Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Wszyscy biskupi powinni być tacy

Słysząc słowa: Biskup Małysiak, ks. infułat Janusz Bielański z Wawelu bez wahania odpowiada: „Wspaniały, dobry człowiek, życzliwy dla wszystkich, serdeczny i uśmiechnięty. Jak najlepsze mam zdanie o Księdzu Biskupie. I to od początku do końca. Teraz ono bardziej się potęguje, bo nam bardzo brakuje tego wspaniałego Duszpasterza i Kapłana”.

Ks. infułat Bielański wspomina czasy, kiedy był proboszczem w parafii w Mydlnikach w połowie lat 70. Wtedy to budował kościół, a ks. Albin był dziekanem dekanatu obejmującego północno-zachodni Kraków. – Często się z nim kontaktowałem – snuje opowieść ks. Bielański. – Zawsze był otwarty, szczery. Mówił: „Janusz, jak będzie źle, jak będziesz czegoś potrzebował, to przyjdź – ja ci pomogę”. Był jak dobry ojciec, to znaczy stawiał wymagania, ale wiadomo było, że można przy nim poruszyć każdy temat i dlatego budził wielkie zaufanie. Nieustannie zachęcał do pracy przy budowie kościoła. To był czas, kiedy ta pierwsza radość już przygasła, bo się okazało, że parafia liczy niespełna 1200 ludzi – to nie za wiele, aby udźwignąć ciężar budowy świątyni. Większą część pracy wykonali sami parafianie, ale materiały budowlane trzeba było kupić, inżynierów zaangażować, więc to wszystko było kosztowne i nie takie łatwe. Wtedy ks. Albin mówił do mnie: „Janusz, jak ci będzie ciężko, zrób zebranie z ludźmi i ja przyjadę, będziemy rozmawiać. Ja ich pochwalę, powiem, że to jest wielka rzecz, że możecie ten kościół budować, i zachęcę ich do dalszej pracy, żeby nie było czasem rozłamów w parafii”. I wiele, wiele razy był u mnie w Mydlnikach. Był u siebie, bo przecież to był jego dekanat. Usposobienie miał wspaniałe, inne niż na przykład biskup Pietraszko, który z kolei był poważny. Też pomagał w budowie kościoła, bo z ramienia Kurii odpowiadał za sprawy budowlane. Parafianie mówili, że przyjechał ten biskup, który chodzi, nic nie mówi, tylko patrzy, a potem siada w auto i odjeżdża. To był ks. bp Pietraszko. A kiedy przyjechał ks. biskup Małysiak, to zaraz z każdym rozmawiał, każdego pochwalił, każdemu rękę podał. To jest Biskup! Tacy wszyscy biskupi powinni być i wszyscy księża – rozpromienia się ks. infułat. – Nigdy ode mnie nie wziął grosza za posługę. Mówił tylko: „Janusz, nie wezmę, ale za to zrobisz mi dobrą kawę!” – dodaje ks. Bielański.
Biskup Albin był także człowiekiem zapobiegliwym. Infułat wawelski przypomina sobie, jak kiedyś mówił do wiernych: – Na pewno będzie jakiś kryzys, bo może wam zabraknąć pieniędzy. Ja trochę pieniędzy mam i wam dam, ale nie mogę dać wam wszystkiego, bo przecież muszę z czegoś żyć [śmiech]. Zachęcał też, abyśmy jeździli po sąsiednich parafiach i prosili o wsparcie – dodaje kapłan. – Co ważne – ja nigdy nie brałem tych pieniędzy do siebie. Jak była zbiórka na kościół, to parafianie zbierali i pieniądze sami przechowywali. Nie miałem gospodyni, mieszkałem sam, a przecież wiedziałem, że złodzieje też słuchają ogłoszeń parafialnych [śmiech]. W ten sposób wiedzieli, że nie mają proboszcza z czego okraść. Parafianie liczyli fundusze, komisyjnie spisywali i potem dzielili między sobą, aby zabrać na przechowanie. W ten sposób zachowaliśmy przejrzystość i uczciwość wobec całej wspólnoty – zaznacza ks. Bielański.

