Polska i Polacy

“Nie można dalej rozlewać polskiej krwi”

13 grudnia 1981 roku wprowadzeniem stanu wojennego komuniści zakończyli trwający od sierpnia 1980 r. czas nadziei oraz złudzeń, iż rządzący PRL-em zezwolą na funkcjonowanie ruchu coraz bardziej ograniczającego jego monopol i poszerzającego obszar wolności. Komunistom nie udało się środkami politycznymi wmontować „Solidarności” w system i podporządkować, postanowili zatem zdławić ją siłą.

Jego bezprawie uderzyło w miliony Polaków, najboleśniej odczuli go najaktywniej zaangażowani w ruch przemian. Pierwsze ofiary padły podczas pacyfikacji strajkujących zakładów pracy oraz tłumienia manifestacji. Przywódcy grudniowych strajków stawali w trybie doraźnym przed sądami wojskowymi, które orzekały surowe wyroki. Najwyższe z nich – 10 lat więzienia dla Ewy Kubasiewicz – orzekł sąd za protest w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, po 7 lat otrzymali przywódcy strajków w kopalni „Ziemowit” i Hucie „Katowice”. Ogółem pomiędzy 13 grudnia 1981 a 21 lipca 1983 r. (formalne zakończenie stanu wojennego) sądy wojskowe skazały 10191 osób. Jednocześnie do końca roku 1982 trwała akcja internowań, która łącznie objęła 9736 osób. Rozpoczęto także akcję zwolnień z pracy strajkujących osób, np. ze Stoczni im. Warskiego zwolniono ponad 1000 osób, z Huty Katowice ok. 2000, z WSK-Świdnik – 1000. Członków „Solidarności” lub osoby sympatyzujące z ruchem usuwano ze stanowisk kierowniczych. Akcję weryfikacji kadry kierowniczej, nauczycieli i dziennikarzy rozpoczęto w szkolnictwie i środkach masowego przekazu.
Pierwsza pomoc dla rodzin internowanych oraz wszystkich represjonowanych przyszła ze strony kapłanów. Prymas Polski, ks. kard. Józef Glemp wypowiedział się już 13 grudnia 1981 r.: „Kościół (…) boleśnie przyjął przerwanie z trudem rodzącego się dialogu i wejście na drogę przemocy, jaką jest stan wojenny”. Tego dnia, po modlitwie Anioł Pański, do sytuacji w Polsce, skąd nadchodziły bardzo skąpe i przerażające wiadomości, nawiązał także Ojciec Święty Jan Paweł II, który od początku wpierał „Solidarność” modlitwą. Gdy do Watykanu dotarły wiadomości o zabitych w kopalni „Wujek”, Jan Paweł II wystosował list do gen. Jaruzelskiego: „Nie można dalej rozlewać polskiej krwi; nie może ta krew obciążać sumień i plamić rąk Rodaków. (…) Ogólnoludzkie pragnienie pokoju przemawia za tym, ażeby nie był kontynuowany stan wojenny w Polsce (…) Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, które od tylu pokoleń łączyły wszystkich synów i córki naszego Narodu przy opłatku wigilijnym. Trzeba uczynić wszystko, ażeby tegorocznych Świąt Rodacy nie musieli spędzać pod groźbą śmierci i represji”.

