Droga – Prawda – Życie

Zupełnie inny przepis

fot. www.sxc.hu

Chyba w każdym tygodniku (i nie tylko) redakcja stara się zamieścić różne przepisy, aby wzbogacić menu w tych rodzinach, gdzie króluje tradycja, również aby pomóc tym, którzy po rodzicach i dziadkach niewiele kulinarnych zwyczajów przejęli. Jest jednak przepis, do którego nie potrzeba ani piekarnika, ani patelni, ani żelatyny. Przepis na takie przeżycie Wigilii Bożego Narodzenia i samych świąt, aby stało się to, co zamierzył Pan Bóg. Przecież to Jego święta, Jego dary.

fot. www.sxc.hu

fot. www.sxc.hu

Najpierw przygotujmy „półfabrykaty”, a może – precyzyjniej – popatrzmy, co Pan Bóg nam podsuwa. Wszystko, co pochodzi od Pana Boga jest dobre. Święta Bożego Narodzenia są od Niego, to Jego Syn przyjmuje ludzkie ciało i przychodzi na ten świat jako jeden z nas. Ten dar ma trwale przemieniać nasze życie. Ale tego trzeba się uczyć, nie zawsze umiemy skorzystać z Bożych darów tak, jak On tego pragnie, nie zawsze umiemy w tym co nas otacza rozpoznać Jego Miłość. Popatrzmy zatem na święta tak, jak Pan Bóg chce, abyśmy je widzieli.

Święta, aby łatwiej było żyć

Zapytałem wiele osób o to, co im się ze Świętami kojarzy. Wśród odpowiedzi pojawiły się choinka i opłatek, prezenty i kolędy, ciepły nastrój oraz radość płynąca ze składanych życzeń, ale także patos, który bywa teatralny, czyli nieprawdziwy, udawanie, że wszystko jest dobrze, jak wcale nie jest i upłynie niewiele czasu, a to „niedobrze” się ujawni.
Stwórca jest Osobą czynu, Zbawiciel jest specjalistą od rozwiązań w sytuacjach trudnych, które ludzie nazwaliby wręcz sytuacjami bez wyjścia. Ostatecznie po grzechu pierworodnym Bóg znalazł sposób na ujawnienie Swej Miłości Miłosiernej.
I Jego właśnie mamy naśladować. Jesteśmy wezwani do czynu, do przemieniania świata. Wiemy jednak, że czasem potrzeba wiele cierpliwości, aby coś zmienić, a przede wszystkim zmienić siebie, wiemy, że czasem bardzo długo musimy się uczyć tej prawdy, że Bogu powinniśmy pozwolić działać, a nie podejmować desperackich i rozpaczliwych działań.

Nadajmy treść skojarzeniom

Nim zajmiemy się poszczególnymi znakami, symbolami i postawami, przypomnijmy sobie, jak grają muzycy tworzący jedną orkiestrę czy kapelę, jak śpiewają chórzyści. Nikt nie próbuje „swego kawałka” zagrać czy zaśpiewać wcześniej, niż to przewiduje kompozytor, i poprowadzi dyrygent. Co z tego wynika? Pozwólmy, by Adwent był do końca tym, co oznacza to słowo, by Pan Jezus spokojnie mógł zejść po drabinie, którą mu siostra zakrystianka do nieba przystawiła. Pozwólmy, by wszystkie świeczki adwentowego wieńca wypaliły się w czasie codziennych Rorat, pozwólmy, by pełne tęsknoty pieśni adwentowe nie zostały zagłuszone przez kolędy, które ludzie niecierpliwi i żądni zysku chcieliby nam podsuwać, aby człowiek nakupował wiele, nie całkiem potrzebnych, przedmiotów. Można by nawet dość prowokacyjnie stwierdzić, że tyle stracimy ze Świąt, ile ich wykradniemy wcześniej…
Choinka – jak każde drzewko – jest symbolem życia. Świerk, jodła czy sosna są także w zimie zielone, nadają się zatem szczególnie do tego, by o tym życiu w grudniu przypominać. Ważne jest, by postawić choinkę, gdy prawdziwe życie, czyli Jezus Chrystus nadchodzi, by symbol życia nie próbował coś znaczyć, gdy jeszcze nic nie znaczy. Nie za wcześnie! Uciekajmy od nastroju pełnego… pustki – chyba, że chcemy, aby taka pustka w nas zamieszkała. Dobry jest zachowywany w wielu rodzinach zwyczaj, by na choince pojawiało się wiele ozdób własnoręcznie przygotowanych – to z kolei znak koniecznej współpracy człowieka z tym, co otrzymuje od Boga. Spotkałem się też dwa razy z ciekawym zwyczajem. Pod choinką, ozdobioną różnymi słodyczami, pięknymi „zabawkami” i bombkami musiała leżeć jedna bombka stłuczona. Gdy o to zapytałem, to odpowiedziano mi dziwiąc się, że tego sam nie pojąłem, że taka rozbita połyskująca wcześniej szklana bańka jest znakiem jak nietrwałe jest piękno tego świata…