Zakonnik w służbie diecezji

Mimo iż ks. Albin należał wpierw do duchowieństwa zakonnego, nie miał żadnych problemów z wejściem w problemy duszpasterskie Archidiecezji Krakowskiej. Na pytanie, skąd taka łatwość w podejściu zarówno do spraw zakonnych, jak i diecezjalnych, ks. Janusz Bielański bez wahania odpowiada: – Źródłem tego była jego świętość. Ponadto Biskup był praktykiem duszpasterstwa. Kiedyś powiedział: „Świeccy muszą działać. Musicie być apostołami Chrystusa. Proboszcz swoje zapowiada z ambony, ale wy między sobą rozmawiajcie, podzielcie się: w tym tygodniu ta część parafii się modli i pracuje, w następnym inna część parafii i tak dalej”. Rozsądnie doradzał ludziom, był to dialog w pełni szacunku i kultury. Jestem przekonany, że zasługi ks. bp. Albina Małysiaka powinny zostać złotymi głoskami zapisane w wielu świątyniach Kościoła krakowskiego – podkreśla kapłan.

Katedra jest na pierwszym miejscu

Kolejnym okresem w życiu kapłańskim ks. Janusza Bielańskiego był Wawel i posługa proboszcza oraz opiekuna królewskiej katedry. Wówczas także mógł liczyć na wsparcie ks. biskupa Małysiaka. Ks. infułat wraca pamięcią do tamtych lat: – Zawsze pytał mnie: „Kiedy przyjechać, kiedy będzie jakaś uroczystość, żebym odprawił Mszę św. i powiedział kazanie”. Były nabożeństwa patriotyczne, a wtedy o celebransa było bardzo trudno, bo nie wszyscy chcieli tak odważnie mówić o problemach Ojczyzny. Ks. biskup Albin zawsze był chętny. Telefonowałem do niego i prosiłem go: „Niech Ksiądz Biskup ratuje sprawę, bo nie mam kaznodziei”, to on odpowiadał: „Janusz, ja mam inne obowiązki, ale katedra jest na pierwszym miejscu, więc przyjadę i odprawię Mszę św., a w innej parafii przełożymy godzinę nabożeństwa”. I tak było kilka razy. Kiedyś powiedział: „Jak trzeba, to ja wyjdę do tej milicji, która pod wzgórzem wawelskim stoi i czeka z pałami na ludzi. Niech mnie biją – to jest Polska, to jest Kościół Chrystusowy. Kościół, za który trzeba też cierpieć!”.
Ks. Bielański podkreśla, że na nabożeństwach patriotycznych celebrowanych przez ks. biskupa Albina katedra była zawsze wypełniona po brzegi wiernymi. Biskup chwalił, podnosił na duchu, ale też wyraźnie i stanowczo zobowiązywał ludzi do porządnego patriotyzmu, gdy chodzi o Polskę i do porządnego życia religijnego, gdy chodzi o Kościół. Ks. infułat dodaje, że Biskup jasno mówił, jakie są czasy. Apelował, że Polskę trzeba kochać. A kochać to nie tylko mówić, ale przede wszystkim modlić się i działać.

Wzór do naśladowania

Ks. Bielański zaznacza na koniec, że uważał już wtedy i obecnie potwierdza, że ks. bp Albin Małysiak powinien być wyniesiony na ołtarze. – Byłby wspaniałym wzorem dla biskupów, proboszczów, dla księży budujących kościoły, dla duszpasterstw – przekonuje kapłan i dodaje: – To był naprawdę święty człowiek. Tutaj widać działanie Opatrzności Bożej, że takiego człowieka ks. kard. Wojtyła wybrał jako swego współpracownika w biskupstwie. Biskup Albin był także bardzo dyskretny. To są właśnie cechy człowieka świętego. Czasem twardą prawdę powiedział, ale zawsze my jako księża mogliśmy na niego liczyć. Ja byłem nim wręcz zachwycony! – podkreśla na zakończenie ks. Bielański.

MM

Comments are closed.