Droga – Prawda – Życie

Ducha Świętego poznawałem stopniowo

fot. ks. Z. Pytel

Najpierw trochę wspomnień i refleksji. Z wykładów śp. księdza Jana Twardowskiego (a słuchałem ich na pierwszym roku seminarium, czyli 30 lat temu) pamiętam, nie sięgając do notatek, jedynie kilka myśli i obrazów. Chyba najbardziej trafiło do mnie opowiadanie, w którym nauczycielka poprosiła małe dzieci o narysowanie wiatru.

Jeden z chłopców namalował suszącą się pościel, poruszaną przez silne podmuchy wiatru. Ksiądz Profesor skomentował obraz krótko: „Ducha Świętego nigdy nie zobaczymy, ale jak nauczymy się patrzeć, to nieustannie będziemy widzieć skutki Jego działania”.
Przed wspomnianym wykładem, Duch Święty był dla mnie – jak uczy Katechizm – Trzecią Osobą Trójcy Świętej, Kimś nieznanym, obecnym bardziej w postaci definicji zapisanej jakoś w pamięci, niż konkretną Osobą, z którą można nawiązać kontakt, do której można się zwracać.

fot. Z. Kiresztura

Dzisiaj podobnie, gdy zapytałem o Ducha Świętego kilku uczniów ze szkół, w których uczę, to większość z nich odpowiadała językiem katechizmowych definicji. Nawet gdy ktoś słyszał świadectwo osób opowiadających o działaniu Ducha Świętego w ich życiu, ludzi, którzy mówili, że On jest źródłem odwagi potrzebnej aby przyznać się do wiary, do przestrzegania ewangelicznych rad Pana Jezusa, to wydawało się to odległe, a nawet nieciekawe.
Taka przepaść między dającymi świadectwo a słuchaczami wynika stąd, że „nadawali na innych falach”: pierwsi mówili o tym, co poruszyło ich emocje i pobudziło myślenie, a drudzy, słuchając trochę od niechcenia, nie widzieli w tym niczego rewolucyjnego. Zauważmy, że tak naprawdę nie umiemy opowiadać o naszych przeżyciach, łatwiej jest mówić jedynie o faktach. Weźmy przykład z zupełnie innej dziedziny życia. Jeden z moich uczniów, Błażej, który przed paru laty miał wszczepiony w okolice serca minidefibrylator mówił, że czuł, iż właściwie nikt nie rozumie jego przeżyć z tym związanych, mimo że właśnie na prośbę życzliwych mu kolegów opowiadał o zabiegu i dochodzeniu do siebie.
Wracam do tematu Ducha Świętego, którego na początku Pisma Świętego możemy poznać, gdy „unosi się nad wodami” – jeszcze przed wyłonieniem się z wód ziemi, przed powstaniem roślin oraz zwierząt. On panuje, w Nim jest potencja, z której wyłoni się wszystko, ale dzięki słowu Ojca.
Czytamy w Księdze Rodzaju, że Bóg daje „tchnienie życia”, aby zaistniało życie, aby człowiekowi dać życie nieśmiertelne. To tchnienie stosuje też Pan Jezus, np. gdy udziela po Zmartwychwstaniu Apostołom władzy rozgrzeszania (zob. J 20,23n). W Mszy Krzyżma, celebrowanej w Wielki Czwartek przed południem, biskup też posługuje się tchnieniem przy poświęceniu Oleju Krzyżma.
W 1. Księdze Królewskiej, gdy Eliasz szturchnięty przez Anioła idzie do góry Horeb, podziwiamy wyczucie proroka, który poznał, że Bóg nie przychodzi do niego w burzy czy wichurze, ale w „łagodnym powiewie” (1 Krl 19,5–14).
Słyszymy też, że Duch „wieje, kędy chce”, nie zapanujemy nad Nim, możemy jedynie przyjąć Jego nadejście. W tym kontekście może lepiej byłoby powiedzieć „delikatny podmuch”. Ten ruch Ducha ma jednak za każdym razem właściwości innego charakteru wiatru. Potrafi „przeniknąć” tak, że człowiek czuje niemal do szpiku kości, iż życie trzeba uporządkować, że jest wezwany do konkretnego działania, do spełnienia wyznaczonej misji, wierności powołaniu.
