna, a naszego Zbawiciela. Kaznodzieja zaproponował, aby każdy ze słuchaczy wyobraził sobie, że jest w ciąży i spodziewa się szczególnych Narodzin. Oczywiście natychmiast przeniósł rozważanie na sprawy duchowe, ale od czasu do czasu wracał do zwyczajnych, życiowych odniesień. Spoglądając na słuchaczy nagle zaproponował Tomkowi, by podszedł do ambonki – mieli wspólnie, w dialogu, wypunktować sprawy, jakie trzeba by przemyśleć przed Narodzinami. Nikt nie wie, czy Tomek jest aż tak bystry, czy to było wcześniej ukartowane, ale ich wnioski były takie:
– trzeba uczyć się w domu ciszy, bo po pierwsze dziecko musi mieć warunki do spania, a po drugie muszą być warunki, aby w razie jakiejś choroby usłyszeć nawet ciche kwilenie dziecka;
– trzeba zrobić w domu porządek, zarówno ze względu na to, że nie powinno być w nim kurzu zawierającego zarazki, jak i z uwagi na to, by od swych pierwszych chwil dziecko mogło patrzeć na uporządkowany świat;
– trzeba uporządkować wszystkie międzyludzkie odniesienia, przede wszystkim w rodzinie – ważne jest nie tylko, aby nie było krzyków, ale by panowała atmosfera życzliwości, przecież serce dziecka wyczuwa wszelką wrogość w mieszkaniu….
– trzeba przywrócić codzienną modlitwę w rodzinie, nad kołyską ktoś musi dbać o obecność nadprzyrodzonej łaski, najlepiej oczywiście, jeśli wszyscy domownicy modlą się wspólnie – im też to pomaga zachować jedność i uczyć się miłości;
– trzeba się nauczyć dyspozycyjności, czyli gotowości, aby odłożyć swoją pracę, własne zajęcie i zająć się tym, czego wymaga chwila. Dziecko jeśli woła to nie zrozumie prośby, by poczekało chwilę, aż coś skończę. Taka dyspozycyjność nie jest sprawą łatwą, warto ją ćwiczyć choćby przez czas Adwentu, a w ogóle to przez całe życie.
Tym Dzieckiem ma być Jezus Chrystus, który pragnie się u nas narodzić, a wnioski zmieniają życie, prawda?
Następnego dnia misjonarzom pomagał pan Andrzej, którego wypowiedź można by zatytułować:

Adwentowy radykalizm

Pana Andrzeja znają właściwie wszyscy parafianie. A może poprawniej by było powiedzieć, że niemal wszystkim wydaje się, że go znają. Jest dziadkiem jednego z księży i mieszka na plebanii od czasu, kiedy owdowiał. Zawsze uśmiechnięty, spokojny, zobaczyć go można często przed Najświętszym Sakramentem. Wygląda, jakby całe życie przeżył w doskonałych warunkach, w dostatku, otoczony szacunkiem.
Tylko niektórzy wiedzą, że brał udział w Powstaniu Warszawskim, potem był więźniem hitlerowskiego obozu koncentracyjnego, a wreszcie, po powrocie do Polski był prześladowany przez władzę stalinowską za to, że jako major Armii Krajowej walczył o wolność Ojczyzny.
Właśnie o Powstaniu mówił pan andrzej. Jego wypowiedź była głównie zachwytem nad bohaterstwem jednego z przyjaciół, który został schwytany przez gestapo i torturowany na Pawiaku. Oprawcy chcieli wymusić na nim wyjawienie znanych mu adresów i nazwisk. Miał miażdżone palce, uszy i nos, wybite zęby, wyłamywano mu ręce i nogi, musiał godzinami stać na mrozie, albo siedzieć na taborecie postawionym do góry nogami. To wszystko przez miesiąc. I nikogo nie wydał. Nikt przez niego nie cierpiał. Po tym miesiącu jego ciało już nie wytrzymało, przyjaciel z konspiracji zmarł.
Potem pan Andrzej powiedział mocne zdanie: Wierność to wierność. A nie wierność do jakiegoś momentu, czy do pewnej granicy. Mówił, że ten przyjaciel już po śmierci pomógł mu w życiu religijnym. Bo nie wolno zastanawiać się, gdzie się zaczyna grzech, tylko, jeśli coś do grzechu może prowadzić, to już od samego początku trzeba to odrzucić. Pokazał, że tamten człowiek nie powiedział sobie, że zdrada trzech adresów to mały grzech, to jeszcze wolno, a więcej już nie powie.
Pan Andrzej podkreślił, że wszyscy męczennicy są patronami wierności stanowczej, radykalnej, jedynie sensownej.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa wielu mogło udawać, że oddają cześć posągowi cesarza, ale to byłoby kłamstwo. Wielu mogło pozornie przyznać rację prześladowcom, ale uznali, że to przeciw godności chrześcijanina. Tak jak w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wielu Polaków nie zapisało się do PZPR, choć wiedzieli, że z powodu swego „uporu” nie dostaną awansu ani podwyżki.
Przypomniał słowa świętego Pawła: „unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22). I jeszcze bardzo konkretnie stwierdził, że jeśli ktoś chce być wierny, to nie może udawać, że nie zna języka i że nie wie, o czym śpiewają zespoły szerzące satanizm. Nie można stawiać sobie granicy w nieczystości: „tylko trochę obejrzę”, „tylko trochę sobie pofolguję” – od samego początku wszelka nieczystość degraduje człowieka, tenże człowiek robi z siebie rzecz. Nie można handlować kradzionymi płytami, choćby ich było tylko pięć…
Mało kto się spodziewał, że pan Andrzej tak wiele wie o życiu, że tak mądrze i świadomie patrzy na ten świat…

Nietypowa spostrzegawczość

Zwykle kojarzymy spostrzegawczość z umiejętnością wypatrywania szczegółów pośród wizualnego zamętu. To oczywiście racja, ale… aby dobrze przeżyć Adwent i ten drugi – Adwent naszego życia trzeba też umieć czegoś nie zauważać. Tak realnie, konkretnie, warto pomijać te choinki na wystawach, dziwnych krasnali, którzy nie mają nic wspólnego z biskupem Mikołajem, nie słyszeć kolęd i choinkowych melodyjek, które wypełniają przestrzeń hipermarketów.

ks. Zbigniew Kapłański
fot. www.sxc.hu

Comments are closed.