Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Syn Maryi

Z ks. bp. Janem Szkodoniem, biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej, rozmawia Małgorzata Pabis

Jak w pamięci Księdza Biskupa zapisał się śp. bp Albin Małysiak?

Biskupa Albina poznałem w 1969 r., będąc diakonem. Od 1988 r., jako biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, spotykałem się z nim na co dzień i w wielu różnych sytuacjach współpracowaliśmy. Muszę wyznać, że wiele nauczyłem się od ks. bp. Albina. Sam będąc biskupem mogłem jeszcze bardziej doświadczyć jego otwartości, wrażliwości na ludzkie potrzeby.
Śp. ks. bp Albin miał wrodzoną łatwość kontaktów z ludźmi. Dla niego nie było problemu, aby podjąć dialog czy to z pojedynczym człowiekiem, czy z grupą ludzi, czy wreszcie z szerszą rzeszą. Ta wrodzona łatwość kontaktu i wrażliwość na człowieka pomagały mu spełniać jego chrześcijańskie i kapłańskie zadania. Sam widziałem, że interesował się prostymi ludzkimi sprawami: czy ludzie mają gdzie mieszkać, co jeść, czy mają pracę i środki do kształcenia dzieci. Już samo to, że pytał o te sprawy ludzi, im pomagało. Często podczas wizytacji kanonicznych pytał o różne sprawy proboszcza, kapłanów, uwrażliwiał ich na potrzeby wiernych. Zawsze interesowało go to, czy w parafii działa zespół charytatywny. Często o pomocy charytatywnej rozmawiał z osobami odpowiedzialnymi w diecezji. On wciąż szukał nowych sposobów, by pomagać ludziom.
Był wrażliwy nie tylko na biedę materialną, ale także duchową. Wiem, że zawsze był w stanie spotkać się z człowiekiem, porozmawiać, wysłuchać, pomóc znaleźć dobre rozwiązanie. To było jego szczególne miłosierdzie.

Biskup Albin był niezwykle pracowitym człowiekiem…

To prawda – jeszcze w 2010 r. bierzmował, jeździł na wizytacje. Potem był już bardzo słaby, ale mając 93 lata pracował jeszcze jak „czynny” biskup.

Z czego to wynikało, że nigdy nie miał czasu na odpoczynek, że żył z kalendarzem w ręku i wciąż zapisywał nowe zadania?

Z potrzeby kapłańskiego serca. On do końca chciał dzielić się z innymi tym, co otrzymał od Pana Boga – łaską święceń kapłańskich i biskupich. On potrzebował ludzi i często boleśnie przeżywał swoją samotność. Zwłaszcza w ostatnim roku było mu ciężko, gdyż nie mógł spotykać się z kapłanami. Starałem się do niego telefonować codziennie, ale kiedyś mi się to nie udało. Wtedy on zadzwonił do mnie z wyrzutami, krzyczał wręcz: Nie interesujesz się mną, nie zadzwoniłeś do mnie! Innym razem powiedział mi trochę z żalem, że wczoraj nie było do niego żadnego telefonu i w tym również była nuta smutku. Te słowa były dla mnie jak wyrzut sumienia.

Czasem widziało się bardzo zmęczonego ks. biskupa Albina, ale chwilę później, gdy wchodził do kościoła, na jego twarzy nie pozostawało już nic ze zmęczenia.

Biskup Albin Małysiak miał w sobie coś z tego, co cechowało bł. Jana Pawła II. Ks. kardynał Stanisław Dziwisz często podkreśla, że Ojciec Święty kiedy zobaczył tłumy, wówczas wstępował w niego nowy duch. Taki sam był biskup Albin. Gdy zobaczył ludzi, to, że na niego czekają, że go potrzebują, że chcą go słuchać, wówczas zapalał się, z każdą minutą spotkania z człowiekiem rósł w nim ogień.

Biskup Albin znany był z tego, że lubił robić dowcipy. Wielu podkreśla dziś to, że nawet umarł dopiero wówczas, gdy znalazł się jego następca – biskup zakonnik.

To prawda. Jego śmierć w dniu, gdy zostały ogłoszone dwie nominacje biskupie w Archidiecezji Krakowskiej, to jak gdyby biskup Albin chciał powiedzieć: „Robię wam miejsce”. Ważny jest jeszcze fakt, że biskup, który miał w swoim herbie Matkę Bożą Częstochowską i słowa: „Ave Maria” odszedł do Pana w sobotę, która jest dniem maryjnym, w święto Matki Bożej Szkaplerznej. Choć bardzo przeżywamy jego stratę, cieszymy się, że Maryja zabrała swojego syna do nieba.

Dziękuję za rozmowę.

Comments are closed.