Ku powołaniu

„Słoneczny promyk”

Julia Ledóchowska w wieku 7 lat

Rodzice Julii – Antoni i Józefina Salis-Zizers

„Bacz na obyczaje przodków” – to dewiza starego i zasłużonego rodu Ledóchowskich, do którego należała święta matka Urszula. Jej pradziad Antoni był posłem na Sejm Czteroletni i kawalerem Orderu św. Stanisława. Dziadek Ignacy Hilary dowodził, jako generał, w powstaniu listopadowym w 1831 roku bohaterską obroną twierdzy Modlin. Stryj Mieczysław był arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim.

Przyszła Święta była córką Antoniego, rotmistrza huzarów austriackich, i Józefiny Salis-Zizers, Szwajcarki, skoligaconej z europejskimi rodami arystokratycznymi. Urodziła się 17 kwietnia 1865 roku w Loosdorf pod Wiedniem, a na chrzcie otrzymała imiona Julia Maria. Była dzieckiem niezwykle radosnym. Mama nazywała ją „promykiem słonecznym”, a sama Julia wspominała: „Aż do szesnastego roku życia byłam wesołym łobuziakiem, wdrapywałam się na wszystkie drzewa w ogrodzie, a na spacerach szalałam jak głupia. Myślę, że coś mi jeszcze z tego pozostało w upodobaniu do śmiałych, hazardowych wyczynów. W szkole klasztornej, do której uczęszczałam przez sześć lat [szkoła zakonna Pań Angielskich w St. Pölten], byłam lubiana z powodu mej wesołości”.

Wychowanie pełne miłości

Rodzeństwo Ledóchowskich w 1872 roku. Od lewej: Włodzimierz (późniejszy generał jezuitów), Ernestyna, Maria Teresa (późniejsza założycielka Sodalicji św. Piotra Klawera, beatyfikowana w 1975), Julia (późniejsza matka Urszula) i Maria

Obdarzona nieprzeciętnymi zdolnościami dziewczynka wyróżniała się także pilnością. Potrafiła pięknie malować i z łatwością uczyła się języków obcych. Poza tym lubiła pływać, jeździć na łyżwach i konno. Grała na fortepianie i cytrze. Na jej wychowanie wpływała atmosfera domu rodzinnego: „W domu wychowywaliśmy się w atmosferze naprawdę Bożej. Rodzice, nie chcąc pozbawić dzieci łaski Bożej, starali się, by w dniu narodzin lub nazajutrz były ochrzczone, chyba że poważna zaszła przeszkoda. Przestrzegali sumiennie przykazań Bożych i kościelnych i nas do tego od najmłodszych lat wdrażali… W ciągu roku przystępowaliśmy do Komunii Świętej – jak na ówczesne czasy – dość często. Przeważnie każda uroczystość domowa (imieniny, urodziny) była uczczona Mszą świętą odprawioną w intencji solenizanta czy solenizantki oraz Komunią Świętą… Rano i wieczorem nie było w domu wspólnej modlitwy. Modliliśmy się grupkami lub indywidualnie. Każdy posiłek poprzedzała modlitwa. Pamiętam też, że na głos dzwonu odmawialiśmy Anioł Pański. Wychowanie nasze było poważne, roztropne, raczej surowe, choć pełne miłości. Spaliśmy na twardym materacu, pod głową mieliśmy małą, cienką poduszkę z włosia. Nie pozwalano nam na kaprysy przy jedzeniu. Od dzieciństwa ćwiczono nas w odwadze, wstydem było rozczulać się nad sobą. [Matka] wspomagała biednych, nawiedzała chorych, wprowadzając nas stopniowo w służbę samarytańską” – wspominała młodsza siostra Julii, Franciszka.
Od 1883 roku rodzina Ledóchowskich mieszkała w Lipnicy Murowanej koło Bochni, na ziemiach polskich pod zaborem austriackim. Józefina, choć nie pochodziła z Polski, była przekonana, że dzieci powinny wychowywać się w swojej ojczyźnie. Julia miała już lat osiemnaście i z wielkim oddaniem poświęcała się pracy społecznej: uczyła polskie dzieci czytania, pisania i historii Polski. Z okazji świąt lub Pierwszej Komunii Świętej przygotowywała dla nich przyjęcia. Pomagała wiejskim chłopcom, którzy chcieli zostać kapłanami. Opiekowała się biednymi i chorymi.