W dniu Zesłania Ducha Świętego słyszymy niemal „szum z nieba”, któremu towarzyszą „języki jakby z ognia”, „wiatr”, który wnika głęboko w przeżycia człowieka, daje odwagę, pozwala zrozumieć świat i miłość Boga do człowieka, jest samoudzieleniem się Boga.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem drogę mojego poznawania Ducha Świętego z kart Biblii. Widać jasno, że On może osuszyć łzę, popchnąć do pozytywnego działania lub powstrzymać – podobnie jak się idzie z wiatrem lub pod wiatr, ale może też obrócić o 180 stopni, przewartościować, a czasem zniszczyć – jeśli Mu pozwolimy unicestwić wszystko, co do Boga nie prowadzi.
Ale to przecież dopiero początek. Można sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego, przeczytać encyklikę Jana Pawła II Dominum et vivificantem, przejrzeć licznie wydawane materiały przygotowujące młodzież do Sakramentu Bierzmowania. To wszystko jednak nie sprawi, że ktoś „zacznie słuchać na odpowiedniej częstotliwości”, trzeba osobistego spotkania, a bez woli Ducha Świętego ono nie nastąpi. I tak – można powiedzieć – koło się zamyka. Wracamy do pytania: jak komuś, czy wręcz sobie zapewnić przeżycie Obecności, Działania Ducha Bożego?
Odpowiedź jest dość prosta, chyba też wszystkim znana – prosić. Trzeba spulchniać glebę swego serca przez włączanie się w nurt życia, jaki Chrystus pozostawił w Sakramentach Świętych, a zwłaszcza we Mszy Świętej, trzeba orać i bronować wytrzymując po kilkanaście minut na adoracji, przy prostym uświadamianiu sobie, że „bez Niego nic nie możemy uczynić”. Trzeba też unikać największego błędu, gdy szczerze pragniemy zbliżyć się do Boga – nie wolno oczekiwać, że się będzie czuło wiarę. Wiara jest decyzją, pisał też o tym Leopold Staff:
Kto szuka Cię, już znalazł Ciebie.
Można wymieniać litanię spraw, w których bez Ducha Świętego na pewno nie damy rady, ale może powiedzmy to samo w nieco inny sposób.
Aby się dobrze modlić – trzeba Go prosić o tę łaskę (dobra modlitwa to niekoniecznie ta, która daje satysfakcję: ale się wymodliłem).
Aby się nawrócić – trzeba od Niego przyjąć dar nawrócenia.
Aby szczerze żałować – potrzebny jest dar żalu; aby się poprawić – konieczna jest pomoc z nieba i nadprzyrodzone umocnienie naszych starań.
Aby zrobić coś dobrego – trzeba błagać, aby Duch Święty dawał nam pomysłowość, roztropność i wytrwałość (przypomnijmy sobie tak wiele spraw dobrych, które nam się nie udały – czy prosiliśmy o pomoc z nieba?).
Każdy codziennie może dopisać kolejne akapity tej litanii.
Można oczywiście zapisać inną litanię: porównań, które pomagają zrozumieć Osobę Ducha Świętego.
Można nazywać Ducha Świętego niewidzialnym Przyjacielem; kiedyś tak o Duchu Świętym pomyślałem, gdy ktoś zdziwiony moją śmiałą wypowiedzią zapytał: „kto za Tobą stoi”; a zatem Duch Święty to takie nadprzyrodzone „plecy”.
Szukajmy dalej dróg poznawania działania Ducha Świętego i módlmy się wzajemnie, aby to było wspierane przez Niego.

ks. Zbigniew Kapłański

Comments are closed.