Opłatek uczy nas wrażliwości

fot. www.sxc.hu

fot. www.sxc.hu

Opłatek… Nim weźmiemy go do ręki pomyślmy o osobach, z którymi się tym opłatkiem przełamiemy. Ten znak nie będzie pusty, jeśli już wcześniej otoczymy modlitwą każdą z tych osób. Pomyślmy przed Panem Bogiem o problemach każdej z tych osób, o radościach i troskach, które wypełniają ich dzień.
Poza tym zawsze, gdy bierzemy do ręki opłatek pomyślmy, że materia opłatka uczy nas, że takie właśnie są nasze ciała, „gliniane naczynia”, w których nosimy skarb (por. 2 Kor 4,7). Jesteśmy tak kruchą materią, łatwo zniszczalną, a jednak ufność Boga składającego w nas Jego dary jest ogromna. Tym bardziej możemy być wdzięczni za tę ufność, tym większe może być nasze staranie, aby niczego z Bożej łaski nie stracić. Tak samo kruche są nasze uczucia, również nasze postanowienia. Tak słabe ciało przyjął Syn Boży, aby pokazać, że ludzka słabość może „pomieścić” Łaskę Boga, że nie od naszej mocy, tylko od Bożego postanowienia zależy nasza wielkość. Opłatek uczy nas wrażliwości i troski, zwłaszcza o słabszych oraz bardziej nieporadnych, szczególnie o dzieci i chorych.

Prezent – wizyta

Prezenty – co, albo lepiej kto jest najważniejszym prezentem? Oczywiście Jezus Chrystus przychodzący od Boga. Wszystkie inne upominki są tylko nikłym symbolem tego Jednego. Jaki z tego wniosek? Że sens ma tylko taki prezent, który niesie Jezusa, czyli taki, który będzie Jego znakiem, przybliżeniem Jego łaski. Jak ognia trzeba strzec się takich podarunków, które są wybierane przypadkowo, „od niechcenia”, aby odhaczyć. Może położyć nacisk na własnoręczne wykonanie? Na pomysł pełen poczucia humoru i wyczucia życzliwości? W pewnej rodzinie spotkałem się ze wspaniałym rodzajem prezentów: pod koniec wieczerzy wigilijnej dzieci wręczały rodzicom w kopercie np. następującą kartkę: „Przez cały Adwent starałem się nie spóźniać, co się udało widzieliście, ale zrobię wszystko, aby było z tym jak najlepiej”, albo: „Starałam się, aby mi nic nikt nie musiał przypominać i mam nadzieję, że tak już zostanie”. Rodzice obdarowywali innych takim prezentem: „Wiem, jak bardzo Wam zależy na moim zdrowiu i dziękuję za wszelkie sposoby męczenia mnie, abym rzucił palenie, teraz postanawiam zerwać z tym definitywnie”, albo „Niech moim darem dla Was będzie to, że zawsze postaram się każdego z szacunkiem wysłuchać”. Mam nadzieję, że od kiedy zacząłem o tym mówić na kazaniach i pisać, gdzie tylko mogę, ilość takich prezentów znacząco wzrosła.
Doskonałym prezentem, „zawierającym Pana Jezusa” może być też wizyta u kogoś cierpiącego, list do osoby osamotnionej.
A co zrobić z patosem, sztuczną atmosferą w świątecznym domu? A gdy inni udają? A może inaczej już nie umieją? Na pewno niejedna i niejeden z Czytelników powie, że zna osoby, wobec których trudno mieć nadzieję. Ale przypomnijmy sobie, że Pan Bóg z każdym człowiekiem i z każdym problemem da sobie radę. Aby Mu tylko tę osobę, tę sprawę powierzyć. Aby tylko ufać, pragnąć, można nawet modlić się tak trochę „drapieżnie” – „Panie Boże szturchnij tego człowieka na tyle mocno, by mu pomogło; na tyle delikatnie, byśmy my nie mieli nowych problemów”. Starajmy się dużo wcześniej, nawet kilka dni przed wieczorem składania życzeń przygotować słowa, jakie chcemy skierować do poszczególnych osób.

ks. Zbigniew Kapłański

Comments are closed.