Głupota i Mądrość (41)

Doskonalenie radości

Dlaczego wielu ludzi chodzi smutnych? Doświadczają cierpienia, nie odnoszą sukcesów, nie mają tego, co potrzebne do życia, martwią się o siebie i o bliskich. Smutnych jest coraz więcej. Nawet ci, którzy się bawią, gdy wracają do mieszkań i zostają sami, pogrążają się w smutku. Takie życie nie ma perspektyw. Smutek jawi się jako znak ciężkiej choroby ducha, która polega na utracie sensu życia, a razem z nim celu, do którego się zmierza.

Kohelet znał tę chorobę ducha i odsłania jedną z jej przyczyn, a jest nią niesprawiedliwość. Można bowiem spotkać człowieka uczciwego, który cierpi, i grzesznika, który chodzi szczęśliwy. Na ziemi nie ma sprawiedliwości. Gdyby ona była czytelna, wielu ludzi szukałoby szczęścia na drodze uczciwości. Tymczasem widzą obok siebie, a nawet sami doświadczają tego, że z powodu swej sprawiedliwości cierpią, bo środowisko ich nie toleruje, a sukcesy odnoszą ci, którzy kłamią, kradną, cudzołożą, zabijają… Kohelet wzywa do realnego spojrzenia na otaczający nas świat i do skoncentrowania uwagi na tym, co jest potrzebne do życia na ziemi. On chce wezwać mądrych, aby nie liczyli się z wirusami niesprawiedliwości i byli odporni na smutek jako chorobę ducha, aby jej nigdy nie ulec.

Jest marność, która się dzieje na ziemi: są sprawiedliwi, którym się zdarza to, na co zasługują grzesznicy, a są grzesznicy, którym się zdarza to, na co zasługują sprawiedliwi. Rzekłem: I to jest marność. Sławiłem więc radość, bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem, niż żeby jadł, pił i doznawał radości, i by to go cieszyło przy jego trudzie za dni jego życia, które pod słońcem daje mu Bóg (Koh 8,14–15).
Autor wzywa do pielęgnowania w swym sercu radości. Otrzymujemy od Boga tak wiele darów, że to wystarcza, aby zamienić swe życie w wielkie dziękczynienie. Nawet kaleka dziewczyna, licząca 19 lat, która nie opuszcza inwalidzkiego wózka, potrafiła powiedzieć: „Ja dziękuję Bogu za to, że jestem, że mnie kochają w domu, że ja mogę kochać. Dziękuję, gdy widzę, jak inni tańczą i lubię dziękować za sprawność sportowców, których widzę na ekranie telewizora. Jestem na ziemi, aby dziękować. Ludzie z byle powodu narzekają. Mnie wystarcza do życia to, że mam co jeść, mam co pić, mam kącik w domu, mam życzliwych ludzi i dobrą książkę. Oni nie dziękują, ale ja dziękuję Bogu za nich”. Ona odkryła to, co napisał Kohelet, mimo że nigdy jego słów nie czytała. On spotkał ludzi do niej podobnych, dlatego mógł czytelnikom szukającym mądrości wskazać drogę doskonalenia radości jako drogę twórczego życia.
Jako chrześcijanie stawiamy na tej drodze kroki do przodu, gdy realizujemy wezwanie Chrystusa do dziękczynienia Ojcu za wszystko. On potraktował radość jako zadanie, które czeka na wykonanie. Radości trzeba się uczyć. Jej szkołą jest dziękczynienie. Szkoda, że na określenie Mszy Świętej nie używamy słowa dziękczynienie, tak bowiem traktowali starożytni chrześcijanie uczestniczenie we Mszy Świętej. Greckie słowo Eucharystia oznacza Dziękczynienie. Oni dobrze wiedzieli z czego rezygnują, jeśli nie uczestniczą. Kościół jest szkołą dziękczynienia. Jeśli w nim pojawia się narzekanie, to znak, że mamy do czynienia z zanikiem obecnego w nim Ducha Świętego. Ten bowiem zawsze radością ubogaca wierzących. To jeden z owoców Jego działania. Chrześcijanin nie może być smutny, bo nawet w klęsce potrafi dostrzec sens. Ochrzczony winien promieniować radością. Świadectwa tej naszej radości oczekuje dzisiejszy świat.

Comments are closed.