Z posługą na Wschodzie

„W tym znaku zwyciężysz”

Matka Urszula w Petersburgu, 1907

Zaopatrzona w papieskie pozwolenie na życie zakonne w konspiracji, 31 lipca 1907 roku matka Urszula, jako hrabina Ledóchowska, w towarzystwie jednej postulantki, wyjechała do Petersburga na misje.

W Rosji życie zakonne było oficjalnie zakazane, dlatego siostry musiały ukrywać swoją tożsamość i nosiły stroje świeckie. Internat przy parafii św. Katarzyny wymagał wielkich zmian i ciężkiej pracy. Przed przybyciem matki Urszuli „był zorganizowany na modłę rosyjską, tzn. nie było w nim atmosfery rodzinnej, lecz rygor i powierzchowne spełnianie praktyk religijnych”.
Na początku matka Ledóchowska musiała pilnować robót remontowych, uczyć się języka rosyjskiego i cerować uczennicom pończochy. We wrześniu przyjechały jeszcze dwie urszulanki i zaczęła się praca w internacie. „Zadanie nasze nie było łatwe – pisała matka Urszula. – Dzieci, szczególnie starsze uczennice, były do nas uprzedzone, wielka część nauczycielek również, a kolonia polska też nie ułatwiała pracy, patrząc na nas bardzo krytycznie. Byłyśmy dla nich zbyt katolickie”. To jednak nie zraziło Matki i już wkrótce zyskała zaufanie dziewcząt: „Matka Urszula przedstawiła nam Boga w całkiem innym świetle, nie stosowała zupełnie przymusu w praktykach religijnych, miewała do nas często konferencje i pouczenia. Mówiła o miłości Boga, o tym, że Go należy kochać, bo nas umiłował”.

Same w stolicy carów

Błogosławieństwo Ojca Świętego Piusa X dla Matki Urszuli Ledóchowskiej

Ponieważ dom w Petersburgu był tylko domem filialnym domu krakowskiego, matka Urszula podjęła starania o uzyskanie dla niego erekcji kanonicznej. Ze względu na odległość, szczególne warunki pracy w Petersburgu, w tym np. cenzurę korespondencji, kontakty z przełożoną w Krakowie były bardzo utrudnione, dlatego powstanie autonomicznego domu stało się konieczne. W tych staraniach pomogła Urszuli rodzona siostra Maria Teresa, która w tym czasie była generalną kierowniczką założonej przez siebie Sodalicji św. Piotra Klawera i miała już główny dom w Rzymie. Znała doskonale prawo zakonne i była dobrze widziana w Watykanie i w Świętej Kongregacji.
„Dnia 25 lutego 1908 r. otrzymałam erekcję kanoniczną domu w Petersburgu z nowicjatem. Byłyśmy więc samoistnym domem zakonnym o Konstytucjach krakowskich, lecz same w stolicy carów. Bóg Panem jedynym i Opiekunem, a zastępcą Jego na ziemi – nasz Ojciec Święty Pius X. (…) Przez siostrę moją [Marię Teresę] kazał nam Ojciec Święty powiedzieć, iż możemy choćby w różowe suknie się ubierać, bylebyśmy tam pracowały. (…) Ojcowska dobroć Piusa X była dla nas w najcięższych chwilach prześladowania w Rosji pociechą i siłą” – pisała we wspomnieniach Urszula Ledóchowska, która została przełożoną nowego domu.
Matka Urszula zdecydowała się też zdać egzamin nauczycielski po rosyjsku, aby móc uczyć w gimnazjum i zarabiać pieniądze, których bardzo brakowało wspólnocie. Poprawiłoby to także kontakty z uczennicami. Choć siostry musiały wciąż przełamywać nieufność środowiska, w którym pracowały, dzięki przede wszystkim gorliwości matki przełożonej udawało im się objąć swoją działalnością coraz więcej osób. W mieście prowadziły także Sodalicję Mariańską dla pań i studentek oraz internat dla tych ostatnich. Miały kontakty z katolikami Rosjanami, dla których matka Urszula starała się o kaplicę z nabożeństwami odprawianymi po rosyjsku, w obrządku łacińskim i greckim. Projekt jednak nie został zrealizowany, ponieważ nie wyraził zgody katolicki biskup, mimo że uzyskano pozwolenie rządowe. Potem matka Urszula tłumaczyła tę sytuację opatrznościowo. Wkrótce bowiem rozpoczęły się w Rosji ostre prześladowania Kościoła katolickiego. Nie uniknęły ich także urszulanki. Były przesłuchiwane, zagrożone dokuczliwymi i niespodziewanymi rewizjami, atakowane w prasie.