Sterroryzowany naród

Tymczasem w kraju Rada Główna Episkopatu Polski skierowała do „wiernych Kościoła katolickiego słowa oddania, jedności i braterskiego współczucia. Boleść nasza jest boleścią całego narodu sterroryzowanego siłą militarną. Wielu działaczy ruchu związkowego zostało internowanych. Internowania rozszerzają się i obejmują robotników, ludzi kultury, nauki i studentów”. Diagnoza polskich biskupów była jednoznaczna: „Dramatyczna decyzja władz wprowadzenia stanu wojennego stanowi cios dla społecznych oczekiwań i nadziei, że drogą narodowego porozumienia można rozwiązać istniejące problemy naszej Ojczyzny. Poczucie moralne społeczeństwa zostało poważnie ugodzone dramatycznym ograniczeniem praw obywatelskich”.
W jeszcze bardziej zdecydowanym tonie wystąpił 16 grudnia 1982 roku sekretarz Episkopatu Polski, ks. bp Bronisław Dąbrowski. W piśmie do gen. Wojciecha Jaruzelskiego stwierdził, że „wprowadzeniem stanu wojennego złamano Konstytucję PRL”, przypomniał, że ogłoszone przepisy o przymusie pracy są „wysoce zbliżone do przepisów z czasów ostatniej wojny”, natomiast internowanie godzi w „poszanowanie wolności i godności człowieka”. Z kolei przepisy karne są „przywróceniem przepisów tzw. małego kodeksu karnego z okresu stalinowskiego”, a upoważnienie do bezpośredniego użycia broni palnej przez dowódców oddziałów „prowokuje rozlew krwi” wobec braku jakichkolwiek aktów terroru ze strony obywateli. W następnych dniach ks. bp Dąbrowski interweniował w sprawie regulaminu obozów internowania, protestował przeciwko deklaracjom lojalności.
17 grudnia Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp powołał do życia Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom. W następnych miesiącach podobne komitety powołali biskupi w diecezjach. Polacy spontanicznie przynosili paczki z żywnością i ubraniami dla więzionych. Dzięki działaniom głównie ks. bp. Dąbrowskiego 600 osób, z około 5000 internowanych, zostało zwolnionych na święta Bożego Narodzenia. Dla pozostałych udało się uzyskać na święta możliwość odwiedzin, a o. Klemensowi Śliwińskiemu, krajowemu duszpasterzowi rodzin, pozwolono na wizytację wszystkich obozów internowania w całym kraju. W Kamiennej Górze obóz internowania urządzono w dawnej filii niemieckiego obozu koncentracyjnego. „Przykre było to, że internowani w tym baraku przeżywając swoje odosobnienie nawiązali kilkakrotnie do tradycji tego miejsca, jako okupacyjnej filii obozu Gross-Rosen, wskazując na podobne druty, choć bez prądu, jak też wspominając psy, które nocami krążą po dziedzińcach” – notował o. Śliwiński. Obóz ten zlikwidowano jednak dopiero po osobistej interwencji ks. kard. Henryka Gulbinowicza: „Proszę jak najszybciej zlikwidować ten obóz, gdyż jest to przeciw polskiej racji stanu – powiedziałem komendantowi. – Bierzemy łopaty i szybko dokopiemy się szczątków więźniów z Konzentrationslager Gross-Rosen – przerwałem, kiedy zaczął się denerwować. – A co zrobimy z tymi 47 internowanymi? – pyta. – Zwolnijcie. I wystosowałem w tej sprawie pismo do władz innych obozów. Nie zwolnili ich, ale przenieśli”.
Dziękuję za solidarność…
W Wigilię roku 1981 do wielu obozów udali się kapłani, Białołękę odwiedził ks. Jan Sikorski: „W końcu korytarza widzę zaimprowizowany ołtarz, duży brzozowy krzyż (…) obraz Matki Bożej na tle biało-czerwonego sztandaru i napis Królowo Polski, módl się za nami. Wkrótce otwarto cele i wyszło około 300 internowanych (…) Ubieramy się do Mszy św. Wielu prosi o spowiedź. (…) Bardzo mocno śpiewane kolędy. Bardzo wielu przystępuje do Komunii św.”. W ten tak szczególny dla Polaków wieczór, w wielu domach puste miejsce za stołem stało się rzeczywistością. W Watykanie Ojciec Święty Jan Paweł II zapalił w swym oknie świecę, przyłączając się do międzynarodowej akcji solidarności z Solidarnością. Płonęła całą noc… 1 stycznia 1982 r., gdy Papież-Polak zobaczył na placu św. Piotra liczne transparenty „Solidarności”, powiedział: „Dziękuję, serdecznie dziękuję za te wyrazy solidarności z Solidarnością. To słowo mówi o wielkim wysiłku, którego dokonali ludzie pracy w mojej Ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy (…) Solidarność należy do współczesnego dziedzictwa ludzi pracy w mojej Ojczyźnie. Dziedzictwo to wraz z całym owocem tysiąclecia dziejów i kultury składam Sercu Matki: na Jasnej Górze”. Na przyjazd do Niej, w rocznicę sześćsetlecia obecności jasnogórskiego Obrazu, komuniści nie zezwolili jednak Ojcu Świętemu. Przybył dopiero rok później ze słowami „Pokój tobie Polsko – Ojczyzno moja”.

Jarosław Szarek

Comments are closed.