Portret współczesny

40-lecie malarskiej twórczości

Na początek, może kilka słów o waszym małżeństwie, które z racji malowania zarówno przez męża, jak i żonę, uchodzi za wyjątkowe.

Wacław: Nie uważam żeby czymś wyjątkowym było to, że oboje mamy tę samą profesję. Wszak istnieje wiele małżeństw uprawiających ten sam zawód. Na uwagę bardziej zasługuje fakt, że jesteśmy razem, choć wywodzimy się z różnych środowisk, można powiedzieć, że jesteśmy indywidualistami i bez Bożego wsparcia trudno byłoby trwać w jedności małżeńskiej.

Czy kiedy się poznaliście, byliście już malarzami?

Urszula: Studiowaliśmy na uczelni artystycznej w jednej pracowni malarskiej, stąd nasza znajomość, przyjaźń, miłość.

W.: Pierwszy rok studiów dobiegał końca i pewnej niedzieli, wychodząc z kościoła, spotkałem dziewczynę, która codziennie stała przy sztaludze obok mnie w pracowni malarskiej. To nasze spotkanie na płaszczyźnie duchowej zbliżyło nas do siebie. Zaczęliśmy wspólnie spędzać niedziele: po Mszy św. obiad w stołówce studenckiej, potem spacer, kino lub teatr, koncert w filharmonii. Po czwartym roku postanowiliśmy się pobrać. Można powiedzieć, że połączyła nas wiara.

No właśnie, czym jest dla was wiara?

U.: Wiara jest podstawą, na której staramy się budować wszystkie płaszczyzny życia. Do tego się dochodzi stopniowo, ale to nie nasza zasługa – to Boże prowadzenie.

Jakie są wasze korzenie, dlaczego na miejsce swojego życia wybraliście Bielsko-Białą?

U.: Pochodzimy z małych miejscowości, ja z Lubelszczyzny, a mąż z centralnej Polski. Kiedy byliśmy na studenckim rajdzie, zachwyciły nas Beskidy. I wtedy zapadła decyzja, że po studiach tutaj się osiedlimy. Na tę decyzję miał również wpływ fakt prawie jednakowych odległości od naszych domów rodzinnych i oczywiście walor turystyczno-krajobrazowy Bielska-Białej.

Czy osobiste zafascynowanie malarstwem każdego z was udało się przekazać dzieciom?

W.: Dzieci nasze wzrastały wśród płócien, sztalug i zapachu farb. Mając świadomość niestabilności finansowej w tym zawodzie, staraliśmy się uchronić je od „piętna” malarstwa. Syn od najmłodszych lat wykazywał łatwość w rysowaniu i wrażliwość kolorystyczną. Cechy te odezwały się przy wyborze szkoły średniej. Ukończył liceum plastyczne, a następnie wydział malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wcześniej córka ukończyła architekturę na Politechnice Krakowskiej, gdzie również ważny jest rysunek.
U.: I tak Kraków – piękny i bogaty kulturowo, zabrał nam dzieci. Tam założyły swoje rodziny.

Czy wnuki często podglądają dziadków i zaczynają ich naśladować?

U.: Wnukami cieszymy się podczas wakacji. Wszystkie lubią rysować. Mamy dość duży zbiorek ich prac.
W.: Wnuki, a mamy ich ośmioro, są w podobnej sytuacji, w jakiej były nasze dzieci. Pracownia malarska, w której lubią przebywać, jest dla nich miejscem pracy dziadków, gdzie nie zawsze można wchodzić. Jedna z wnuczek wykazuje ponadprzeciętne uzdolnienia plastyczne, ale nie staramy się ingerować i ukierunkowywać.

Jakie obrazy malujecie najczęściej; czy tematem obrazów jest wewnętrzna potrzeba czy konieczność realizowania zamówień, bo żyjecie przecież z malarstwa?

W.: Jedno nie przeczy drugiemu. Wykonanie obrazu na zamówienie też jest realizacją potrzeby serca w danym temacie. Jeżeli nie jestem do niego przekonany, to obraz nie powstanie. Artysta ciągle musi czerpać skądś inspiracje. Dla mnie taką nieprzebraną skarbnicą jest natura. Każde nowe płótno oparte jest na analizie natury, stąd moja dbałość o ciągły z nią kontakt poprzez plener malarski. Malowanie pejzażu to wspaniałe przeżycie. Bogactwo form zawartych w przyrodzie jest nieprzebraną skarbnicą inspiracji – wrażeń kolorystycznych, układów kompozycyjnych, którymi malarz powinien się nasycać, aby nie utracić świeżości spojrzenia i wrażliwości. Dlatego przynajmniej raz w roku staramy się wyjechać na kilka dni w ciekawe miejsce i zatopić się tylko w malarstwie. Na wakacyjny wypoczynek też zabieramy przybory malarskie.
U.: Moją potrzebą serca jest malowanie kwiatów – moich ulubionych, zwłaszcza tych wypielęgnowanych na własnej grządce. I gdy ktoś chce kupić taki obraz – to z żalem się z nim rozstaję.

