Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Kochał kapłanów

Z ks. bp. Grzegorzem Rysiem, biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej rozmawia Małgorzata Pabis

Data nominacji biskupiej zbiegła się z datą śmierci ks. bp. Albina Małysiaka. Czy to przypadek, że poprosił Ksiądz Biskup rodzinę Zmarłego o jego pastorał?

Wszystkie symbole, znaki urzędu biskupiego mam od kogoś lub po kimś. Krzyż pektoralny dostałem od ks. kard. Franciszka Macharskiego, a on od Jana Pawła II; pierścień biskupi podarował mi ks. kard. Kazimierz Nycz; pastorał otrzymałem po śp. księdzu biskupie Albinie Małysiaku. To prawda, że poprosiłem o niego. Dlaczego? Po pierwsze, stało się to jakby oczywiste w momencie, kiedy te dwie daty: nominacji i śmierci zbiegły się z sobą. Razem z o. bp. Damianem Muskusem weszliśmy niejako w jego miejsce. I tak chcę myśleć o swojej posłudze – jako o kontynuacji, a nie jako o początku czegoś. Po drugie, ks. bp Albin Małysiak udzielił mi Sakramentu Bierzmowania, a to było bardzo istotne spotkanie w wymiarze wiary.

Na pewno nieraz spotkał się Ksiądz Biskup z ks. bp. Albinem. Jak te spotkania zapisały się w pamięci Księdza Biskupa?

Jako kleryk często wędrowałem Plantami w kierunku krakowskiego Rynku. Na tej trasie my klerycy nieraz napotykaliśmy ks. bp. Albina, który nigdy nie dał się wyprzedzić w… pozdrowieniu. Zawsze jako pierwszy ściągał kapelusz i wołał do nas: „Czołem bracia”. To było bardzo ujmujące. Przecież nawet trzydzieści lat temu ks. bp Albin miał już swoje lata i miał prawo oczekiwać od nas pozdrowień, a mimo to zawsze nas uprzedzał i pierwszy witał.
Z ks. bp. Małysiakiem wiąże się wiele zabawnych historii. Sądzę zresztą, że warte są spisania, gdyż stanowią kanon dowcipów księży krakowskich. Sam byłem świadkiem przynajmniej dwóch takich zdarzeń. 16. dnia każdego miesiąca – w dzień wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, w Katedrze na Wawelu odprawiana była Msza św. w jego intencji. Zazwyczaj przewodniczył jej ks. bp Julian Groblicki. Zdarzyło się jednak kiedyś, że zachorował i zastępował go ks. bp Małysiak. Już na początku nabożeństwa coś wisiało w powietrzu… i nagle biskup Albin rozbawił wszystkich, gdy powiedział: „Byłem u Ojca Świętego w Watykanie. Słuchajcie, jak On ubogo mieszka” – a zebrani w Katedrze słysząc tę zbitkę: Watykan i ubogo mieszka, gruchnęli śmiechem.
W czasie tej Mszy św. Biskup opowiadał, że podczas spotkania z Janem Pawłem II powiedział: „Ojcze Święty, przyjechałem do Rzymu, by załatwić bardzo ważną sprawę”. Kiedy Papież dopytywał, co sprowadziło biskupa do Italii, odpowiedział: „Przyjechałem, żeby Ci powiedzieć, że wszyscy bardzo Cię kochamy!”.
Innym razem, także w Katedrze Wawelskiej, w czasie uroczystości błogosławienia lektorów powiedział: „Chłopcy, będziecie teraz posługiwać Panu Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie. Pamiętajcie jednak, że Pan Jezus obecny jest wszędzie – w każdym milimetrze sześciennym przestrzeni i próżni kosmicznej”. Myślę, że nikt nigdy nie wymyśliłby tak ciekawej definicji teologicznej.

Powiedział Ksiądz Biskup, że widzi siebie i swoją posługę jako kontynuację. Co urzekającego w posłudze ks. bp. Małysiaka wpłynęło na taką decyzję?

Przemawiał do mnie styl bycia ks. bp. Albina. On bardzo kochał księży, a oni kochali jego. Nie wszyscy we wszystkim się z nim zgadzali, ale to nie przeszkadzało, żeby nawzajem się lubić i szanować. Miał czas dla kapłanów, którzy bardzo cieszyli się, gdy na różnych spotkaniach zabierał głos. Nieraz go nawet prowokowali.
Niesamowite było także to, że już jako ponad 90-letni biskup, choć nie musiał uczestniczyć w różnych spotkaniach zawsze był. Nawet na corocznym zebraniu katechetów. Zawsze chciał być na bieżąco. Ogromnie dużo wiedział o świecie i podejmował aktualne tematy.
Cieszyłem się, że od pewnego momentu mnie rozpoznawał, zwłaszcza w czasie, gdy byłem rektorem krakowskiego Seminarium Duchownego. Cieszyło mnie to, że czytał niektóre moje teksty, i że o nich ze mną rozmawiał.

Dziękuję za rozmowę.

Comments are closed.