Gwiazda Morza

Na kamieniu w Merentähti nad Zatoką Fińską

W związku z tą sytuacją matka Ledóchowska kupiła w 1908 roku 30-hektarową posiadłość nad Zatoką Fińską, w Karelii, należącej wówczas do Rosji. Miejsce to na cześć Matki Bożej nazwała Gwiazdą Morza – po fińsku Merentähti. Założyła tam prywatne gimnazjum, kaplicę i nowicjat dla zgłaszających się do urszulanek dziewcząt. „Postanowiłam w Merentähti otworzyć gimnazjum dla polskich dzieci z rosyjskim językiem wykładowym. Skłoniły mnie do tego trudności z syndykatem [rada parafialna] i nieprzyjazne postępowanie kolonii polskiej (nie wszystkich, rozumie się). Będą się więcej z nami liczyli, jak będziemy miały swoją własną szkołę oprócz Świętej Katarzyny”. Poza tym Merentähti stało się doskonałym miejscem do spędzania wakacji dla petersburskich sióstr i dzieci. Dzieło miało także charakter ekumeniczny, ponieważ matka Urszula przyciągnęła do Gwiazdy Morza miejscowych Finów, przeważnie luteranów. Specjalnie dla nich rozbudowała kaplicę, zapraszała ich na wspólne nabożeństwa, nauczyła się języka fińskiego i postarała się o przetłumaczenie na ten język pieśni religijnych, modlitw i katechizmu.
„Dziwny urok ma Merentähti, wszyscy czują się tutaj jak w raju, nawet powołania ruszają. (…) I budowa znów się rusza: buduje się dom łączący pierwotny dom z drugim budynkiem, dotąd połączone korytarzykiem, przez co powstanie duża sala jadalna, duża sypialnia i cztery małe celki. Dach wieżyczki pokryje się blachą cynkową i na szczycie umieści duży, cynkiem obity krzyż, błyszczący w słońcu z daleka. Co na to powiedzą Rosjanie? Wszak to rok jubileuszu, szesnaście wieków od edyktu mediolańskiego, od dnia, gdy Konstantyn widział krzyż w obłokach z napisem: In hoc signo vinces! [W tym znaku zwyciężysz]. Więc to na pamiątkę jubileuszu nie tyle katolickiego, co chrześcijańskiego”.

Niebezpieczna dla Rosji

Kłopoty z władzami carskimi były jednak coraz poważniejsze. Matka musiała ukrywać swoją prawdziwą działalność. Wszystkie siostry otrzymały z Rzymu zwolnienia od ślubów. Dokumenty zakonne musiały spalić lub schować: „I tam, w Merentähti, kazałam zdjąć kratki w chórze, siostry po świecku musiały się uczesać, zakopałyśmy egzemplarze Reguły świętej i inne papiery w piasku na górce, słowem, wszelkie środki ostrożności były powzięte”. Nie udało się zatrzymać w Merentähti dwóch księży-zakonników, którzy służyli w tamtejszej kaplicy. Zamknięto kaplicę w Petersburgu. Matka Ledóchowska nie wahała się odwiedzać urzędników i walczyć o swoje dzieło. Bywała u naczelnika do spraw wyznań, u kuratora szkolnego, była nawet u premiera Stołypina: „Wysoki, ponury, nieprzyjemny. Podnoszę nos, jak tylko mogę, wysoko. W takich okolicznościach pokora nie popłaca”. Ale nikt nie chciał jej pomóc, bo jak się dowiedziała – była dla Rosji niebezpieczna. Po wybuchu pierwszej wojny światowej w 1914 roku, otrzymała kategoryczny nakaz opuszczenia granic Rosji na zawsze.

Comments are closed.