A czy w Waszej twórczości są też obrazy o tematyce religijnej?

W.: Oczywiście. Są to obrazy do kościołów (m.in. w Bielsku-Białej, Zakopanem, Kalnej, Żywcu, Ostrawie), ale i dla osób prywatnych. Jest wśród tematów Jezus Miłosierny, św. Maksymilian w różnych ujęciach, bł. Celina Borzęcka, bł. Maria Antonina Kratochvilova, św. Jan Sarkander, bł. Jerzy Popiełuszko, i wiele innych. Coraz częściej rodzice, rodzice chrzestni czy goście weselni zamawiają na prezent ślubny obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Z okazji I Komunii św. namalowałem obrazy św. Anny, św. Małgorzaty, czy w mniej stereotypowym ujęciu Anioła Stróża.

Czy z malarstwa można się utrzymać?

W.: Robimy to prawie od 30 lat. Wymaga to dużej dyscypliny pracy. Również dyscypliny w gospodarowaniu budżetem – zwłaszcza w okresie gdy nie ma zleceń. Nie jest łatwo, ale widać, że z Bożą pomocą jest to możliwe.

Co uważacie za swoje najważniejsze osiągnięcie? Jaki obraz?

U.: Wieloletnią współpracę z prestiżowa galerią wiedeńską – wystawy w samym centrum tego pięknego miasta.
W.: Najbardziej mnie cieszy obraz św. Brata Alberta w kościele pod jego wezwaniem w Bielsku-Białej, tryptyk poświęcony św. Pawłowi w kościele na os. Polskich Skrzydeł oraz monumentalne przedstawienie bielskiego Hotelu President w ujęciu historycznym, eksponowane w jego recepcji.

Który z Waszych obrazów jest najszerzej znany?

W.: Sądzę, że najszerzej znany jest obraz Świętej Rodziny, który podczas Roku Rodziny w Diecezji Bielsko-Żywieckiej odwiedzał nasze domy.

Co przynosi wam największą satysfakcję?

U.: Dużo pozytywnych przeżyć dały nam wystawy w prestiżowych galeriach Wiednia. Jednak największą satysfakcją jest podziękowanie. Często na wernisażu podchodzą do nas osoby, aby okazać wdzięczność, że mogły to obejrzeć. Tak było ostatnio na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Zaszczytem i satysfakcją była dla mnie również realizacja panoramy Jerozolimy dla pewnej Damy Zakonu Bożogrobców.

W.: Dużą satysfakcję przyniósł mi portret Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego, który znajdował się w prywatnych apartamentach Ojca Świętego bł. Jana Pawła II.

Jaka w waszym życiu jest rola modlitwy?

U.: Każdy dzień staramy się w modlitwie powierzyć Bogu. „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” dotyczy także naszej profesji.

W.: Na każdym kroku doświadczam mocy modlitwy. Staram się aby w moim życiu znak krzyża rozpoczynał wszelkie działanie: rano gdy wstaję, gdy siadam do posiłku, za kierownicą czy przed sztalugą. To na modlitwie odkryłem swój talent jako dar od Boga, którym trzeba się dzielić z bliźnimi. Przy tym traktować ich z szacunkiem i ofiarować przeżycia estetyczne, które wzbudzając zachwyt uskrzydlają do wszelakiego działania. „…bo piękno na to jest by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało” – pisał Cyprian Kamil Norwid.

Czym zajmujecie się poza malowaniem?

U.: Bardzo lubię spędzać czas w swoim ogródku, mąż zaś z pasją oddaje się fotografii i majsterkowaniu. W miarę możliwości włączamy się w apostolstwo świeckich w Kościele poprzez uczestnictwo w ruchu rekolekcyjnym „Spotkania Małżeńskie”.

Marzenia na najbliższą przyszłość?

W.: W 2014 roku będziemy obchodzić 40-lecie pracy twórczej. Z tej okazji chcielibyśmy zorganizować retrospektywną wystawę naszych dokonań. Taka wystawa daje samemu artyście możliwość obejrzenia w całości swojego dorobku, swojej drogi twórczej i w pewnym sensie rozliczenia z samym sobą. Jest to dobry czas ku temu.
Dziękuję za rozmowę i życzę wierności w codziennym wypełnianiu woli Bożej.

Szczęść Boże!

Comments are closed.