Bł. Jan Paweł II i ks. bp Albin Małysiak

Przyjaciele

Dwadzieścia lat pracowali razem w Krakowie, a potem przez kolejne dwadzieścia często się spotykali. Bł. Ojciec Święty Jan Paweł II i ks. bp Albin Małysiak byli przyjaciółmi. Bardzo się nawzajem szanowali i lubili spędzać ze sobą czas.

Ks. bp Albin Małysiak często podkreślał, że jego przyjaźń z ks. kardynałem Karolem Wojtyłą zrodziła się w walce z przeciwnikami religii. – Kardynał Wojtyła wysoko oceniał mój wielki wkład w duszpasterstwo akademickie i dobre wyniki tego duszpasterstwa. Nasza przyjaźń rodziła się również wtedy, gdy zorganizowałem z wikariuszami ośrodek katechetyczny dla 5,5 tysiąca dzieci oraz młodzieży. Nasza przyjaźń rodziła się także wtedy, gdy relacjonowałem mu moje spotkania z władzami państwowymi. Byłem bardzo naciskany, ale nigdy się nie załamałem. Kardynał dobrze o tym wiedział – mówił ks. bp Małysiak.

Pobłogosławił

fot. archiwum Księdza Biskupa Albina Małysiaka

Były proboszcz parafii Matki Bożej z Lourdes w Krakowie wspominał takie zdarzenie: – Byłem kierownikiem potężnego ośrodka katechetycznego, a mieliśmy tylko cztery salki, w których katecheza trwała od rana do wieczora, w bardzo trudnych warunkach. Władze socjalistyczne zarządziły, bym wziął udział w pewnym spotkaniu. Ja jednak nie mogłem w nim uczestniczyć, więc odmówiłem. Wówczas oni powiedzieli, że zabiorą mi dwie z tych czterech salek, które zresztą były zupełnie niewystarczające. Pełen rozpaczy poszedłem do kard. Wojtyły i powiedziałem mu, co się dzieje. Kardynał odpowiedział krótko, że tych salek nie możemy utracić. Gdy zastanawialiśmy się co robić, ukląkłem przed Kardynałem i poprosiłem o błogosławieństwo, żeby te czarne chmury odeszły. Z żywą wiarą przyjąłem na klęczkach to błogosławieństwo i jakoś tak się złożyło, że salek nam nie zabrali.
Biskup
Widząc jego wielkie zaangażowanie w pracę duszpasterską ks. kard. Wojtyła poprosił Ojca Świętego Pawła VI o nominację biskupią dla ks. Małysiaka. – Kiedy dowiedziałem się o tym, poszedłem podziękować Kardynałowi, a on wtedy wspomniał, że ta nominacja to uznanie za moje wielkie zaangażowanie w pracę parafialną i w pracę nad młodzieżą akademicką. Potem, po tygodniowych rekolekcjach, które odprawiłem w Tyńcu, 5 kwietnia 1970 roku w Katedrze na Wawelu otrzymałem wraz z ks. Stanisławem Smoleńskim święcenia biskupie. Głównym konsekratorem – z czego jestem bardzo dumny – był ksiądz kardynał Karol Wojtyła. Katedra oczywiście była wypełniona po brzegi. Bardzo licznie stawili się moi parafianie, którzy po skończonej uroczystości bardzo serdecznie i żywiołowo wiwatowali przed katedrą i na placu wawelskim – wspominał Biskup.

Znakomity wódz

Od tego czasu ci dwaj wielcy duchowni spotykali się bardzo często – niemal każdego dnia.
– Po otrzymaniu sakry biskupiej rozpocząłem pracę pod kierunkiem kardynała Wojtyły. Właściwie nie było dnia, w którym nie spotkałbym się z tym znakomitym wodzem duszpasterstwa. Trudniejsze sprawy biskupi omawiali raz w tygodniu z samym Kardynałem. Te spotkania okazywały się bardzo pożyteczne – mówił ks. bp Małysiak, dodając, że ks. kard. Wojtyła był bardzo wymagający wobec swoich współpracowników.
Hierarcha podkreślał, że Jan Paweł II to człowiek głębokiej wiary. – Na tej głębokiej wierze w Boga budował w swoim życiu wszystko. Każde działanie wynikało z jego przekonania o istnieniu Boga i że ten Bóg jest tu na ziemi przy nas. I jeszcze jedna rzecz, jedna cnota, która zawsze się przebijała. Była to jego dobroć do każdego człowieka. Ojciec Święty zawsze był przeciwnikiem zła i potępiał je, choć bardzo kulturalnie. Jednocześnie, będąc przeciwnikiem zła, nie był przeciwnikiem człowieka. Każdemu z kim się spotykał miał w zanadrzu coś dobrego do powiedzenia – opowiadał ks. bp Małysiak.