Rozstanie z życiem dla Życia

Szczęście rodzinne w Lipnicy nie trwało jednak długo. W 1885 roku starsza siostra Julii, Maria Teresa, zachorowała na ospę, a wkrótce zaraził się nią ojciec Antoni i niespodziewanie zmarł. Julia zdążyła mu powiedzieć o swoim powołaniu do życia zakonnego i otrzymać jego błogosławieństwo. Ale zanim sama opuściła dom, do seminarium duchownego w Tarnowie, dziesięć miesięcy po śmierci ojca, wstąpił brat Julii, Włodzimierz. Wkrótce do Salzburga na dwór księżnej toskańskiej, jako dama dworu, wyjechała Maria Teresa. Julia musiała przejąć domowe obowiązki. Zarządzała majątkiem, doglądała prac polowych oraz z oddaniem starała się pocieszać pogrążoną w żałobie i tęskniącą za dziećmi, matkę. Jednak pragnienie wstąpienia do klasztoru okazało się silniejsze od przywiązania do rodziny. Już w lecie 1886 roku mogła z matczynym błogosławieństwem pożegnać dom w Lipnicy. Jak zanotowała pani Józefina, w środę, 18 sierpnia, „moja Julcia opuściła nas. Włodzimierz odwiózł ją do Urszulanek w Krakowie… Rozstanie z życiem dla Życia. Boże, wspieraj mnie! A jej dozwól znaleźć spokój duszy na drodze, którą sama obrała”.
Julia zapamiętała na zawsze miłość, cierpliwość oraz wyrozumiałość swojej matki i starała się naśladować ją w swojej pracy wychowawczej. Powtarzała też często radę Józefiny Ledóchowskiej: „Dzieci, choćby wam się wiodło bardzo źle, nie traćcie nadziei!”. A we wstępie do książki poświęconej swojej matce napisała: „Czym jesteśmy i co posiadamy, zawdzięczamy po Bogu Twej macierzyńskiej miłości i Twemu przykładowi. Niech ta książeczka w naszych smutnych czasach, gdy życiu rodzinnemu tak mało poświęca się uwagi, stanie się dla żon i matek drogowskazem, który im wskaże ścieżkę do nieba przez ciche, cierpliwe i pokorne pełnienie obowiązków”.

Świętość dzieci

Antoni i Józefina Ledóchowscy wychowywali dziesięcioro dzieci, w tym trzech synów z pierwszego małżeństwa Antoniego. Ich pierworodna córka Maria Teresa (1863–1922), nazywana „Matką Czarnej Afryki”, założyła Sodalicję św. Piotra Klawera dla wspierania misji afrykańskich i została beatyfikowana w 1975 roku. Syn Włodzimierz (1866–1942), jezuita, był wybitnym organizatorem i przez 27 lat generałem zakonu jezuitów. Zmarł w opinii świętości. Ich młodszy brat Ignacy (1871–1945), najpierw oficer armii austriackiej, potem Wojska Polskiego, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a w czasie drugiej wojny światowej, jako generał w stanie spoczynku, zaangażował się w działalność konspiracyjną w Armii Krajowej. Schwytany przez gestapo, trafił do więzienia, gdzie dał odważne świadectwo: „Oczywiście, że jestem generałem, i oczywiście, że należę do ruchu oporu, bo każdy uczciwy Polak tak musi się zachować, ale więcej nic wam nie powiem”. Wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, gdzie zginął w 1945 roku. I wreszcie córka Julia, matka Urszula, założycielka szarych urszulanek, została kanonizowana przez błogosławionego Papieża-Polaka, Jana Pawła II, w 2003 roku.

Comments are closed.