„Albinku, zostań jeszcze”

Ksiądz Biskup podkreślał, że kiedy ks. kard. Wojtyła został papieżem, to Ojca Świętego odwiedzał przynajmniej raz w roku. – Bywałem na obiadach, częściej na kolacji. Takie spotkania trwały nawet dwie godziny. Często był tylko Ojciec Święty z dwoma sekretarzami i ja, a więc spotkanie bardzo osobiste, ale w południe, szczególnie w niedzielę, po modlitwie Anioł Pański było niekiedy ponad 10 osób. Kardynałowie, biskupi, kapłani i świeccy. Najczęściej omawialiśmy aktualne, zasadnicze problemy Kościoła i naszej Ojczyzny – opowiadał ks. bp Małysiak, dodając, że często w rozmowach pojawiał się problem środków przekazu. Wtedy zawsze podkreślał, że w całym świecie katolickie media są słabe i trzeba je organizować. Niejeden raz pojawiał się także problem Radia Maryja. – Zawsze opowiadałem się zdecydowanie za tą rozgłośnią. Mówiłem, by ci nieliczni, którzy mają mniejsze lub większe zarzuty przeciwko niej wreszcie stworzyli coś lepszego. Oczywiście, ta rozgłośnia, według mej oceny jest wspaniała. Jestem przekonany, że Ojciec Święty podzielał mój pogląd – zaznaczał ks. bp Małysiak.
Przyjaciele często rozmawiali też o zwykłych, codziennych sprawach, czy ludziach. Ojciec Święty chętnie słuchał. Często ks. bp Małysiak opowiadał Papieżowi anegdoty. Zawsze Ojciec Święty śmiał się serdecznie, był szczerze i wyraźnie zadowolony. Świadkowie tych spotkań opowiadają, że niekiedy Papież nawet tak się śmiał, że w jego oczach pojawiały się łzy. Ojciec Święty wówczas od trudnych problemów przenosił się w świat zwykłych, codziennych spraw. – Pewnego razu wyczerpałem już moje anegdoty odpowiednie do opowiadania przy Papieżu, więc zapytałem czy mogę opowiedzieć coś z repertuaru świeckiego. Siedzący obok mnie ks. kardynał Marian Jaworski ze Lwowa bardzo zachęcał bym opowiadał. Powiedziałem: „Ojcze Święty, żeby nie było na mnie”. I opowiadałem, a Papież śmiał się, aż miło – mówił ks. bp Małysiak.
Ks. bp Albin Małysiak jeszcze za życia Jana Pawła II uważał go za świętego. Od dłuższego czasu, gdy pisał do Ojca Świętego to adresował: „Jego Świątobliwość Papież Jan Paweł II Wielki”. – Gdy już Ojciec Święty jest w niebie mogę się pochwalić, że mnie lubił. Mniej więcej w roku 1995 na audiencji generalnej na placu św. Piotra powiedziałem Ojcu Świętemu, że w sobotę odlatuję do Krakowa. Wówczas powiedział mi: „Albinku, zostań jeszcze”. Osobisty sekretarz Ojca Świętego kilka razy proponował mi bym został w Rzymie, choć na miesiąc, bo Papież się cieszy, gdy jestem w Watykanie. Ale tak długo nigdy nie byłem – wspominał ks. bp Małysiak.
Dziś ci dwaj wielcy Polacy z pewnością cieszą się już swoją obecnością w Niebie. Zapewne jak za życia, tak i dziś interesują się sprawami Kościoła i Polski. Jak ufamy, proszą za nami każdego dnia.

Mieczysław Pabis

Comments are closed.